wydawnictwo WAB

Bartłomiej Rychter, Czarne złoto


Słyszeliście na lekcjach historii o tym, że pod koniec XIX wieku uboga austriacka prowincja nazywana Galicją i Lodomerią miała szansę zmienić nieco położenie bardzo ubogich mieszkańców tych terenów? Wszystko za sprawą odkrycia ropy. Ten okres historyczny przypomina w swojej powieści Czarne złoto Bartłomiej Rychter, w drugiej części przygód Borysa Pasternaka, ubogiego nauczyciela znanego z powieści Złoty wilk.

Bartłomiej Rychter, Czarne złoto,

Bartłomiej Rychter, Czarne złoto,

Podobnie jak w poprzedniej książce Rychter skłania się ku mieszaniu gatunków. Jego kryminał jest jednocześnie powieścią grozy. Połączenie to nie jest oczywiście niczym nowym, w wykonaniu Rychtera jednakże przekonuje czytelnika. Wykreowany przez pisarza świat jest czymś swojskim i obcym jednocześnie. Posługując się niszą gatunkową wymyśloną i utrwaloną przed laty, autor Czarnego złota czyni to na własnych niejako warunkach, co z całą pewnością tworzy nową jakość. Świetnie poprowadzona intryga kryminalna w połączeniu z tajemniczością wywołującą poczucie nieustannego zagrożenia stanowi prawdziwą czytelniczą ucztę.

Główną zasługą Rychtera jest chyba to, że nie męczy czytelnika historycznie. Z wprawą odmalowuje świat dawno miniony, to prawda, ale jego sposób opisania tamtej rzeczywistości jest oparty na tworzeniu klimatu. Nie ma tu wielu – tak powszechnych u innych twórców retro kryminałów – szczegółów historycznych, często nużących czytelnika bardziej niż czytanie opisów muzealnych eksponatów. Jego świat żyje: Polacy, Ukraińcy, Żydzi to ludzie z krwi i kości, mający swoją kulturę, religię, swoje poglądy. W tych opisach dawno minionego życia jest Rychterowi bliżej do powieści obyczajowej, czytelnik doznaje silnego uczucia obcowania z książką pochodzącą z epoki. To oczywiście nie zarzut, bo ramotą Czarne złoto z całą pewnością nie jest.

Jak wspomniałem już wcześniej, w powieści wykorzystano elementy grozy. Dwór, w którym straszy wydaje się być chwytem mocno zużytym, zupełnie nie potrafiącym wyjść poza wąski, od dawna już przecież ustalony schemat. Dzięki Rychterowi przekonujemy się, że można lepiej, można mądrzej, ciekawiej po prostu. Wątek jest naprawdę świetny, tajemniczość kolejnych zgonów oplata czytelnika w subtelny acz zdecydowany sposób. Naprawdę trudno się od lektury oderwać.

Ciężko jest pisać szeroko o tej książce z jednego, dość prozaicznego powodu. Bardzo łatwo jest po prostu zbyt wiele odsłonić z treści. Problem poruszony przez pisarza jest jakoś rzadko poruszany w naszej literaturze, tym większa zasługa autora Czarnego złota. Kto chce poznać tajemnicę strasznego dworu na dalekiej Ukrainie początków XX wieku? Na pewno po lekturze nie będzie zawiedziony.

Reklamy

Aleksandra Marinina, Cudza maska


Muszę się przyznać szczerze – kocham Aleksandrę Marininę. Ściślej rzecz biorąc – jej powieści. Wielka szkoda, że coraz rzadziej się w naszym kraju się ukazuje, co napawa mnie lękiem, że zanim wszystkie jej książki będą dostępne po polsku, mogę być emerytem. Chyba że nauczę się rosyjskiego, będzie szybciej trochę.

Aleksandra Marinina, Cudza maska

Aleksandra Marinina, Cudza maska

Powód mojej słabości do autorki Cudzej maski jest w sumie mało skomplikowany. Świat w jej powieściach, czyli Rosja lat 90. ubiegłego wieku nie jest różowy. Pisarka nie ucieka od realiów, ona je bezlitośnie obnaża. Podobnie czyni to w najnowszej jak dotąd powieści na polskim rynku.

