Miesiąc: Październik 2013

Walka o prawdę


Kaja Mirecka-Ploss, Kobieta, która widziała za dużo

Kaja Mirecka-Ploss, autorka tej powieści, to istna chodząca powieść sama w sobie. Poznanie zagmatwanych losów jej życia pozwala na jeszcze lepsze zrozumienie tego, co napisała. W jej życiu wydarzyło się tak wiele, że trzeba choć trochę nakreślić główne punkty. W wieku kilkunastu lat znalazła się w obozie koncentracyjnym dla „mieszańców”, bo jej babka była Żydówką. Przeżyła, by po wojnie wyjechać do Wielkiej Brytanii. Po studiach i wyjściu za mąż zdecydowała się na powrót do Polski. Jako projektantka mody starała się przez kilka lat ubarwić choć trochę kobietom życie w Polsce ludowej. W końcu miała dość szykan ze strony milicji i UB, znalazła się znowu na Zachodzie, tym razem w USA. Wyszła powtórnie za mąż za waszyngtońskiego sowietologa. Była w końcu ostatnią towarzyszką życia Jana Karskiego, słynnego kuriera czasów II wojny. Można by jeszcze wiele dodać, bo życie miała bogate w wydarzenia, ale warto pozostawić odkrywanie szczegółów czytelnikowi.

Kobieta, która widziała za dużoKobieta, która widziała za dużo opowiada właśnie o waszyngtońskich czasach w jej życiu. Przypadkowo wplątana w sprawę zabójstwa pary narzeczonych – o morderstwo oskarżono człowieka, który był jej agentem mieszkaniowym – nie może zaznać spokoju. Coś jej mówi, że podejrzany o morderstwo kłamie. Posiada coś w rodzaju wizji, które mówią jej o przeszłych zdarzeniach. Wierzy głęboko w życie pozagrobowe, więc nie ma dla niej żadnych wątpliwości w to, co pokazują jej wizje.

Bezpośrednim impulsem do kontynuowania sprawy po uniewinnieniu podejrzanego stała się prośba wypuszczonego z aresztu niedoszłego pośrednika nieruchomości. Poprosił on bohaterkę o napisanie książki o nim. Drobny złodziejaszek i włamywacz, będący na bakier z prawem od czasów szkolnych, postanowił opowiedzieć emigrantce z Polski swoją historię. I to o tym jest ta powieść. A raczej przede wszystkim o tym. Jej głównym tematem jest dotarcie do prawdy i ukazanie długiej, trwającej ponad 2 lata, drogi do zaprowadzenia mordercy pod sąd. W tym okresie bohaterka narażała swoje życie, próbując dotrzeć do prawdy o tym, co się wydarzyło. Wyszła z niej obronną ręką, choć policja i prokuratura odwróciły się od niej, a jej życie rodzinne praktycznie przestało istnieć. I, choć ówcześnie książka nie powstała, po latach możemy poznać całość wydarzeń.

Sytuacje zagrożenia życia budziły w narratorce także wspomnienia z czasów, o których wolałaby nie pamiętać, jak na przykład okres pobytu w obozie. Wszystko to wplata w narrację naturalnie, opowiadając po prostu o tym, co wydarzyło się w jej życiu. W połączeniu z historią kryminalną całość wychodzi naprawdę przejmująco.

Jeśli ktoś szuka dobrego thrillera psychologicznego, to na pewno Kobieta, która widziała za dużo jest dla niego. Także ci, którzy zainteresowani są pogmatwanymi losami Polaków rozproszonych po świecie po II wojnie światowej znajdą coś dla siebie. A także wszyscy ci, którzy poszukują ciekawej lektury. Książka ma bowiem uniwersalne przesłanie – prawda zawsze zwycięża.

