Miesiąc: Październik 2010

Antoni Dudek PRL bez makijażu


Autor jest dość znanym i cenionym znawcą historii najnowszej naszego kraju, specjalizuje się w temacie istnienia Polskiej Republiki Ludowej. Publikuje różne prace, nie tylko książkowe. Często można natknąć się na artykuły jego autorstwa w różnych popularnych polskich pismach, jak na przykład „Rzeczpospolita”, „Wprost” czy „Newsweek”. I właśnie ta książka jest zbiorem opublikowanych już w różnych periodykach artykułów, choć część z nich pojawia się w rozszerzonej formie.

Antoni Dudek zamieścił tu teksty z kilku lat, możemy więc prześledzić nie tylko ciekawie opisane losy naszego kraju, ale i dowiedzieć się wiele o czasie już nam współczesnym. Autor często odwołuje się do wydarzeń z ówczesnego życia politycznego wziętych, co wprawdzie nie zawsze wychodzi tekstowi na dobre, ale jest w pewien sposób interesujące. O ile też w początkowych rozdziałach opisywane kwestie mają ogromną ilość faktów, to w miarę lektury jest z tym nieco słabiej. Mimo to, całość utrzymuje wysoki poziom naukowy, co widać zwłaszcza w obiektywnym stosunku do opisywanych wydarzeń, a jednocześnie stanowi zajmującą lekturę.

Trzydzieści cztery teksty poruszają bardzo szerokie spektrum tematów, od tych bardziej znanych – poznański Czerwiec’56, postać kardynała Wyszyńskiego i historia strajków w Sierpniu’80, do tych mniej może znanych, ale świetnie uzupełniających panoramę historii PRL, żeby wspomnieć choćby historię ORMO i ZOMO lub tekst o dzienniku telewizyjnym.

Dzięki tej książce można się na pewno sporo dowiedzieć, choć osoby zainteresowane tematem i posiadające sporą wiedzę mogą poczuć się nieco rozczarowane. Jedynie niektóre z rozdziałów będą dla nich niosły nową wiedzę, inne co najwyżej ujawnią nieco więcej materiału faktograficznego do znanych wydarzeń. Warto jednak książkę przeczytać choćby dlatego, że jest naprawdę dobrze napisana i jej lektura sprawia czytelnikowi dużą przyjemność. Godna polecenia jest zwłaszcza dla młodzieży, która chciałaby się czegoś dowiedzieć o tamtych latach. Ta książka z całą pewnością dostarczy wiedzy każdemu zainteresowanemu.

Bernard Cornwell Pieśń łuków. Azincourt


Muszę przyznać, że nie zastanawiałem się nad wyborem tej książki zbyt długo. Zadziałała na pewno magia tytułu, bo to przecież jedna z największych bitew średniowiecza, funkcjonująca przez wieki, jako europejski mit w świadomości nie tylko Anglików i Francuzów. Na pewno nie bez znaczenia była też graficzna oprawa książki – starannie wykonana i ciekawa, mimo pozornej prostoty, okładka. 

Powieść, jak to często bywa w ramach powieści historycznej, jest dość pokaźna – sześćset stron lektury – zapewnia dobre parę godzin czytelniczej uczty. W tym wypadku to naprawdę zaleta, po skończonej lekturze jest nawet trochę żal, że to już koniec. Cały czas czyta się bardzo dobrze, trudno się oderwać i odłożyć dokończenie na później. Narracja prowadzona jest przez cały czas wręcz po mistrzowsku, świetnie zarysowane postacie szybko zyskują naszą sympatię, a opisy wprowadzają idealnie w średniowieczne realia. Bohaterowie są z krwi i kości, jest też i wątek miłości pomiędzy przedstawicielami wrogich nacji, a do tego duże bitwy i potyczki. Nieoczekiwane zwroty akcji nie pozwalają odetchnąć ani na chwilę, a wszystkie wątki fabularne składają się w logiczną całość. Jednym słowem wszystko to, co jest istotą powieści historycznej.

Powieść opowiada historię jednego z angielskich łuczników, Nicka Hooka. Na skutek konfliktu ze swym panem, musi uciekać z rodzinnej posiadłości. Ostatecznie trafia do XV wiecznej Francji, która w owym czasie jest w trakcie konfliktu, znanego w historii jako wojna stuletnia. i co sprawia, że ten gatunek literacki ma tak wielu zwolenników. Średniowieczna rzeczywistość opisana jest nie tylko sprawnie warsztatowo, ale zachowuje realizm historyczny, ważny dla czytelników. Co prawda można znaleźć kilka pomniejszych błędów, ale nie są one ani nagminne, ani zbyt rażące w trakcie lektury. Ponadto w posłowiu autor pisze o źródłach i pracach historycznych, z jakich korzystał podczas pisania swojej opowieści, każdy może sobie swoją wiedzę pogłębić.

