poezja

3 przyczyny nienawiści do poezji


Poezja gdzieś istnieje, ale nikt nie wie gdzie. Na pewno jest to miejsce niewielkie, coś w rodzaju getta. Poezja – i ludzie uprawiający poezję – powoli zyskują status, jaki udało się osiągnąć politykom. Ludzie prawie że spluwają na ich widok, a samej poezji właściwie nienawidzą. Dlaczego tak się dzieje?

1. Szkoła – jeśli chodzi o budzenie świadomości poetyckiej, nasza edukacja robi więcej złego niż dobrego. To jest po prostu koszmar, fundowany dzieciom i młodzieży w sposób zupełnie nieprzemyślany i całkowicie błędny. Poezja istnieje w podręcznikach jako zabytek historyczny z jednej strony, z drugiej jako wyznaczniki wiedzy teoretycznej o wierszu,  po trzecie wreszcie jako długi spis nazwisk, z których każde wykształconą osobę „zachwyca”. Wiadomo, że tak katowane umysły nie są w stanie niczego zrozumieć, poczuć cokolwiek poza dogłębną, wbudowaną na stałe nienawiścią do każdego tekstu, który choćby układem graficznym przypomina wiersz.

2.Szkoła – na drugim miejscu jest też szkoła. Powód jest banalny wręcz. Czytanie poezji wymaga pewnych kompetencji, wiadomości, oczytania jakiegoś. Tych rzeczy szkoły nasze nie zapewniają od lat. Nikogo nie interesuje stworzenie inteligentnej, samodzielnie myślącej młodzieży. Potrzebujemy jedynie wyrobników, przetwarzających w swych umysłach jedynie program telewizyjny. Jeśli największą popularność zdobywają tak zwane kabarety, w których szczytem finezji i poczucia humoru jest rzucenie „kurwy” na żywo w telewizji, to jak ktokolwiek ma dziś zrozumieć „Ziemię jałową” na przykład? Zresztą, czy istnieje w szkolnej świadomości jej twórca? Raczej nie zmieścił się w ramach, zbyt wyrósł poza podstawy. Nie tylko on przecież. W podstawach zmieścili się tylko najłatwiejsi, najgłośniejsi, najbardziej oswojeni interpretatorsko (przez nauczycieli i ministerstwo oczywiście). Poza tym nikt już nawet nie zadaje sakramentalnego pytania: „Co poeta miał na myśli?”. Dziś pyta się jedynie: „Czy poeta myślał?” i oczekuje odpowiedzi w najmodniejszym systemie binarnym. Albo jest impuls albo nie ma, na wątpliwości i dywagacje nikt nie ma czasu.

3. Szkoła – zaszczytne trzecie miejsce także przypada naszej wspaniałej szkole. Od najmłodszych lat dzieci wkładane są w kierat wyścigu. Mają być najlepsze, bez względu na cenę. Bieg ten odbywa się na ściśle wyznaczonych torach, głównie kojarzonych z naukami nie mającymi wiele wspólnego z poezją. Owszem, matematyka bywa poezją, a same wiersze mają wiele rygorów formalnych, ale w szkole się tej zależności nie zrozumie. Nasza szkoła swoim wychowankom wskazuje się jedynie potrzeby rynku i w te stronę kieruje młodych ludzi. Jak widać po ogłoszeniach o pracę, potrzeba nam wysoko wykwalifikowanej siły roboczej zasiadającej w call centrach wielkich firm. Nastrój w nich mało poetycki, na pamięć człowiek uczy się firmowego scenariusza rozmowy, w umyśle nie ma już miejsca na poetyckie strofy. Kiedy więc kwitną kasztany, nie mówi się wierszy dziewczynie. Czas poświęca się na finalizację kolejnego szczebla kariery, wszak edukacja to już praca.

PS. Bardziej naukowo na ten temat wypowiedzą się mądrzejsi ode mnie podczas naukowej części Mikrofestiwalu – już od jutra we Wrocławiu.

