Jetlag recenzja

Michał R. Wiśniewski, Jetlag


Niewielka księgarnio-kawiarnia w centrum Wrocławia przeżywa prawdziwe oblężenie. Promocja pisma Rita Baum przyciągnęła wielu ludzi, w tym mnie. Na kanapie pisarz rozpoczyna swój wieczór autorski czytając rozdział piąty, bo lubi go najbardziej. Czyta chwilę, bo rozdział krótki. Potem mówi o tym, że dzisiejsze społeczności sieciowe mogą być przyrównane do rozmowy z kukiełkami. Nie mamy żadnej pewności, że ktoś żywy jest po drugiej stronie. Posłuchałbym dalej, ale dramatycznie kończy mi się czas. Nie potrafię już skoncentrować się dłużej niż kilka minut. Jestem idealnym czytelnikiem prozy autora siedzącego przede mną na kanapie.

Jetlag wedle definicji zamieszczonej na czwartej stronie okładki powieści nie jest jedynie chorobą podróżną. To także – a może nawet przede wszystkim – stan ducha. To opowieść o ludziach, którzy nie mają nikomu nic do powiedzenia, nic do przekazania. Ich historie są powtarzalne, zapętlone, przypadkowe. Nie mają początku, środka i końca, nie mają żadnego celu, przypominają obijanie się elektronów w jądrze atomu. Pokolenie biurowej klasy średniej, która w połowie czwartej dziesiątki lat ze zdumieniem odkrywa, że nie może pójść w ślady swoich rodziców, bo jeszcze nie dorosła. Fizycznie zaś czuje się już wypalona, ciągłe poszukiwanie samorealizacji, obiecywanej przez tak wielu, jest zajęciem godnym Syzyfa: tak samo bezużytecznym i wyczerpującym.

To powieść więc banalna, miałka i pusta, powieść o niczym i o nikim. Nie oznacza to jednak, że jest to książka zła. Wręcz przeciwnie – w tym jej kształcie widzimy spory talentWiśniewskiego. Udało mu się opisać pokolenie dzisiejszych trzydziestokilkulatków w sposób chyba najlepiej chwytający istotę rzeczy. Chłopcy, którzy przed laty toczyli osiedlowe wojny pod sztandarami Commodore i Atari, dorośli tylko fizycznie. Skończyli studia, znaleźli pracę w korporacjach, wzięli kredyty na mieszkania, bywają w świecie. Mają na swoje usługi technologie, o których czytali w powieściach science fiction, ale ich używanie nie polepsza jakości życia. Ze zdumieniem odkrywają, że posiadanie setek wirtualnych znajomych wcale nie oznacza, że w piątkowy wieczór będą mogli umówić się z kimś na piwo. Zawiedzione nadzieje to prawdopodobnie najlepszy opis tego, co dzieje się z bohaterami powieści. W przewrotny sposób spełnił się sen starszych o pokolenie punkowców. Przyszłość nie istnieje, jesteśmy uwięzieni w kole wiecznej młodości, niedojrzałości, youngadultowej kategorii wymyślonej w dziale marketingu. Cały świat tak działa, postęp stał się faktem. Nawet mój opis tej książki opiera się na tych samych zasadach.

jetlag_okladka_druk1

Można próbować ucieczki, tak jak czynią to bohaterowie Wiśniewskiego. Co znamienne jednak, wybierają oni ucieczkę do tyłu, wstecz, w głąb swojego życia. Zinfantylizowani przez system, buntują się w sposób jedynie im dostępny – organizując sobie „dzień dziecka”. To jedyne na co ich stać, podobnie jak politycznie są w stanie jedynie zaprotestować przeciw zakusom na sieć, która ich upupia i ogłupia jednocześnie.

Trudno zresztą oczekiwać czegoś innego. Tożsamość stała się kostiumem, ubieranym w zależności od okazji. Dzięki zanurzeniu w elektroniczny świat poznaliśmy uczucie tworzenia awatarów. Doświadczenie zaczerpnięte ze szklanych ekranów przenosimy – częstokroć zupełnie nieświadomie – w rzeczywiste życie. Chcemy czegoś więcej, ale wszystkie wysiłki okazują się nadaremne, a my kończymy z jeszcze mniejszą pewnością siebie. Każda z tych prób przynosi rozczarowanie, kończy się niepowodzeniem i rozbudzeniem nowych pragnień. Niespełnienie towarzyszy każdemu ruchowi, w tej grze nie można wygrać. Niemożliwość dokonania ostatecznego kroku staje się jedyną stałą cechą życia jednostki.

Jetlag tak odczytywany może być bez wątpienia określony mianem powieści pokoleniowej. To swoistego rodzaju zapis stanu ducha czasu przełomu, którzy z racji urodzenia trafili na najmniej sprzyjające warunki wchodzenia w dorosłość. Ci kilka lat starsi załapali się jeszcze na lepsze życie, bo początki transformacji ustrojowej gwarantowały duże kariery i wielkie pieniądze. Po drugiej stronie osi pokoleniowego czasu znajdują się ci młodsi, którzy czują się w nowym świecie zadomowieni, bo przecież nie znają innej rzeczywistości. Pomiędzy tymi dwoma grupami tkwią ci wszyscy, którzy już nie mają młodzieńczych nadziei, choć nadal muszą tkwić w paradygmacie wiecznej młodości.

Książka rozpoczyna się dwoma zdaniami: To nie jest moja historia. To jest twoja historia. Im dłużej o tym myślę, tym mocniej przekonany jestem, że to nie tylko moja historia. Stan ducha bohaterów powieści jest zbyt znany, zbyt powszechny, by sądzić, że to zwyczajna nadinterpretacja. Opowieść tak boleśnie prawdziwa sprawia, że identyfikacja odbiorcy z poczynaniami postaci zaludniającymi Jetlag pozostaje na długo w pamięci. Stąd też sądzę, że warto zdobyć się na odwagę stanięcia przed zwierciadłem, jakie usłużnie podaje nam Wiśniewski. Owszem, odbicie może nam się nie spodobać, ale innym przecież nie dysponujemy. Czy możemy je zmienić to kwestia zupełnie inna.

tekst ukazał się pierwotnie na portalu kanapa.it

Reklamy