Opis samej bitwy, rozpisany na dobrze ponad sto stron to naprawdę majstersztyk. Dawno już nie zdarzyło mi się czytać czegoś równie epickiego, a na dodatek tak świetnie wywarzonego pomiędzy opisami poszczególnych wątków wydarzeń. Autorowi udała się trudna sztuka opisu uczuć i myśli umysłów ludzi w chwili śmiertelnej walki i opisać czytelnikom w sposób naprawdę bliski perfekcji, a przy tym pozostać w ramach konwencji powieści przede wszystkim przygodowej. Zawsze darzyłem wielka admiracją autorów potrafiących tak dobrze oddawać stan ducha bohaterów. Tak przedstawiony opis bitwy śmiało może konkurować z takimi klasykami, jak choćby nasz nieśmiertelny Sienkiewicz. Dbałość o detal i faktografię naprawdę budzi szacunek dla skrupulatnego przygotowania autora i czytelnikowi pozostaje tylko delektować się kolejnymi stronami.

Każdy miłośnik powieści historycznej ( a do takich ma zaszczyt zaliczać się niżej podpisany), z całą pewnością będzie usatysfakcjonowany lekturą Pieśni łuków. Azincourt. Osobiście przeżyłem naprawdę przyjemne kilka godzin, całkowicie pochłonięty perypetiami bohaterów. Książkę można spokojnie przeczytać jednym tchem. Może nie zaczynajcie lektury, jeśli musicie rano wstać. Bo naprawdę nie będziecie chcieli jej odłożyć.

 

recenzja pojawiła się najpierw na portalu wiadomości24.pl

Wojciech Wiśniewski „Dlaczego upadł socjalizm? Od straszności do śmieszności.”


Sięgnąłem po tę książkę pod wpływem tytułu, licząc na inspirujące fakty, na rzeczowe analizy lub po prostu nowe spojrzenie na krach systemu realnego socjalizmu. Wrażenie to potęgowało w jakiś sposób nazwisko autora, człowieka będącego pracownikiem Komitetu Centralnego PZPR w ciągu ostatniego dziesięciolecia istnienia PRL, szefa związku zawodowego pracowników aparatu partyjnego. Sądziłem, że człowiek będący tak blisko szczytów ówczesnej władzy mógłby napisać coś, co uzupełniło moją wiedzę na ten temat.

Przyznaję, że odczuwam ogromny niedosyt po skończonej lekturze. Książka ani nie wnosi niczego nowego do historii partii komunistycznej, nie zawiera w sobie także jakieś nowej i odkrywczej analizy przyczyn upadku systemu. Pomimo pełnienia funkcji i w partii i w OPZZ autor nie ujawnia żadnych mechanizmów, żadnych większych spostrzeżeń dotyczących systemu, sposobów jego funkcjonowania i przyczyn niemożności wyjścia z permanentnego kryzysu gospodarczego.

Co do gospodarki mamy jasność już na wstępie książki, napisał go bowiem Robert Gwiazdowski, przewodniczący Centrum im. Adama Smitha, stanowiącego podstawę teoretyczną polskiej myśli liberalnej w ekonomii i poniekąd odpowiedzialnym za kształt polskiej transformacji. Pan Gwiazdowski przyznaje, że często śmiał się podczas lektury, wspominając o grotesce tamtych czasów i o głupocie towarzyszy partyjnych, przyjmujących wiele teorii jako rzeczywistość i stąd samej rzeczywistości nie rozumiejący. Również od samego początku autor wypowiada się w tym samym tonie, wskazując rozbieżności teoretyczne na SGPiS jako powód swego odejścia do pracy w słynnym Białym Domu, czyli gmachu centralnym PZPR.

Pejoratywny stosunek do PZPR nie przeszkadza panu Wiśniewskiemu w próbach zrobienia kariery. Widać to zwłaszcza w licznych fragmentach opisujących z detalami rozmiary gabinetów dygnitarzy i w opowieściach o kontaktach z największymi przywódcami komunistycznymi w kraju i na świecie. Przebija z tych słów coś w rodzaju podziwu i fascynacji, jeśli nie słabo zamaskowanej chęci osiągnięcia tego samego statusu. Trudno też inaczej odebrać wspomnienia o wizycie na Kubie czy na Krymie, gdzie między słowami opisującymi absurdy życia codziennego mieszkańców i nędzne środki dewizowe dostępne autorowi, pomieszczone są relacje z osobistych spotkań z dygnitarzami, z Fidelem Castro na czele.

Podczas lektury tej książki trudno mi było uwierzyć nie tyle w bezstronność autora, co w jego opozycyjne odczucia wobec systemu. Miałem wrażenie, że wcale to nie było do końca tak, jak to przedstawia nam twórca, tworząc dość szczególny obraz rozpadu systemu. Jakoś nie przemawia do mnie wizja kontestatora rzeczywistości, korzystającego jednocześnie z licznych przywilejów warstwy rządzącej. Wydaje się również, że upływ czasu zmienił sposób oceny nie tylko faktycznych wydarzeń, ale także osobistych odczuć z tamtych lat. Patrząc na koleje kariery Wiśniewskiego trudno nie odnieść wrażenia, że robił wszystko, aby osiągnąć jak największą pozycję i być jak najbliżej władzy. Nie wspomina o tym jednak w swoich memuarach, koncentrując się na ukazywaniu jednej strony medalu. Czyni to książkę zwyczajnym pamfletem. A pamflet jest dobry jedynie wtedy, gdy opisuje obecną sytuację. W opisie czasów minionych staje się czymś w rodzaju groteski i traci jakąkolwiek wartość poznawczą.