Reklamy

Andrzej Bursa, Ja chciałbym być poetą


Ja chciałbym być poetą
bo dobrze jest poecie
bo u poety nowy sweter
zamszowe buty piesek seter
i dobrze żyć na świecie

ja chciałbym być poetą
bo byczo u poety
bo u poety cztery żony
a z każdą dawno rozwiedziony
a ja lubię kobiety

ja chciałbym być poetą
może mnie przecież przyjmą
bo dla poety Zakopane
nie trzeba wcześnie wstawać rano
a wstawać rano zimno

bo fajno jest poecie
nie musi w biurze ślipić
i fuk mu cała dyscyplina
tylko gitara i dziewczyna
i złote gwiazdy liczyć

i mylić się i liczyć
i liczyć wciąż od nowa
na ziemi w drzewie i błękicie
trudnego szukać slowa

i gniewać się i martwić
bo ciągle jeszcze nie to
i ciągle baczyć ciągle patrzeć
ja nie chcę być poetą

Wiersz to wspaniały, jak zwykle wytrącający czytelnika z kolein wygodnego rozumowania zaskakującą ironiczną pointą. Jak zawsze u Bursy sielanka zamienia się w koszmar, cyniczny żart próbuje maskować wrażliwość, która tak przeszkadza normalnie żyć. Być poetą to wszakże chichot Boga, to dar i przekleństwo zarazem.

Początek odpowiada temu, co znajome, oswojone, co właściwie wdrukowane w nasze myślenie. Myślimy obrazami raczej niż słowami i te obrazy podsuwa nam Bursa, dając skojarzenia natychmiastowe, oczywiste i banalne, nie wymagające ani chwili namysłu czy zadumy. Poeta to postać w obowiązkowym swetrze, w zamszach i tweedach, z psem u boku spacerujący po parku. Poeta to także inne wcielenie, bardziej odpowiadające społecznej recepcji, podszytej delikatną zawiścią: ilość żon, w dodatku już byłych to przecież takie normalne, poetyckie właśnie, wszakże zakochanym, podobnie jak poetą, się jest i bywa zarazem. Trzeba być nim ciągle, by możliwe były te chwile największych uniesień.

Odwołanie się do zazdrości zwykłego człowieka wobec poetyckiego życia nasila się z każdym kolejnym wersem. Pojawia się Zakopane, czyli w domyśle wygodne życie za państwowe pieniądze, życie dostatnie, a przy tym wolne. Nie trzeba „w biurze ślipić”, można spacerować z dziewczynami i „złote gwiazdy liczyć”.

Tu pojawia się pewien problem, związany właśnie z tym liczeniem. To zadanie niewykonalne, a jednak nie można się od niego uwolnić. Nie jest to przecież praca w biurze, zamknięta w określonych godzinach. Pisanie poezji to ogromna męka, bo tak ciężko ułożyć odpowiednie słowa w kolejności najlepszej dla wyrażenia myśli. Wysiłek to przerażający, wysiłek to daremny, wysiłek to nieustanny. Lepiej zatem nie być poetą. Kłopot w tym, że nigdy nie można tego zrobić. Wyboru nie ma, należy jedynie poddać się losowi. I pisać poezję, choć to najgorszy wybór na świecie.
Gorzej jedynie być kimś o poezji piszącym, jeśli już o tym mowa.

Szczepan Kopyt, iuvenes dum sumus


iuvenes dum sumus

 mój brzuch twój brzuch i wszystkie głodne brzuchy 

piszą historię która przekracza ulice rzeki mosty i miejskie parki
gdzie przykuca i wiąże sznurowadło
mogłaby się powiesić ale stawia na wkurw

tykanie w klawiaturę ze zgarbionym grzbietem
nieustanna kwarantanna w punkcie kebab
niby karawana i wakacje bez atrakcji luz
niby staż niby praca zdalna niby kwarantanna
to normalny stan co na to twój brzuch
czy to normalny stan może pomoże nam buch

http://youtu.be/KV-JJ96t6AQ

mój nos twój nos i wszystkie zasmarkane nosy
których nie obejmuje opieka kiedy zaczynasz klepać
w klawiaturę ciąć ramię kebab udawać że starzejesz się
powoli na stażu gaudeamus igitur iuvenes dum sumus

gdy jesz humus wciśnij czosnek pamiętaj o magnezie
kiedy stoisz w tłumie krzycz jak tłum domagaj się
fundamentalnych praw które już istnieją i śmierci
standardu stałej kwarantanny i monitoringu
to nie jest dobre miejsce chłopaki do tego
spójrzcie do góry patrzy na was płatne oko idźcie

