Miesiąc: Listopad 2015

#czytamwroclaw robi zdjęcia


Pamiętacie, jak pisałem o akcji #czytamwroclaw ? Właśnie dostałem informację o kolejnej sesji zdjęciowej. Niestety, zbyt małe wyprzedzenie powoduje, że pewnie nie wezmę udziału i nie zaprezentuję swojej pięknej twarzy. Niemniej jednak osoby z Wrocławia mają szansę trafić na wirtualną „ściankę” i wspomóc choć trochę nasze słabe narodowe czytelnictwo.  Jak to zrobić? (więcej…)

M.C. Beaton, Agatha Raisin i ciasto śmierci


Są takie dni, w których lektura ma być jedynie ucieczką od kłopotów I trosk dnia codziennego, czystą rozrywką w gruncie rzeczy. Dobrze zatem sięgnąć po lekki kryminał, który nie będzie epatował zbytnią grozą lub też opisywał społeczne problemy jakiegoś kraju. W takiej chwili najlepiej sprawdza się wyprawa na angielską prowincję, której sielski charakter zostaje od czasu do czasu zostaje brutalnie przerwany morderstwem. Seria przygód Agathy Raisin jest właśnie taką idealną lekturą. Może przydać się na coraz dłuższe jesienne wieczory. (więcej…)

Kronika zapowiedzianych lektur


Zimno i pada, choć czasem słońce świeci. Nadmiar obowiązków już nie pozwala czytać kilkunastu książek miesięcznie, ale coś tam jeszcze czytam. Na razie zestaw literatury pięknej i trochę mniej pięknej, książki związane z pracą są zbyt nudne, ale być może i o nic coś kiedyś napiszę. Tymczasem taka lista, jedna z nich już przeczytana, w komentarzach można oczywiście stanowczo domagać się recenzji.

20151120_094454

Małgorzata i Michał Kuźmińscy, Śleboda


Śleboda to dziwne słowo. W języku tatrzańskich górali oznacza wolność. Czym jednak naprawdę jest to słowo i czy górale są lub byli kiedykolwiek wolni? Ta książka przekonuje, że mit umiłowanej góralskiej wolności jest mitem jedynie. Piękna tatrzańska przyroda to właściwie jedyny pewnik, który zostanie w nas po lekturze najnowszej książki Małgorzaty i Michała Kużmińskich. (więcej…)

Czytam o Wrocławiu


Jest taka akcja #czytamwroclaw, pisałem już o niej nieco wcześniej, polegająca na umieszczaniu zdjęć z aktualną lekturą. Rozwija się powoli, więc warto o niej przypominać. Wpadłem na pomysł odkurzenia cyklu książek o Wrocławiu, tak by czytający Wrocław spotkał się z Wrocławiem piszącym, gdyż wszyscy na tym mogą jedynie skorzystać. Najlepszym do tego celu środkiem będzie rozpoczęcie cyklu o książkach z Wrocławiem w tle w chwili, gdy Wrocław przestał być Breslau.

Jacek Inglot, Wypędzony

Moda na Wrocław trwa, zwłaszcza na jego pogmatwaną historię. Nie tylko Marek Krajewski pisał o Breslau/Wrocławiu, powstaje też wiele książek innych autorów, próbujących powtórzyć sukces najbardziej chyba popularnego obecnie autora powieści kryminalnych. Wreszcie to we Wrocławiu przecież odbywa się Festiwal Kryminalny, stąd też wybór książki zaliczanej do literatury kryminalnej. Książka Jacka Inglota jest jednym z jaśniejszych punktów w literackim opisywaniu stolicy Dolnego Śląska. Choć może niekoniecznie z punktu widzenia miłośnika kryminałów.

pobrane (1)Jan Korzycki to były oficer AK, po wojnie aresztowany przez UB i poddany brutalnemu śledztwu. Udaje mu się jednak uciec i za wskazówką byłego współpracownika z czasów wojny postanawia wyjechać do Wrocławia. Zamieszanie panujące w mieście powinno pozwolić mu się łatwiej ukryć przed ponownym uwięzieniem. Po przyjeździe do miasta wstępuje do Milicji Obywatelskiej, bo uznaje, że najciemniej może być pod latarnią. Jako były oficer nie ma większych problemów w mieście, w którym pozornie tylko trwa pokój. Sytuacja się zaostrza, kiedy obok wiecznie pijanych sowieckich żołnierzy i nie cofających się przed niczym szabrowników w mieście pojawia się niemiecki komendant Breslau, który zapowiada wznowienie walki. Korzycki zdecydowany jest go odszukać.

