Miesiąc: Maj 2010

Maria Siemionowa „Wilczarz”


Kolejna powieść  „słowiańskiej”  fantasy, tym razem z Rosji, gdzie zyskała status bestsellera i ją zekranizowano. Nieco późno, bo po prawie 10 latach dotarła do naszego kraju, razem z filmem właśnie. Mam zresztą i grę „Requital”, również opartą o losy Wilczarza. Analogie z naszym rodzimym „Wiedźminem” jak najbardziej uprawnione, aczkolwiek o ile nasza gra jest zdecydowanie lepsza, to film rosyjski bije nasz na głowę. Miało być o książce, więc już wracam do tematu.

Wilczarza poznajemy w noc, w której ma dokonać się tak wyczekiwana przez niego zemsta, za wszelką cenę. Jego jedyny cel w życiu ma się spełnić, a potem może już spokojnie mrzeć. Nie liczy wcale na to, że uda mu się uciec z zamku króla, którego musi zabić. Los chciał jednak inaczej. Po drodze Wilczarz ratuje młodą niewolnicę z komnaty księcia i więźnia z lochów, przez które uciekają. Razem udaje im się zbiec w zamieszaniu wywołanym pożarem. Podążają następnie do miasta, w którym Wilczarz staje w obronie uczonego, a potem ratuje życie młodej kniaziównie, sprawującej  władzę pod nieobecność ojca kniazia. Od tej chwili ich losy są nierozerwalne.

Historia Wilczarza to epicka opowieść o walecznym bohaterze, dla którego życie miało tylko jeden cel – zemstę. Pozbawiony całego rodu, zabitego w trakcie napaści. Ocalał tylko on, wówczas dwunastoletni chłopiec, oszczędzony dla zabawy przez wodza najeźdźców. Spędził kolejne siedem lat, zamieniony w niewolnika w kopalniach, z których jeszcze nikt nie wyszedł żywy. Wilczarz jako pierwszy dokonał niemożliwego – pokonał strażnika i zgodnie z obietnicą mógł odejść wolno. Tę historie poznajemy dopiero później, w retrospekcji.

Reklamy

Piotr Wereśniak „Nie szukaj mnie”


Człowiek odpowiedzialny, jako autor scenariusza, za wielki sukces „Kilera”, udowadnia, że jest świetnym twórcą, obdarzonym ogromnym talentem. Już zeszłoroczny debiut  „Zabili mnie we wtorek” to nie tylko moim zdaniem dobry przykład literatury sensacyjnej. Nowa powieść to już thiller z prawdziwego zdarzenia,  którego nie trzeba się wstydzić. Świetny pomysł, kapitalnie prowadzona i rozwijana w sposób nie dający czytelnikowi chwili wytchnienia, a to najlepsza rekomendacja dla literatury tego gatunku. Na dodatek bardzo fajnie wydane przez wydawnictwo otwarte,  z naprawdę piękną okładką, przykuwającą uwagę.

To historia Małgorzaty, która, pewnej nocy poproszona o przewiezienie przesyłki, postanawia ukraść pieniądze, zdając sobie sprawę, że to łapówka dla kogoś w ministerstwie. W ten sposób staje sie posiadaczka ponad dwóch milionów euro, ale musi się ukrywać. Pływa samotnie jachtem po Morzu Śródziemnym, kiedy nagle czyta w niemieckiej gazecie o swojej śmierci. Rozumie w jednej chwili, że jej spokój dobiegł końca…

Jej losy w jakiś niepojęty sposób łączą się z oskarżeniami jednego z niemieckich miliarderów, którego polski gangster oskarża o zlecenie mu zabójstwa Małgorzaty. Akcja zaczyna nabierać tempa, dzieje się w kilku krajach Europy, pojawia się też wątek miłosny. Nie chce zdradzać więcej, żeby nie psuć lektury, ale zapewniam że warto sięgnąć po tę powieść. Czas spędzony na lekturze na pewno nie będzie czasem straconym, a miłośnicy gatunku będą po prostu zachwyceni.

