Rhys Bowen, Prawo panny Murphy

Kryminały w stylu retro cieszą się w naszym kraju ogromnym powodzeniem, nic zatem dziwnego, że nawet wśród tłumaczeń znajduje się wiele tytułów utrzymanych w tej właśnie konwencji. Prawo panny Murphy, wydana przez wydawnictwo Noir sur Blanc, to właśnie tego rodzaju powieść. Całkiem zgrabnie napisana, trzeba to uczciwie przyznać.

Rhys Bowen, Prawo panny Murphy

Historia przedstawiona w powieści nie jest jakoś szczególnie oryginalna, właściwie większość z tego, co spotyka jej bohaterów, już czytaliście na pewno nie raz i nie dwa. Niemniej jednak w całym tym sztafażu gatunkowych klisz autorka książki porusza się całkiem sprawnie, a rezultat końcowy nie rozczarowuje czytelnika, który sięgnął po powieść.

Urzekający jest styl autorki, dokładnie taki, jakiego spodziewamy się po powieści rozgrywającej się na początku XX wieku. Afektowany, spokojny i bardzo ułożony język narracji sprawia, że znacznie lepiej można wczuć się w atmosferę tamtego czasu, tak nieodległego w skali dziejów ludzkości i jednocześnie tak dalekiego pod względem zmian cywilizacyjnych, zaszłych nawet nie tyle pod względem technologicznym co przede wszystkim mentalnym.

Emigracja do Ameryki, raju wyśnionego przez tak wielu biednych mieszkańców Europy jest tym, co w tej książce najmocniejsze i zarazem najlepsze. Bowen przywraca myślenie o ówczesnych emigrantach do realizmu bardziej, niż czynią to barwne opowieści o karierach od pucybuta do milionera. Ukazuje to wszystko, co doskonale przecież znamy raz jeszcze, przypominając, że zdecydowana większość przybywających do Ameryki z Europy uciekała przed głodem i nędzą. Większość z nich spędzała kilka lub kilkanaście dni stłoczona gdzieś pod pokładem, by ostatecznie zostać upokorzona i – najczęściej – ograbiona przez celników.

Bowen pokazuje również imigranckie dzielnice nędzy, prostytucji, przemocy. Niby są to opowieści znane, bo przecież filmy takie jak „Gangi Nowego Jorku” czy „Ojciec chrzestny” pokazywały dokładnie, że najbrutalniejsza przestępczość zorganizowana ma swoje korzenie w dzielnicach emigrantów z Europy, ale na co dzień o tym mało kto pamięta. Przypominamy w tym jednego z bohaterów powieści, który pracuje niemal ponad siły całymi dniami za niewielkie pieniądze, ale rodzinie i znajomym opowiada z dumą o ważności swojej pracy przy budowie metra. Amerykański sen śniony jest przecież cały czas i to na jawie.

Książka Bowen jest dość sympatyczną, mimo wszystko opowiastką, która przy okazji może wywołać odrobinę refleksji. Jeśli nie wywoła, to przynajmniej dostarczy rozrywki na dobrym poziomie. W końcu to tylko kryminał. Dobry kryminał.

 

 

Reklamy

2 comments

  1. Wiesz, sięgnęłam po ten tom po lekturze „Pieniądze to nie wszystko”. Byłam akurat dość świeżo po przeczytaniu trylogii Franka McCourta i powierzchowność w opisie realiów u pani Rhys Bowen, szczególnie obyczajowych, ich nieprawdziwość, poraziła mnie. Wierzę McCourtowi, natomiast historyjki o pannie Murphy to jedynie rozrywka z mocnym przymrużeniem oka.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s