Wypędzony reklamowany jest przez wydawcę jako powieść kryminalna. Osobiście uważam, że jest to raczej klasyczny western. Dziki Zachód tużpowojennego Wrocławia, główny bohater jako ostatni sprawiedliwy w mieście, zakładający posterunek milicji niesie ze sobą skojarzenia raczej z filmami z Johnem Wayne’m, by wspomnieć choćby najsłynniejsze Rio Bravo. Sposób zbudowania tej postaci oczywiście ma wiele wspólnego z historią, schemat tego rodzaju dokonywanych wyborów jest dość powszechny, został też wielokrotnie opisany w literaturze. Dlatego też bohater Inglota fascynuje, gdyż jest oparty o to, co działo się naprawdę. Autor wykonał dużą pracę faktograficzną, a przy tym zaprezentował własny sposób odczytania historii. I właśnie za to należą się Jackowi Inglotowi słowa uznania.

To także – a może raczej przede wszystkim – opowieść o wypędzeniach. Wykorzeniony bohater, warszawiak z pochodzenia, nie ma powrotu do dawnego życia. Takiego powrotu nie mają także przesiedleni ze wschodu Polacy. Nie mają go także, co oczywiste, Niemcy, którzy muszą opuścić Breslau. Ich sytuacja staje się dla Inglota punktem wyjścia do rozważań o winie i karze. Ustami głównego bohatera, a także innych postaci pojawiających się w powieści, snuje rozważania o sprawiedliwości, odpowiedzialności Niemców za okrucieństwa wojny, zmienne role skazanych i skazujących. Bohater Wypędzonego stara się w tym wszystkim pozostać wierny sobie, ale życie konfrontuje go z sytuacjami, które wymuszają wręcz na nim zmiany w dotychczasowym sposobie myślenia. W efekcie książka zyskuje, przechodząc od powieści popularnej w stronę prozy bardziej ambitnej, gdy staje się rozważaniem nad istotnymi kwestiami.

Atmosfera miasta jest w powieści kluczowa. Tak naprawdę Breslau-Wrocław staje się pełnoprawnym bohaterem powieści. To miasto, tak przecież zniszczone wojną, żyje. Żyje w stanie zawieszenia, dwuwładzy (a właściwie – trójwładzy, bo oprócz Polaków i Niemców są przecież Rosjanie, czuwający nad wszystkim niejako z góry), w jakimś pęknięciu czasu, na przełomie epok, władz, historii. Żyje i ma się dobrze, odradza mimo pasożytujących na nim szabrowników i żołnierzy sowieckich, żyje jakby na przekór wszystkim. Niemcy wciąż jeszcze trwają, Polacy powoli lecz nieubłaganie zdobywają coraz większe obszary zburzonego mocno miasta. Dzięki plastycznym opisom całych dzielnic, obecnych zwłaszcza w pierwszych partiach książki, dowiadujemy się wiele o tym, jak naprawdę wyglądało ówczesne życie. I to także ogromny walor tej powieści.

Warto potowarzyszyć Wypędzonemu. Bo tak naprawdę to historia o ludziach bezlitośnie wyrwanych z jednego miejsca i wyrzuconych w drugim. Dziś, gdy ekonomia często robi z nami to samo, zmuszając do wykorzenienia z żyjących w nas małych ojczyzn, tym bardziej lektura książki może poruszać. Warto zobaczyć, jak żyć w takich czasach, czerpiąc z przykładu, jaki daje nam historia.