Odwet

Leszek Budrewicz, Juliusz Woźny, Odwet


Polski ruch oporu wysadzający pociągi w samym sercu III Rzeszy? Słyszeliście kiedyś podobną historię? Raczej nie, bo temat istnienia grupy „Zagra-Lin” jakoś nie cieszy się dużą popularnością. Do tej pory był znany raczej wąskiej grupie historyków. Od teraz może się to jednak zmienić za sprawą powstałego we Wrocławiu komiksu zatytułowanego po prostu Odwet.

Komiks jest pełnoprawną sztuką – takie stwierdzenie w drugiej dekadzie XXI wieku to właściwie banał. Komiks był nią od zawsze, podobnie jak był także narzędziem edukacji, czy nawet propagandy politycznej. Od kilku lat odkrywamy w Polsce tę prawdę po raz kolejny. Zapoczątkowaną przez Muzeum Powstania Warszawskiego moda na komiks historyczny zaczyna pociągać coraz więcej autorów i wydawnictw. Jednym z nich jest wrocławski Ośrodek Pamięć i Przyszłość. Odwet  jest ich czwartym komiksem, jak dotąd ukazały się graficzne opowieści Orędzie o słynnym liście polskich biskupów, 1241 o oblężeniu Wrocławia przez Mongołów i Wrocław. Komiksowy spacer, czyli przewodnik po Wrocławiu, przytaczający również sporo informacji o historii miasta. Ponieważ „Zagra-Lin” wykonała akcję dywersyjną na Dworcu Głównym ówczesnego Breslau, kolejny komiks świetnie wpasowuje się nie tylko w propagowanie historii Armii Krajowej, ale także tej lokalnej, jaką zajmuje się w swej codziennej pracy Ośrodek.

odwet

Odwet został napisany przez autorski duet. Leszek Budrewiczprzygotował scenariusz, Juliusz Woźny narysował całą tę arcyciekawą historię. Już okładka zapowiada zawartość tej cienkiej książeczki. Dominująca czerń pokazuje nie tylko metaforyczny mrok czasów wojny, ale kieruje nasze myśli w stronę komiksu wywodzącego się z nurtu noir. Nawiązania do kreski Franka Millera wydają się oczywiste, ale niesprawiedliwością byłoby patrzeć na rysunki Woźnego tylko poprzez ten pryzmat. Widać bowiem wielokrotnie, że rysownik ma swój własny, oryginalny styl. Co więcej, w graficznych przedstawieniach historycznych wydarzeń odznacza się ogromną dbałością o detale. Odkrywanie tych – z pozoru niewielkich czy może nawet dla wielu nieistotnych – drobiazgów stanowi jedne z najprzyjemniejszych chwil lektury.

Budrewicz wcale nie ustępuje klasie Woźnego. Oszczędne opisy wydarzeń i jeszcze krótsze dialogi mogą wydawać się mało finezyjne, właściwie w niewielkim stopniu wymagające od czytelnika czegoś więcej niż prześledzenia liter wzrokiem. Jednak jest sztuką zawszeć w kilku słowach istotne kwestie, które nie zostały wyrażone obrazem. Nie można nie docenić subtelnego poczucia humoru autora, objawiającego się na przykład w scenie ukrywania bomby w dworcowej toalecie. Polski żołnierz armii podziemnej czyta na ścianie napis „Ernst Thalmann” i zastanawia się, kim on, u licha, jest. Takich subtelnych i zawoalowanych scen jest w Odwecie znacznie więcej, ale radość ich odkrywania warto pozostawić czytelnikom.

Co z samą historią? To fascynująca opowieść o tym, jak niewielka, kilkunastoosobowa grupa żołnierzy Armii Krajowej walczyła na jednym z najtrudniejszych frontów II wojny światowej. Polski ruch oporu prawdopodobnie był jedynym, który przeprowadzał swoje akcje na terenie III Rzeszy. Trzykrotnie urządzono zamachy bombowe w samym Berlinie, wysadzono pociąg na Dworcu Głównym w Breslau, podłożono także bombę w kasynie oficerskim w Rydze. Dowódcą tego oddziału AK był por. Bernard Drzyzga ps. „Kazimierz 30”, „Jarosław”, a jego zastępcą Józef Lewandowski, ps. „Jur”. Świetnie mówiący po niemiecku, od lat żyjący na Śląsku, pod przykrywką pracowników firm budowlanych mogli w miarę swobodnie podróżować po całej III Rzeszy, a ich bagaże rzadko były sprawdzane. Dzięki temu, a także wzorowej organizacji własnej pracy, nikt z członków grupy nie został nigdy ujęty przez Niemców, nawet pomimo wyznaczenia nagrody 10 tysięcy marek za każdego członka grupy. Niestety, po tragicznej wpadce blisko dziewięćdziesięciu członków AK podczas ślubu por. Mieczysława Uniejewskiego i Teofili Suchanek, oddział „Zagra-Lin” został rozwiązany, choć żaden z jego członków nie został aresztowany. Bernard Drzyzga znalazł się w Łodzi, a potem w strefie okupowanej przez aliantów.

Historia z całą pewności sensacyjna, a jednak pozostawiona sama sobie i garstce najbardziej dociekliwych historyków. W idealnym świecie mielibyśmy kilka lub nawet kilkanaście książek na ten temat, na pewno też minimum jedną ekranizację. W rodzimych warunkach historia oddziału Bernarda Drzyzgi nawet nie zasłużyła na dwudziestominutowy program telewizyjny. Jak widać zbyt mała to sensacja XX wieku.

Można też patrzeć na tę historię współcześnie. Opowieść ta przecież bez wątpienia wpisuje się w wzbierającą falę dyskusji o „polskich terrorystach”. Kiedy dziś potępiamy ataki bombowe przeprowadzane w miejscach publicznych, częstokroć nie wiemy, jak odnieść się do tego, że polscy bojownicy o Niepodległą używali tych samych metod w walce z okupantami. Rodzą się także pytania o moralną odpowiedzialność za represje, jakie spadały na społeczeństwo po zamachach i akcjach dywersyjnych. Trzeba w tym miejscu zatem mocno podkreślić, że w przypadku oddziału „Zagra-Lin” nie były to kwestie w ogóle brane pod uwagę. Wszak nie represjonowano w Berlinie mieszkających tam Niemców. Co więcej, wydźwięk takich akcji działał na morale obu stron – wzmacniając polskie osłabiał jednocześnie niemieckie, bo przecież strach musiał budzić się w mieszkańcach Berlina czy Breslau po tym, jak na ich dworcach kolejowych wybuchały bomby.
Odwet to dobrze napisana i narysowana opowieść o tym, że nie ma rzeczy niemożliwych do przeprowadzenia. To także opowieść o tym, że polski ruch oporu powodów do chwały ma setki. Ale to przede wszystkim zwrócenie uwagi szerszej publiczności na zapomniane akcje Armii Krajowej. Kto chce poznać szczegóły, musi po prostu komiks przeczytać. Może to zrobić nawet w tej chwili, ponieważ komiks jest dostępny online.