Lubisz czytać? Umiesz pisać?

Od zeszłego czwartku afera medialna wokół serwisu „Lubimy czytać”, a konkretnie niektórych tak zwanych recenzji, co są opiniami, zdążyła ucichnąć, zostać zapomniana. Jedni wyśmiewali, inni bronili, a prawda, przez nikogo nie niepokojona, leżała sobie spokojnie pośrodku.

Właściciele największego serwisu skamlą piskliwym głosem o kradzieży treści i praw autorskich, co jest brednią straszną. O ile dobrze pamiętam ustawę, z której zapisów żyję na co dzień, prawo cytatu zostało w tym wypadku zachowane. Prowadzący prześmiewczy fan page nie ukrywają danych osobowych autorów, nie przeinaczają ich opinii. Cytują, pokazując wyraźnie miejsce i autora. Normalna praca naukowa właściwie.

Wydawcy LC wskazują uprzejmie, że ich serwis skupia ileś tam tysięcy ludzi, wśród których znajdują się osoby z różnym wykształceniem i o różnych poglądach. Poza tym mają te osoby prawo do wyrażania swej opinii. Pewnie, że mają, tylko po co?. Z promowaniem czytelnictwa przytaczane teksty chyba nie mają wiele wspólnego, bo nie ma tam żadnych pochwalnych, są jedynie takie, które przestrzegają przed lekturą. Chyba, że chodzi tylko o statystyki rzeczonego portalu.

Daleki jestem do tego, by uważać, że klasyka jest w całości dobra, bo nie jest. Jednak w tym momencie nie chodzi o to, by udawać, że jakaś powieść zachwyciła. Chodzi o to, by nie pisać o tym, co ślina na język przyniesie. Bo można zbesztać Mickiewicza czy Słowackiego, trzeba to jednakże zrobić w sposób odpowiedni.

Niestety, już raczej odchodzą w zapomnienie lekcje polskiego, na których można było usłyszeć od osoby prowadzącej: „Może ci się nie podobać, ale uzasadnij.” Dziś nikt nie zajmuje się wyważaniem drzwi, do wszystkiego jest przecież klucz. Uniwersalny, który jest dobry na każdą okazję i potrafi wyciągnąć z każdych tarapatów egzaminacyjnych. Zresztą, do zdania matury dziś wystarczy po prostu fizyczna obecność.

Pisanie wychodzi z mody i to widać nie tylko w tych opiniach, które podobno są, bo każdy ma prawo do wyrażania swojego zdania. Tu jednak docieramy do drugiej strony medalu. Oczywiście, możesz (a nawet bym powiedział – musisz) mieć swoje zdanie, ale czy od razu należy je dzielić się nim z całym światem? Wydaje się, że niekoniecznie.

Posłużę się w tym miejscu prostą analogią. Osoba prowadząca bloga kulinarnego nigdy nie pochwali się wpisem, na którym będzie nieudana potrawa. Ci od mody też wykonują duży wysiłek, by całość wyglądała sensownie. Dlaczego więc o książce liczącej kilkaset stron napisać jedno zdanie? Albo zrecenzować (zaopiniować raczej) ją „jako najgorszą książkę w życiu”, choć uczciwie przyznaje się, że w trakcie weekendu przeczytało się streszczenie i obejrzało film? Czy naprawdę „Lalka” zasługuje na takie potraktowanie? Przykładów jest wiele, nie tylko w rzeczonym największym obecnie portalu o literaturze.

Ja osobiście bardzo chętnie czytam i piszę recenzje, w których można znaleźć zarzuty wobec dzieła. Nie unikam atakowania klasyki, od czasu do czasu, jak mówi zapatrzona w Korwina młodzież „masakruję” kanon lektur szkolnych. Niemniej jednak nie zgadzam się na życie w czasach, gdy szczytem uznania w czytelniczym światku staje się jednozdaniowe odrzucenie lub pochwalenie książki. Z punktu widzenia marketingu to oczywiście działa, ale czy akurat jest w stanie zapełnić wyrwę po krytyce literackiej z prawdziwego zdarzenia? Raczej nie.

