Wrocławskie Targi Dobrych Książek 2016


Do tej pory unikałem targów książki, o czym pisałem także i na tym blogu. Nie przepadam za tłumem, nie zbieram autografów, nie lubię atmosfery polowania na okazje. Wszystkiemu winne są traumatyczne przeżycia z dzieciństwa, kiedy to po książki i zeszyty stałem z mamą w ogromnych kolejkach straganów ustawianych specjalnie na tę okazję na wrocławskim placu Wolności. W tym roku postanowiłem jednak choć na chwilę wybrać się na, bądź co bądź, święto literatury, nawet jeśli obok sprzedawano skarpetki na stoisku firmy, której nie będę w tym miejscu reklamował. (więcej…)

Koniec z książkami?


Od kilku miesięcy właściwie pisanie o książkach w formie bloga straciło dla mnie większy sens. Morze tak zwanych recenzji ogranicza się do nowości wydawniczych, nikt nie chce czytać o powieści wydanej przed rokiem, nie mówiąc o starszych. Za ilością nie idzie w parze jakość, ale w końcu nie można się spodziewać co miesiąc nowej książki Stasiuka, Twardocha, Chutnik czy Tokarczuk. Listy zaś książek coraz bardziej przypominają o tym, że biznes robi się na ściankach i targach, powieść jest towarem a twórca musi mieć ładną buzię i dobry makijaż. Zupełnie nie ma w tym roli słowa pisanego.

Pisanie o książkach wymaga również styczności z bestsellerami sieci handlowej sprzedającej tandetne świeczniki. To również przekracza moje możliwości, czytanie wypocin Katarzyny Bondy powinno być karą w piekle, podobnie jak zetknięcie się z gimnazjalnym humorem Marty Kisiel albo śmiesznymi do bólu strachami amerykańskich prowincjonalnych strachów serwowanych na kilogramy opasłych tomów Stephena Kinga. Prawdziwa literatura zdaje się być gdzieś indziej.

Można też pisać o tym, co pisarz lub pisarka zjada na śniadanie, dlaczego bieganie wspomaga proces twórczy bądź też analizować zdjęcia biurka. Można nawet pisać o tym, co dana osoba ostatnio napisała na Facebooku lub umieściła na Instagramie. W ten sposób dziś odbiera się literaturę.

Podążanie za modą w tym rejonie mi zupełnie nie wychodzi, niemniej jednak próbuję coś zrobić z kryzysem wieku średniego. I dlatego zacząłem pisać na tematy bardziej modne, a mianowicie o muzyce i serialach. Jeśli dobrze pójdzie, zacznę może blogować o parentingu albo zwyczajnie o lifestyle’u z dużego miasta w naszym kraju. Póki to nie nastąpi polecam poczytać o tym, dlaczego kocham Boba Dylana i uważam, że Nobel należał mu się jak psu buda:

http://www.tysol.pl/a1528-Bob-Dylan-wielkim-poeta-jest

 

A jeśli ktoś nie lubi Dylana, ale za to kocha historyjki opowiadane za pomocą ruchomych obrazków, polecam tekst traktujący o serialach. Nie będzie to jednak kolejny pean zachwytu nad tym, co robi nudny i przewidywalny do granic amerykańskiej popkultury Netflix, a wyprawa w nieznane, do nieodkrytych lądów cywilizacji o podobnym potencjale technicznym, posiadającej jednak zupełnie inny stopień wrażliwości. Jeśli się nie boicie opuszczenia znajomych lądów i porzucenia chwilowych mód, zapraszam do wspólnej podróży tutaj:

View story at Medium.com

Ewa Karwan-Jastrzębska, Banda Michałka


Oto znak czasów – obrazek łatwiej przyswoić niż słowo pisane. To po pierwsze. Po drugie – jest zdecydowanie krócej, zarówno dla odbiorcy jak i samego twórcy. Więc w sumie, bez większych wstępów i fajerwerków, po raz pierwszy na tej stronie materiał wideo. Prosty i krótki, bo cóż można powiedzieć o książce dla nieco większych dzieci poza tym, że fajnie się czyta, choć jest pełna wad i klisz, której nie da się znieść w tak zwanej dorosłej prozie? Zresztą, posłuchajcie i zobaczcie, to jedynie 70 sekund, więc nawet przy rozczarowaniu strata niezbyt wielka.

 

Przy okazji – zapewne materiałów wideo będzie więcej, to się jeszcze okaże w przyszłości. Oczywiście, nie chodzi jedynie o popularność tej formy, ale o pewne znużenie tradycyjnym przekazem pisanym, który w sieci chyba jednak traci na znaczeniu. Pozostanę zatem przy progowaniu książek wydanych na papierze, chwytając się przy tym również i innych sposobów dotarcia do odbiorców, których można w ten sposób przekonać do sięgnięcia po tę czy inną pozycję z księgarskiej bądź bibliotecznej półki.

Łukasz Bertram, Obieg NOW-ej


Niedawno minęło czterdzieści lat od chwili gdy narodził się Komitet Obrony Robotników. Powstanie pierwszej opozycji pociągnęło za sobą cały szereg kolejnych inicjatyw. Jedną z nich było stworzenie niezależnego wydawnictwa, które postawiło sobie za cel przełamanie monopolu informacyjnego i wydawniczego rządzącej partii komunistycznej. Wydawnictwem tym była NOW-a, historię której prezentuje książka przygotowana przez Instytut Pamięci Narodowej. (więcej…)