Osobiscie uważam, że nie szukaj mnie to najlepszy polski thriller w tym wieku, naprawdę. Nie umiem tego za bardzo wytłumaczyć, ale w tej powieści jest wszystko to, co tak bardzo pociąga nas, czytelników, w tłumaczeniach anglosaskich  betsellerów. Bardzo czesto w polskich książkach sensacyjnych mamy albo jedynie polskie realia albo europejskie czy nawet bliskowschodnie realia całkowiecie papierowe, najwyraźniej pochodzące spod pióra ludzi nie czyniących wielkiego wysiłku w dokonaniu odpowiednich przygotowań i lekceważący swoich czytelników.

Marta Dzido „Ślad po mamie”


Świetna, dobrze napisana i dość kontrowersyjna książka, będąca według samej autorki, „aborcyjnym coming ałtem”. Moim zdaniem takiej książki próżno nadal szukać wśród polskiej prozy, choć historii podobnych przypuszczalnie jest dużo, dużo więcej, i to nie tylko wśród nastolatek chcących urządzić sobie życie lub choćby po prostu skończyć szkołę.

Tak,  taka to smutna prawda o aborcji, która jest kolejną tajemnicą poliszynela w naszym i nie tylko zresztą naszym, kraju. Ja jednak chciałbym wrócić jednak do pisania o książce, która wywarła na mnie naprawdę duże wrażenie i sam nie wiem jak to się stało, że tak długo czekałem na zapoznanie się z nią, choć przecież kilka lat temu zachwyciłem się debiutem. „Małż”, debiutancka książka Marty Dzido, była jednak raczej ironiczną satyrą, skrywającą dramat młodej kobiety szukającej bez większego powodzenia pracy w stolicy. Język powieści, sposób opowiadania jesst jednak w obu przypadkach ten sam i tak samo świetnie się czyta obie powieści. Zresztą, we wstępie do „Śladu po mamie”, autorka wspomina o tym, że chronologicznie to własnie później wydana rzecz została napisana wcześniej. Po prostu wtedy wydawca, ten sam zresztą w obu przypadkach, odmówił. Jednak po debiucie, który uzyskał dość spory odzew, zapadła inna decyzja. I bardzo dobrze, bo dzięki temu trafiła do naszych rąk naprawdę dobra powieść, która spełnia jak gdyby dwie funkcje. Dobrze się to czyta, więc rozrywka jak się patrzy, a z drugiej strony mocna rzecz na kontrowersyjny temat, intymne wyznanie nastolatki zmagającej się nie tylko z maturą w ostatniej klasie liceum.Moim zdaniem to właśnie powinna byc lektura szkolna, która powie uczniom coś o otaczającym ich świecie. Polecam ja bowiem i dziewczynom i chłopakom, bo samej jeszcze żadnej kobiecie nie udało się zajść w ciążę.

Tomasz Kołodziejczak „Krew i kamień”


Bardzo dobra książka fantasy, która jednak nie razi steretypowym rozwojem akcji, na dodatek rozgrywająca się w powszechnie słabo znanej epoce kamienia. Przypomina mi o takim mocno „słowiańskim” nurcie, obecnym w naszej fantasy przed laty, co mi osobiście bardzo się podobało. Na pewno widać wysiłek autora dedykowany stworzeniu czegoś oryginalnego i niestereotypowego, odległego od zwyczajnej kalki anglojęzycznych powieści. Mogę tylko przyklasnąć takiej idei, tym bardziej doniosłej w dzisiejszych czasach, kiedy mało takiej literatury fantasy pojawia się na naszym rodzimym rynku. To znaczy pisanych przez polskich twórców, bo rzeczy z importu są nadal licznie reprezentowane. Dobrze to i źle zarazem, ale nie pora i miejsce na ocenę polskiego rynku wydawniczego.

Lektura tej powieści to zwyczajna przyjemność. Pozornie, ale tylko pozornie prosta fabuła związana z powstaniem przeciw okupującym kraj Dabory Osom z Kręgu Zewnętrznego powiązana z osobistą zemstą za zabicie brata krwi. Ale jest też w tej książce kilka wątków pobocznych, równie dobrze rozwijanych i umiejętnie powiązanych z głównym tokiem narracji. Samo zaś zakończenie to prawdziwy majstersztyk, czyta się niczym świetny kryminał.