Nie chodzi o to, by zabraniać wypowiedzi. Chodzi tylko i wyłącznie o to, by te wypowiedzi były nieco lepsze niż „Bułhakow chuj.”

Reklamy

9 comments

  1. Dyskusja od początku była dla mnie kuriozalna. LC od początku był portalem stawiającym na masowość, w przeciwieństwie do portali które stosują morderację recenzji (wiąże się to oczywiście z ich mniejszą ilością). Przy takiej strategi to oczywiste, że część ze spotkanych tam opinii będzie miało formę ocierającą się o trolling. I tylko kwestią czasu było, aż ktoś to zauważy i zacznie wyśmiewać, bo przecież niektóre z tych wpisów na to naprawdę zasługują.

  2. Ja tam się nie interesuję. Książki czytam takie jakie lubię i jakie mi się podobają, bo gdybym miała się podpierać opiniami z LC to nie odkryłabym nigdy kilku przyjemnych i budujących pozycji. Masówka, głupota i trochę chyba też debilizmu…

  3. Większość z cytowanych wypowiedzi to zapewne wypowiedzi nastolatków, często zmuszanych do lektury książek, których nie rozumieją – ot i cała tajemnica. Oczywiście można sie zastanawiać po co wypowiadają sie oni w tak głupi sposób, ale zabronić im tego nie można. Nie wrzucalabym tez z tego powodu wszystkich opinii na LC do kosza, jak to robi ktoś z wypowiedzi powyżej – jest to ewidentne wylewanie dziecka z kąpielą. Przecież istnieje zwyczaj odrzucania ocen skrajnych. I jeszcze jedno: nie widzę analogii miedzy publikowaniem na blogach kulinarnych czy modowych, a publikowaniem recenzji książek. W pierwszym przypadku mowa jest o dziełach stworzonych przez samego blogera i chwaleniem sie nimi (nikt nie będzie krytykował samego siebie), natomiast w drugim chodzi o krytykę czyjegoś utworu. Rzecz jasna zgadzam sie z tym, ze krytyka ta powinna być merytoryczna.

    1. Blogi kulinarne są również często recenzjami z miejsc, a nie znam zbyt dobrze szafiarek, ale mało z nich same szyje swoje kreacje. Poza tym nawet jeśli przyjąć takie rozgraniczenie, to jednak warto zwrócić uwagę na to, że czyjeś dzieło powinno się ostrożniej krytykować.
      Co do pierwszej części wypowiedzi – był (nie wiem, czy jeszcze istnieje) taki twór jak Fan Book i tam na papierze uczniowie „orali” lektury. Więc z tym zgoda. I nie, nie wrzucam całości do kosza.

  4. Jako nauczycielka języka polskiego muszę zaprotestować przeciw jednej postawionej w tekście tezie: „Niestety, już raczej odchodzą w zapomnienie lekcje polskiego, na których można było usłyszeć od osoby prowadzącej: „Może ci się nie podobać, ale uzasadnij.” Nie odchodzą, proszę mi wierzyć. Codzienną praktyką jest raczej sytuacja odwrotna (i piszę to w imieniu tak swoim, jak i swoich koleżanek po fachu). Problem stanowi jednak umiejętność uzasadnienia własnego zdania, bo żeby móc to zrobić trzeba mieć jakieś podstawy, narzędzia – a z tym jest niestety problem. Mimo że jedną z podstawowych umiejętności, na jaką się stawia, jest umiejętność argumentowania, uzasadniania własnego zdania, obrony własnego stanowiska. Gdyby zapytać moich uczniów, jakie słowo pada najczęściej na lekcjach języka polskiego, odpowiedzieliby zgodnie: uzasadnij. 🙂 Pozdrawiam serdecznie. 🙂

    1. Z moich doświadczeń szkolnego nauczania pamiętam, że owszem, zdarzały się, ale potem i tak trzeba było stosować się do klucza, niestety. Zapisy podstaw programowych faktycznie stawiają na argumentację, ale założenia egzaminacyjne temu przeczą. A w te podstawy i narzędzia wyposaża nie tylko nauczyciel, tu się zgodzę.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s