Reklamy

Seria zbrodni we Wrocławiu


Paweł Pollak, Gdzie mól i rdza

Znowu książka dziejąca się we Wrocławiu. Zupełny przypadek – przyrzekam – nie zacząłem nagle poszukiwać wyłącznie książek dziejących się w mieście, w którym mieszkam. Niemniej jednak nie tylko umiejscowienie akcji zdecydowało o tym, że – mówiąc banalnie – od książki nie mogłem się oderwać. Przeczytałem szybko, kończąc z uczuciem niedosytu. Mam nadzieję, że to nie ostatnie spotkanie z komisarzem Markiem Przygodnym.

gdzie mol i rdzaKiedy w centrum miasta od zatrutej kurarą strzały ginie samotny staruszek, po śmierci na dodatek oskalpowany, wszystko zdaje się wskazywać na jakieś trudne do wytłumaczenia motywy zbrodniarza. Do czasu, gdy pojawia się nowa ofiara, policjanci właściwie kręcą się w kółko. Druga ofiara pozwala im na pójście dalej. Czy w mieście szaleje seryjny morderca? Dziennikarze już stawiają taką tezę, szukając sensacji, która pozwoli im na podniesienie sprzedaży swoich tytułów. Komisarz i jego ludzie muszą działać naprawdę szybko.

Trudno, naprawdę trudno pisać mi o tym, dlaczego ta książka jest dobra. Być może dlatego, że Pollak w gruncie rzeczy nie wymyśla prochu. Trzyma się reguł gatunku dość mocno. Widać to zresztą nie tylko w fabule powieści. Popatrzmy na bohaterów. Komisarz Przygodny to archetyp detektywa policjanta. Lat czterdzieści i cztery, marzący o rozwodzie z żoną, pochłonięty pracą. A przecież nie czuje się stary, z żoną rozwodzi się z powodu wygasłej miłości, nie nadużywa alkoholu. Podobnie z innymi postaciami. W iluż to kryminałach znajdujemy niezbyt rozgarniętego pomocnika detektywa, w iluż powieściach przyjaźń między stróżem prawa a dziennikarzem przynosi znaczące przełomy w śledztwie, w iluż wreszcie znajdziemy figurę cynicznego do szpiku kości lekarza sądowego czy kompletnie głupich posterunkowych. Pytanie retoryczne nawet dla umiarkowanych zwolenników gatunku. A jednak w Gdzie mól i rdza jest inaczej. Niby znane już z niezliczonych odtworzeń schematy zdają się ożywać na nowo, tworząc coś więcej niż sumę swoich istnień. Autor pisze książkę, którą się czyta jak opowieść znajomego. Nie ma upiększeń, nie ma niepotrzebnych fajerwerków. Jest za to żmudna policyjna robota i zwykły przypadek. Są także ludzie, z krwi i kości.

Po dłuższym zastanowieniu wiem, co jest – przynajmniej dla mnie – największą siłą tej powieści. To jej humor, który wiele razy doprowadzał mnie do głośnego śmiechu (często czytam w miejscach publicznych, więc rozumiecie…). Humor związany z tym, że żyjemy w tym dziwnym kraju, w którym urzędniczka pocztowa bez trudu przekonuje, że regulamin jej instytucji jest czymś nadrzędnym nie tylko wobec innych aktów prawnych, ale także zdrowego rozsądku. Takich smaczków jest wiele, ale ich odkrywanie pozostawię przyszłym czytelnikom książki Pawła Pollaka. Autor dowiódł, że połączenie niezbędnego pisarzowi wyczulenia na szczegół z wyczuele

Książka naprawdę dobra i dziwi mnie tylko jedno – dlaczego o niej tak cicho? Czy naprawdę tylko dwie lub trzy firmy wydawnicze obecnie są w stanie przyciągnąć uwagę czytelników? Czy tylko wysokość środków na promocję ma stanowić o sile danej powieści czy rozpoznawalności danego twórcy? Mam nadzieję, że nie. Być może nadzieja w blogach właśnie?

