związki zawodowe

Wojciech Wiśniewski „Dlaczego upadł socjalizm? Od straszności do śmieszności.”


Sięgnąłem po tę książkę pod wpływem tytułu, licząc na inspirujące fakty, na rzeczowe analizy lub po prostu nowe spojrzenie na krach systemu realnego socjalizmu. Wrażenie to potęgowało w jakiś sposób nazwisko autora, człowieka będącego pracownikiem Komitetu Centralnego PZPR w ciągu ostatniego dziesięciolecia istnienia PRL, szefa związku zawodowego pracowników aparatu partyjnego. Sądziłem, że człowiek będący tak blisko szczytów ówczesnej władzy mógłby napisać coś, co uzupełniło moją wiedzę na ten temat.

Przyznaję, że odczuwam ogromny niedosyt po skończonej lekturze. Książka ani nie wnosi niczego nowego do historii partii komunistycznej, nie zawiera w sobie także jakieś nowej i odkrywczej analizy przyczyn upadku systemu. Pomimo pełnienia funkcji i w partii i w OPZZ autor nie ujawnia żadnych mechanizmów, żadnych większych spostrzeżeń dotyczących systemu, sposobów jego funkcjonowania i przyczyn niemożności wyjścia z permanentnego kryzysu gospodarczego.

Co do gospodarki mamy jasność już na wstępie książki, napisał go bowiem Robert Gwiazdowski, przewodniczący Centrum im. Adama Smitha, stanowiącego podstawę teoretyczną polskiej myśli liberalnej w ekonomii i poniekąd odpowiedzialnym za kształt polskiej transformacji. Pan Gwiazdowski przyznaje, że często śmiał się podczas lektury, wspominając o grotesce tamtych czasów i o głupocie towarzyszy partyjnych, przyjmujących wiele teorii jako rzeczywistość i stąd samej rzeczywistości nie rozumiejący. Również od samego początku autor wypowiada się w tym samym tonie, wskazując rozbieżności teoretyczne na SGPiS jako powód swego odejścia do pracy w słynnym Białym Domu, czyli gmachu centralnym PZPR.

Pejoratywny stosunek do PZPR nie przeszkadza panu Wiśniewskiemu w próbach zrobienia kariery. Widać to zwłaszcza w licznych fragmentach opisujących z detalami rozmiary gabinetów dygnitarzy i w opowieściach o kontaktach z największymi przywódcami komunistycznymi w kraju i na świecie. Przebija z tych słów coś w rodzaju podziwu i fascynacji, jeśli nie słabo zamaskowanej chęci osiągnięcia tego samego statusu. Trudno też inaczej odebrać wspomnienia o wizycie na Kubie czy na Krymie, gdzie między słowami opisującymi absurdy życia codziennego mieszkańców i nędzne środki dewizowe dostępne autorowi, pomieszczone są relacje z osobistych spotkań z dygnitarzami, z Fidelem Castro na czele.

Podczas lektury tej książki trudno mi było uwierzyć nie tyle w bezstronność autora, co w jego opozycyjne odczucia wobec systemu. Miałem wrażenie, że wcale to nie było do końca tak, jak to przedstawia nam twórca, tworząc dość szczególny obraz rozpadu systemu. Jakoś nie przemawia do mnie wizja kontestatora rzeczywistości, korzystającego jednocześnie z licznych przywilejów warstwy rządzącej. Wydaje się również, że upływ czasu zmienił sposób oceny nie tylko faktycznych wydarzeń, ale także osobistych odczuć z tamtych lat. Patrząc na koleje kariery Wiśniewskiego trudno nie odnieść wrażenia, że robił wszystko, aby osiągnąć jak największą pozycję i być jak najbliżej władzy. Nie wspomina o tym jednak w swoich memuarach, koncentrując się na ukazywaniu jednej strony medalu. Czyni to książkę zwyczajnym pamfletem. A pamflet jest dobry jedynie wtedy, gdy opisuje obecną sytuację. W opisie czasów minionych staje się czymś w rodzaju groteski i traci jakąkolwiek wartość poznawczą.

Reklamy

David Ost Klęska „Solidarności”


Świeżo po lekturze amerykańskiego socjologa i politologa o losach polskiej „Solidarności”. Bardzo dobrze napisana książka, którą czyta się niczym powieść, a jest pozycją stricte naukową, opartą nie tylko o wszechstronne studia literatury na ten temat, ale popartą badaniami w Polsce i rozmowami z członkami „Solidarności” na przestrzeni lat 1989 – 2003. Autor spędził sporo czasu w naszym kraju i zna nasze realia, co zwiększa wiarygodność stawianych przez niego tez.

Wielka wartością tej książki jest także jej wszechstronność. Można ją odczytywać na wiele sposobów, w zależności od zainteresowań i powodów, dla których zdecydowaliśmy się po nią sięgnąć. I dzięki temu dla niektórych będzie to historia transformacji ustrojowej w naszej części Europy, dla innych z kolei dzieje „Solidarności” jako takiej, a dla jeszcze innej grupy może to być spojrzenie na rolę związków zawodowych w społeczeństwie i ich rola w procesie demokratyzacji życia społecznego. Czytając zresztą o poglądach lewicowych autora można nabrać przekonania o pewnej stronniczości jego tez, ale nie można dać się zwieść najprostszym odczuciom. Bo ta książka, mimo swoich, nielicznych na szczęście, wad, jest ważnym głosem na temat naszego kraju i jego kondycji  w sferze polityki. Tym donioślejszym, że napisanym przez Amerykanina i wydanym po raz pierwszy za oceanem właśnie. Być może przysłuży się ona do lepszego zrozumienia zaszłych i wciąż zachodzących przecież przemian, nie tylko zresztą za naszymi granicami, ale i w naszym kraju. Moim skromnym zdaniem powinni ją koniecznie przeczytać wszyscy parający się polityką, a także i wszyscy nią się interesujący, być może wówczas nasze społeczeństwo zacznie zmierzać w kierunku prawdziwego społeczeństwa obywatelskiego.