Największą zaletą powieści jest jednakże naprawdę sposób pisania Kołodziejczaka. Jego język jest zupełnie różny od tego, z jakim zaznajomieni są fani książek fantasy. Wielka ilość walk i potyczek, szybkość fabuły nie musi wcale oznaczać krótkich, urywanych zdań.Dość długie zdania, wielokrotnie złożone, oddzielane średnikami równie dobrze sprawdzają się w tej roli.Można się też przekonać, że i opisy mogą równie dobrze wprowadzać w świat utworu, nie nudząc ani na chwilę. Na dodatek pozornie prosty, aczkolwiek sprytny zabieg przestawienia szyku zdania wspaniale wprowadza w klimat wielkiej opowieści, snutej w zimowy wieczór.

Po prostu trzeba to przeczytać.

Isaac Asimov „Magia i złoto.Eseje”


Nie, nie, bez obaw, to nie jest kolejna książka o przygodach w kosmosie. Ta pozycja, jak głosi podtytuł to eseje sławnego twórcy SF, jednego z Wielkiej Trójki najwiekszych sław. Człowiek o potwierdzonym bardzo wysokim IQ, sprawującym z tej okazji prezesurę organizacji pod nazwą MENSA, która skupia tylko i wyłącznie ludzi uznawanych na podstawie testów ilorazu inteligencji za „geniuszy”. Pragnę jednak podkreślić, że książka napisana jest językiem lekkim i swobodnym, łatwym do zrozumienia dla każdego. Zresztą sam Asimov podchodził z dużą rezerwą do owych testów, o czym pisze także na kartach tej książki.

Sam autor to postać bez wątpienia znana szerokiemu kręgowi czytelników. Jak jednak napisałem na wstępie, to dzieło nieco inne od literatury rozrywkowej. To zbiór esejów, podzielonych na cztery kategorie tematyczne, związane z rodzajem literatury uprawianej przez Asimova najchętniej. Podtytuł w tym wypadku jest zresztą nieco mylący, bo rzeczywistych esejów jest tu zaledwie kilka, większość zgromadzonych tu tekstów to zebrane noty redaktorskie (popularnie zwane wstępniakami) pisane dla „Isaac Asimov Science Fiction Magazine” w latach 80-tych ubiegłego wieku, a także wstępów do redagowanych przez Asimova zbiorów opowiadań zawierających opowieści zamieszczane w pismach SF między 1937 a końcem lat 50-tych, czyli z tak zwanego Złotego Wieku SF, kiedy to ten gatunek przebył całą drogę od tanich pism dla dzieci i młodzieży do literatury z list bestsellerów. Nic jednak owe pochodzenie nie umniejsza ogromnej wartości tego wydawnictwa, zwłaszcza w naszym kraju, gdzie nie ma zbyt wielu książek o tego typu literaturze. I choćby tylko dlatego warto sięgnąć do tego dzieła.

Mogę zresztą wymienić mnóstwo powodów, dla których warto zapoznać się z tą książką, niezależnie od tego, czy jest się fanem tego rodzaju literatury czy nie. Jest to spora dawka wiedzy nie tylko o historii samego gatunku i poszczególnych ludziach ją tworzących, ale także kilka wspaniałych tekstów tłumaczących, czym jest tak naprawdę ta fantastyka, mająca przecież wciąż tyle samo oddanych zwolenników co i zaciekłych przeciwników i dlaczego w ogóle są ludzie ją piszący i odbiorcy ich dzieł. Autor śledzi całą historię literatury w ogóle, cofając się aż do dzieł Homera i Biblii, aby wytłumaczyć, skąd wzięły się niektóre wyobrażenia istniejące do dnia dzisiejszego ( świetne historie jednorożca i gigantów) i czemu właściwie są one nadal obecne w kulturze. Odnosi się i do fantasy, i do science fiction, tłumacząc całą historię pojęć związanych z tymi gatunkami, ich powstawania i znaczenia, pozwalając zrozumieć czytelnikowi fenomen tej literatury.