Sensacyjny Wrocław


 Muszę szczerze przyznać, że mam problem z książkami Andrzeja Ziemiańskiego. Po objawieniu wręcz – nomen omen – fantastycznym w opowiadaniach takich jak choćby Waniliowe plantacje Wrocławia, nie najgorszej przecież trylogii Achaja czy dość dobrym kryminale wojennym Ucieczka z Festung Breslau, zdarzały mu się też wpadki w rodzaju Toy wars chociażby. Powieść najnowsza, Tuż za progiem grobu, lokuje się gdzieś pośrodku tego spektrum.

imagesFabuła książki nie jest zbyt skomplikowana, sprawia wrażenie zbudowanej na schematach znanych już z wielu innych tytułów. Kryminalna zagadka porwań bezdomnych we Wrocławiu prowadzi do odkrycia dużo głębszej i poważniejszej intrygi. Prywatny detektyw, który detektywem określać się nie chce, przy współpracy znajomego policjanta i utalentowanej współpracowniczki, dojdzie do prawdy bardzo szybko, bo dla niego nie ma spraw nierozwiązywalnych. Po drodze będzie jeszcze trochę różnych pobocznych wątków i mniej lub bardziej nieoczekiwanych zwrotów akcji, zaś w finale weźmie udział duża ilość trupów, jak na sensacyjną fabułę przystało.

Cechą gatunkową powieści sensacyjnej jest pewna schematyczność. Schemat to schemat, trzeba się go trzymać w mniejszym bądź większym stopniu. Ważne jest raczej to, co pomiędzy. I tutaj można znaleźć zarówno dobre jak i złe strony. Najpierw może te godne uwagi.

Plus pierwszy – Wrocław i okolice. Od niemal dwóch dekad stolica Dolnego Śląska pojawia się bardzo często w twórczości Ziemiańskiego. I bardzo dobrze, przynajmniej z mojego punktu widzenia. Nie dlatego tylko, że sam jestem z tego miasta. Osadzenie własnych opowieści w mieście o tak pogmatwanej historii daje dużo klimatu książkom, uwiarygodniając w oczach czytelników niekiedy nieprawdopodobne przecież wydarzenia. Miasto też przywoływane jest jako pełnoprawny uczestnik wydarzeń, niemal jako żywy bohater. Na pewno pisarz robi niekiedy więcej dla promocji miasta niż magistracki dział PR. W sposób znacznie bardziej naturalny, dodajmy.

Plus drugi – dbałość o szczegóły. Ta cecha ma duży związek z tą wspomnianą wcześniej. Tu każde, nawet najdrobniejsze zdanie, jest kolejnym krokiem w budowaniu opowieści, która zajmie czytelnika. Oszczędne opisy, krótkie zdania je tworzące mają za zadanie przede wszystkim budować tempo rozwoju wydarzeń. Jednocześnie jednak nie dzieje się to kosztem tego, co można dopowiedzieć. W tej materii procentuje chyba biegłość Ziemiańskiego w posługiwaniu się krótką formą – opowiadaniem.

Były pochwały, czas na minusy. A właściwie jeden, ale za to poważny, bo rzutujący na całość książki. Wspomniany wcześniej schematyzm, a raczej niemożność jego przezwyciężenia w realizacji, jednak nieco razi, zwłaszcza w przedstawianiu głównych bohaterów. Każdy jest nakreślony wyraziście, to prawda. Ten wyraz jest jednak tak mocny, że prowadzi niemal do karykatury. Polski James Bond to jedno, ale towarzysząca mu polska Larę Croft to już przegięcie. W ogóle postaci kobiece u Ziemiańskiego muszą być nadludzkie – piękne, mądre, wykształcone, umiejące się bić i wierne swoim mężczyznom aż do masochistycznego niewolnictwa. Chodzący ideał to za mało na określenie tego, co wyszło spod pióra wrocławskiego pisarza. Być może to efekt wyobrażeń autora o tym, czego pragną mężczyźni.

Tuż za progiem grobu jest w ogóle książką swojego gatunku – sensacyjną opowieścią dla dużych chłopców. W tej kategorii odnajduje się świetnie. Jeśli ktoś zatem szuka tego rodzaju rozrywki, powieść Ziemiańskiego będzie w sam raz. Inni mogą sobie darować.