moje stopy twoje stopy i tupot wszystkich stóp
wokół szklanych stup centrum i zniszczonej reszty
gdzie mieszkają bezrobotni niskopłatni studenci eks-studentki
stażystki wizażystki z szufladami pełnymi umów
wszyscy jedzący mądrze wszyscy grzejący rozsądnie
w zimie która wdziera się do naszych głów
i straszy koczowiskiem na przedmieściach ów
tupot stóp ogrzewa pisz się pisz się pisz

historio stup ze szkła i stali odpornej na real
wywindowana historio odgrodzonych osiedli
w których mieszka dziesięciu sprawiedliwych
a może tylko jeden
jeden jest strach tu i tam gdzie wyrzuca się biedę
z domów
mów

moje gardło twoje gardło i wszystkie ściśnięte gardła
mimo że park zmienia się w parking mimo że gasną światła
i miasto zaczyna show na tramwaj i lewy handel
mimo że podpis i pieczęć stanowią maskaradę praw
do których masz prawo o ile sprzedasz się cały
moje gardło twoje gardło i wszystkie ściśnięte gardła
artykułują wkurw

co na to pełny brzuch
skórzany fotel i trawa
zielona od farby

w kombinezonach na halach spawa się wzrost pkb
z milczeniem menedżerów schodzących do szalup
hip-hop zajęty jest błyskiem punk-rock wypina pierś
pod order it’s fuckin’ great new order przyjmij ten
za zgodę na bagdad za ciszę o nangar khel
prezydent uda się wkrótce na koniec półwyspu hel
rest in peace

gramy muzykę dla mas to jest ostatni krzyk komercji
aby trwał szum w mediach nie ruszą was z ulic
rozbite szyby i ogień przykryją informacje o spadkach  indeksów

zjednoczona partia wyobcowanej pracy i wyobcowanego (boga)
rest in peace

iuvenes dum sumus
iuvenes dum sumus
dum
dum
dum

Szczepan Kopyt nie ukrywa swojego zaangażowania. Ma ambicję pisania o rzeczach dotyczących każdego młodego człowieka w dzisiejszym świecie. Stąd wybór tytułu wiersza, zaczerpnięty ze studenckiego hymnu. To zapożyczenie spełnia tutaj dwie role. Po pierwsze jest wskazówką dla odbiorcy – tekst jest przeznaczony do melorecytacji. Po drugie – tworzy umiejscawia autora w rzędzie młodych ludzi. Użycie liczby mnogiej jest bowiem znaczące. Poszczególne części wiersza nie pozostawiają wątpliwości – powtarzalna fraza moje…, twoje… i wszystkie… jest tu bezpośrednim odwołaniem się do wspólnoty pokoleniowego doświadczenia.

Doświadczenie to uzewnętrznia się poprzez umiejętne żonglowanie frazami tworzącymi dzisiejszy język. Staż, monitoring, praca zdalna stają się tutaj synonimami systemu, w którym park zamienia się w parking a na wszystko patrzy […] płatne oko. Ucieczka z tego świata nie wydaje się możliwa, bo nawet niegdysiejsze symbole buntowniczej kontrkultury – hip-hop, punk-rock – stały się częścią establishmentu. Skomercjalizowane i ugłaskane, nie niosą ze sobą żadnej nadziei na zmianę.

Bunt zwyczajowo zdaje się być przypisany młodości, ale trwałość tej obiegowej prawdy również jest zagrożona. Potrzeba przecież kogoś, kto będzie umiał ten sprzeciw wyartykułować. Osoba mówiąca w wierszu zwraca uwagę na rosnące niezadowolenie społeczne, stąd opisuje sytuację bez zbędnych upiększeń. Wydaje się, że widzi swoją rolę jako pewnego rodzaju trybuna ludowego. Przemawia zatem językiem prostym, codziennym, silnie zrytmizowanym. Wszystkie te zabiegi mają wspomagać oddziaływanie słów na odbiorcę.

Opis sytuacji nie napawa optymizmem, bierność i słabość dzisiejszej młodzieży widoczna jest gołym okiem. W tym wszystkim pojawia się promień nadziei, a może tylko zawoalowana sugestia Krwawą walkę z zastanym status quo może zapowiadać ostatnia strofa, w której forma graficzna nadaje wieloznaczny sens. Dum/ dum to nie tylko odgłos uderzeń, to także nawiązanie do specjalnego rodzaju karabinowej kuli. W ten sposób zakończenie wiersza nie dopowiada wszystkiego, pozostawiając czytelnikowi wybór własnej odpowiedzi na apel.