Miesiąc: Grudzień 2015

Wrocławskie biblioteki


Znowu jakoś przypadkiem powrócił temat wrocławskich bibliotek publicznych. Po raz kolejny próbowano mnie i przy okazji wszystkich innych mieszkańców przekonać do tego, że mniej to więcej, a na pewno lepiej. Z młodzieńczych lektur pamiętam, że hasło “Lepiej mniej ale lepiej” rzucił swojego czasu Lenin, stawiając na kadrowość partii. Jako że wbrew potocznej opinii nie mam nic wspólnego z bolszewickim przywódcą, jakoś mnie te słowa nie przekonują. Ja po prostu wolę więcej, bo na tym zdaje się, polega rozwój. (więcej…)

PM Nowak, Cokolwiek uczyniliście


PM Nowak dał się już dwukrotnie poznać czytelnikom, którzy docenili jego twórczość przyznając wyróżnienie za bardzo udany debiut, o którym pisałem tutaj. Następna powieść też była bardzo interesująca, co również odnotowałem w swojej recenzji. Kredyt zaufania nie został zmarnowany, co mnie osobiście cieszy, bo wolę czytać dobrą literaturę kryminalną. A do takiej kategorii zaliczyć z pewnością należy Cokolwiek uczyniliście, najnowszą jak dotąd powieść jaka wyszła spod pióra tego autora. Co ważne, tym razem PM Nowak opuścił swoją niszę klasycznego kryminału, z korzyścią dla czytelników. (więcej…)

Papier czy e-papier ?


Ostatnio już jakiś czas temu pisałem na ten właśnie temat, ale notka zamieszczona na blogu Wielki Buk przywróciła mi ochotę na rozważania następne, dziś czynione już nieco z innej strony. Zalety i wady to dość oczywiste sprawy, tym razem zatem pragnę przyjrzeć się tym nieco mniej oczywistym aspektom czytania w różnej formie.

Dawno temu zaczytywałem się w książkach poświęconych muzykom rockowym. No dobra, dalej to robię, ale już nie na kolanach. W każdym bądź razie przez kilkanaście lat zapamiętałem dwie podobne sceny, pomieszczone w książkach poświęconych Rolling Stonesom i Led Zeppelin. Otóż pierwsze spotkania dwójki liderów obu formacji nastąpiły w sposób taki, że jeden zobaczył u drugiego płyty, gdy tak stali sobie na przystanku. W latach 60. ubiegłego wieku wielkie winylowe płyty miały tę zaletę, że z daleka widać było, czego ktoś słucha. Co to ma wspólnego z literaturą?

Książka papierowa ma ogromną przewagę nad elektroniczną właśnie w sferze socjalizacji. Podobnie jak duży format winylowej płyty umożliwia dowiedzenie się tytułu bez zadania bezpośredniego pytania. Z elektroniczną książką (lub muzyką) już nie będzie tak łatwo. Ostatnio widziałem w tramwaju dziewczynę, na oko licealistkę, czytającą „Ludzkie arcyludzkie” Nietzschego. Nie podszedłem, bo też w jej wieku nie lubiłem być nagabywany przez osoby dwukrotnie starsze, ale potencjalnie mogłaby być to okazja do zawarcia ciekawej znajomości. Zresztą, i bez rozmowy odniosłem korzyść, bo przypomniałem sobie jak niemal dwie dekady wcześniej podobnie zaczytywałem się w dziełach tego filozofa.

Nie zgodzę się również i z tym, że e-czytanie jest tożsame z tym, które wykonujemy z papierem w garści. Powodem jest medium, które (jak dawno temu zauważył McLuhan) samo w sobie jest przekazem. Czym innym jest moje pisanie do internetu, zupełnie inaczej piszę do papierowych pism, podobnie jest również po stronie odbiorcy. Przyzwyczajeni do skanowania ekranu niezależnie od tego, co jest na nim wyświetlane, ślizgamy się wzrokiem bardziej niż ma to miejsce w przypadku posiedzenia z literaturą wydaną w sposób nieco bardziej tradycyjny. Nie wiem jak u was, ale ja z reguły mniej pamiętam z książek czytanych w sposób elektroniczny.

Wspomniane były jeszcze audiobooki. Dla mnie taki kontakt z literaturą jest ważny, ale nie jest on kontaktem z literaturą. Znów – medium jest samo w sobie przekazem. Kto nie wierzy, niech spróbuje porozmawiać dokładnie o tym samym przez telefon i twarzą w twarz. O ile łatwiejszy jest flirt za pomocą pisanych wiadomości niż ten twarzą w twarz właśnie? Pytania to retoryczne, prawda?

Zresztą, internetowe hejty wszelkiej maści nie biorą się tylko z poczucia złudnej anonimowości, ale tkwią przede wszystkim w poczuciu bezkarności, coś na zasadzie ubliżania aktorom widzianym w telewizorze. Przecież nikt z ekranu nie odda, prawda? Jak głęboko jest to zakorzenione przeczucie świadczą dziesiątki tysięcy przykładów na to, jak osoby nawet wykształcone zachowują się w sieci i co upubliczniają na masową skalę.

Owszem, doceniam elektronikę i jej zalety, choć na co dzień wolę papier. Niemniej jednak celem tego wpisu jest zupełnie coś innego niż zajęcie głosu w dyskusji na temat wyższości jednej formy nad drugą. Chodzi o bardzo prostą rzecz – niezgodę na stwierdzenie, że nie ważna jest forma, gdyż liczy się treść. Pomijam już aspekt czytania „konsumpcyjnego”, gdzie książka to towar jak każdy inny, chodzi jedynie o to, że zupełnie inaczej wchodzimy w interakcję.

Tak rozpatrywana forma ma ogromne znaczenie, o czym wie każdy miłośnik poezji, który jest przyzwyczajony do tego, że wiersze czytane w samotności nie mają takiej siły rażenia jak te same strofy wygłoszone przez osobę, która je napisała. Podobnie jest ze wszystkimi innymi rodzajami literatury i formami książek – medium naprawdę ma znaczenie. Choćby i takie, że w przypadku papierowej cegły mamy większe szanse spotkania kogoś, kto pasję naszą podziela.

Adam Brookes, Noc ślepowrona


Chiny to bardzo specyficzny kraj, z rzadka udaje się go zrozumieć. Ostatnia wizyta prezydenta Dudy zdaje się to potwierdzać, relacje pełne zachwytów zdają się nie uwzględniać chińskiej specyfiki rozmów, które zakładają miłe słowa i mniej miłe czyny, o czym mogliśmy przekonać się choćby w trakcie budowy przez Chińczyków jednej z polskich autostrad. Nie o polityce jednak chcę pisać, a o literaturze. Książkę Brookesa warto przeczytać właśnie ze względu na to, co politycznego w niej jest. (więcej…)