Miesiąc: Luty 2010

larry bond „niebezpieczny akwen”


dość przypadkiem trafiłem na tę książkę. większość ostatnio czytanych przeze mnie rzeczy tak do mnie trafia. nawet jest i tak, że idę do biblioteki z zamiarem wzięcia książek jakichś konkretnych, o których się gdzieś dowiedziałem, a wychodzę z zupełnie innymi, tylko dlatego, że przyciągnął mnie tytuł albo okładka. i kończę czytając, w 95% procentach przypadków, coś naprawde dobrego.

książkę bonda (swoją drogą – niezłe nazwisko, trzeba przyznać) dostałem do recenzji tylko dlatego, że mam w domu inną powieść tego pana. innych autorów nie lubiłem, to wziąłem…

nie żałuję. to dobra rzecz. może nie wybitna, ale dobra, solidna robota. biorąc ją do ręki nie ryzykujemy. kilka godzin całkiem wciągającej lektury. jedyne, co jakoś tam mnie „zabolało”, to spora przewidywalność akcji. ale to już sugeruje każdemu okładka. od czasów „polowania na czerwony Październik ” Clancy’ego jesteśmy już świadomi tego, co dzieje się na okręcie podwodnym. o wiele lepszym wydaje mi się pomysł, aby poprowadzić narrację oczyma nowego oficera, byłego pilota, który po wypadku za wszelką cenę chce pozostać w armii, w trakcie jego pierwszego rejsu. dzięki temu zapoznajemy cały okręt i ludzi w sposób bardzo interesujący. nawet spora ilość danych technicznych nie wadzi, umiejętnie wpleciona w fabułę utworu. już po kilkunastu stronach byłem mocno wciągnięty w rozwój wydarzeń.

przyznaję, dobrze bawiłem się podczas czytania. jeżeli rozrywki właśnie poszukujesz w książkach, drogi Czytelniku, to śmiało możesz poświęcić swój czas na zapoznanie się i z tą pozycją. Zwłaszcza, jeżeli lubisz tak zwaną „męską literaturę”. Jeśli zaś nie, to raczej sobie podaruj.

Reklamy

„uwikłanie” Zygmunt Miłoszewski


uwikłanieW zeszłym tygodniu przeczytałem wspaniały kryminał rodzimej produkcji. Nic nie było w stanie mnie oderwać od lektury. Wielka to zasługa autora, bo wszystko jest napisane świetnym, żywym językiem, a sama  fabuła rozwija się na tyle powoli, by nie być przewidywalna i na tyle szybko, by trzymać w napięciu i nie pozwolić czytelnikowi odłożyć książki.

Już sama postać bohatera budzi spore zaciekawienie, bo przyglądamy się śledztwu z pozycji prokuratora. Zazwyczaj ten aspekt jest pomijany w literaturze, czasem jedynie są jakieś epizody z udziałem prawników w togach z czerwoną lamówką już na sali sądowej, a całe śledztwo prowadzą dzielni policjanci. Autor pokazuje nam rzeczywistość polskiego wymiaru sprawiedliwości dokładnie i z dużą dbałością o detale. Duży plus dla autora, naprawdę. Dodatkowym atutem jest opisanie terapii ustawień Herlingera,  kontrowersyjnego psychologa. Sama intryga kryminalna jest także naprawdę zajmująca. Nie chciałbym tutaj powiedzieć zbyt wiele o przebiegu akcji, ale przyznam, iż byłem zaskoczony rozwiązaniem. Naprawdę świetna książka dla każdego, nie tylko dla miłośników gatunku.

brak czasu


dopiero drugi tydzień zajęć w drugim semestrze, a jestem przytłoczony moimi obowiązkami. jakoś jeszcze daję radę, ale jak długo? jakoś dam radę…

sporo czytam, nie mogę narzekać, ale boleję nad tym, że nie mam kiedy o tym pisać.

Robin Cook „Interwencja”


właśnie skończyłem czytać, przy porannej kawie. miła książka, bez żadnych fajerwerków jednak. niewiele więcej właściwie niż rozrywka, ale to ten typ literatury. każdy potencjalny czytelnik wie dobrze, czego się spodziewać i po co czyta taką książkę. przypomina mi to słynną już chyba teorię „garnków” Pilipiuka. nie każdy chce lub może być artystą, nie każdy też chce czytać artystyczne książki.

mam problem z tą książką tez i inny. jako współpracownik (?) portalu valkiria.net mam napisać dla nich recenzję. no i jestem w kropce, bo i trochę mi się podobało i trochę chciałbym „zmieszać z błotem”. argumenty są silne po obu stronach i tak naprawdę jeszcze nie wiem, co z tego będzie. ale dam tu link, bez obaw.

A oto link do recenzji, której cały tekst zamieściłem na valkirii :

http://valkiria.net/index.php?p=articles&area=1&id=15458&type=review

Hello world!


tak. to mój nowy blog, gdzie spróbuję jakoś skomentować to, co przeczytam. mam nadzieje, że nie bedzie to ani nudne ani pretensjonalne, a może pozwoli komuś znaleźć coś przyjemnego do czytania. albo pożytecznego.

to już moja trzecia próba blogowania, szczerze mówiąc żadna się nie powiodła. nie z powodu lenistwa, bo zapiski na własny użytek prowadzę dość regularne zapiski od 1994 roku… wydaje mi się, że jakoś boję się publiczności. ale może tym razem będzie lepiej, może dorosłem nieco?