David Ost Klęska „Solidarności”


Świeżo po lekturze amerykańskiego socjologa i politologa o losach polskiej „Solidarności”. Bardzo dobrze napisana książka, którą czyta się niczym powieść, a jest pozycją stricte naukową, opartą nie tylko o wszechstronne studia literatury na ten temat, ale popartą badaniami w Polsce i rozmowami z członkami „Solidarności” na przestrzeni lat 1989 – 2003. Autor spędził sporo czasu w naszym kraju i zna nasze realia, co zwiększa wiarygodność stawianych przez niego tez.

Wielka wartością tej książki jest także jej wszechstronność. Można ją odczytywać na wiele sposobów, w zależności od zainteresowań i powodów, dla których zdecydowaliśmy się po nią sięgnąć. I dzięki temu dla niektórych będzie to historia transformacji ustrojowej w naszej części Europy, dla innych z kolei dzieje „Solidarności” jako takiej, a dla jeszcze innej grupy może to być spojrzenie na rolę związków zawodowych w społeczeństwie i ich rola w procesie demokratyzacji życia społecznego. Czytając zresztą o poglądach lewicowych autora można nabrać przekonania o pewnej stronniczości jego tez, ale nie można dać się zwieść najprostszym odczuciom. Bo ta książka, mimo swoich, nielicznych na szczęście, wad, jest ważnym głosem na temat naszego kraju i jego kondycji  w sferze polityki. Tym donioślejszym, że napisanym przez Amerykanina i wydanym po raz pierwszy za oceanem właśnie. Być może przysłuży się ona do lepszego zrozumienia zaszłych i wciąż zachodzących przecież przemian, nie tylko zresztą za naszymi granicami, ale i w naszym kraju. Moim skromnym zdaniem powinni ją koniecznie przeczytać wszyscy parający się polityką, a także i wszyscy nią się interesujący, być może wówczas nasze społeczeństwo zacznie zmierzać w kierunku prawdziwego społeczeństwa obywatelskiego.

Nakazawa Keiji „Bosonogi Gen. Hiroshima 1945” części 1 i 2


Rzadko jakoś czytam komiksy, jeszcze rzadziej mangę, ale ten komiks to jest chyba klasyka. A jeśli nie jest klasyczną pozycją, to powinna, moim zdaniem, być nią. To naprawdę piękna historia, choć opowiada o takim wielkim dramacie, jakim było zrzucenie bomby atomowej na Hiroszimę. Być może nie wszystkim się spodoba, bo nie ma w niej heroicznych czynów, walk i patriotycznego patosu. Wojna pokazana jest tu z perspektywy kilkuletniego chłopca, dorastającego podczas wojny. Historia nie jest dla niego ważna, jego swiatem jest jego rodzina, ale doświadczenie wojny z każdym dniem odciska na nim większe piętno. Nie tylko na nim zresztą, wiele w pierwszym tomie zwłaszcza, przykładów na to, jak wojna zmienia ludzi. Z powodu pacyfistycznych poglądów ojca, cała rodzina uważana jest za zdrajcę, nikt nie chce ani się z nimi zadawać, ani też pomóc im w codziennym życiu. Widac tu doskonale nastawienie społeczeństwa do wojny, widać ślady wojennej propagandy. Z pozoru zwykłe zycie na przedmieściach Hiroszimy staje sie piekłem.

Pierwsza część kończy się w momencie zrzucenia bomby atomowej nad miastem. Ludzie są paleni żywcem, zabijani natychmiast wielkim błyskiem lub i uwięzieni pod ruinami domów palą się żywcem, bo pożary rozprzestrzeniają się błyskawicznie wśród drewnianej zabudowy. Koszmarne widoki, widziana na własne oczy śmierć ojca, siostry i kilkuletniego brata wywiera ogromny wpływ na chłopca. W godzinę później zmuszony jest odbierać sam poród własnej matki, bo nikt mu nie chce pomóc. Wszędzie natyka się na poparzonych ludzi, na ulicach widzi zwały trupów.

To trzeba koniecznie przeczytać, i namawiac każdego do lektury. Może wówczas nie będzie nigdy wojen?