Cudzej masce zagadka jest świetna, ale jednak w pewnym momencie do odgadnięcia na sporo przed końcem. Tę słabość mamy jednak wynagrodzoną w dwójnasób. Po pierwsze, znów staniemy oko w oko z kryzysem, dotykającym rosyjskich obywateli. Po drugie zaś dostaniemy wykład na temat tego, jak działa rynek wydawniczy.

Kryzys gospodarczy to jedna sprawa. Milicjanci ledwo wiążą koniec z końcem, istnieje tylko jeden powód, dla którego pozostają na służbie – poczucie ważności swojego zawodu. W powieści wielokrotnie możemy natknąć się na przykłady tego, jak zła to sytuacja. Źle wynagradzanych i przepracowanych funkcjonariuszy łatwo przekupić czy wywieść w pole. Nowych ludzi nie będzie, bo niewielu chce pracować za symboliczne pieniądze. Ci zaś, którzy mimo wszystko przyjdą, będą źle przeszkoleni i zwyczajnie głupsi. Jak zatem mają sobie poradzić z coraz bardziej wyrafinowanymi przestępcami? Przyszłość rysuje się kiepsko.

Trudno nie odnieść wrażenia, że Marinina w swej powieści opisała świat wydawców znany jej z autopsji. Z dużą przenikliwością przedstawia zmowy tychże wydawców, złą dystrybucję, sposoby promowania książek. Nie pozostawia wątpliwości co do tego, że ten biznes jest równie zły, jak wielomilionowe przekręty w innych dziedzinach gospodarki. Trudno też nie mieć w pamięci znanych faktów z naszego własnego podwórka…

Cudza maska, podobnie jak i inne powieści pisarki,  w mojej opinii powinny być czytane bardzo uważnie, zwłaszcza przez wszystkich chcących pisać powieści kryminalne. Być może doczekalibyśmy więcej powieści, w których istnieje realny świat, zamiast wciąż zachwycać się obrazkami w sepii.

Gianrico Carofiglio Świadek mimo woli


Tym razem kryminał po włosku. Na dodatek to kryminał dość nietypowy, bo nie ma w nim detektywa, nie ma też policjantów znanych z innych książek. Nawet więcej – nie ma w powieści także osoby prokuratora, przynajmniej nie w głównej roli. Nasz bohater jest bowiem adwokatem. Panie i panowie, przed wami mecenas Guerini.

Muszę przyznać, że pomimo takiego, dość przecież niecodziennego zabiegu autora, książka jest znakomita i naprawdę przyjemnie się ją czyta. Cała fabuła rozgrywa się wokół sprawy morderstwa dziewięcioletniego chłopca. Oskarżony o tę zbrodnię czarny imigrant nie ma żadnych szans na uniknięcie dożywocia. Mecenas Guerini, przeżywający trudne chwile po rozwodzie z żoną, decyduje się bronić Senegalczyka.

Jak wspomniałem na wstępie, to książka dość różniąca się od typowych powieści kryminalnych. Nie znajdziemy tu opisu żmudnego śledztwa, nie ma też pościgów, kolejnych zbrodni, nie ma także krwi. To jednak powieść bardzo zajmująca, bowiem mocno zarysowane przeżycia głównego bohatera trzymają w napięciu przez cały czas. Bliżej może tematyce powieści psychologicznej, niż powieści kryminalnej, nie jest to jednak żaden zarzut, wręcz przeciwnie. Im lepiej poznajemy mecenasa Gueriniego, tym bardziej lektura jest wciągająca.

Powieść toczy się dość powoli, niespiesznie. Wśród większych zalet można wskazać szczerość autora, byłego prawnika. Carofiglio nie owija w bawełnę, pisząc o zawodzie adwokata, o wszystkich rozterkach moralnych, o cynizmie towarzyszącym temu zawodowi. W sposób niezwykle uczciwy zajmuje się opisem prawdziwej sytuacji wymiaru sprawiedliwości. Wydaje się, że przedstawione przesłanie tej powieści ma wymiar dość uniwersalny, bo czyż na całym świecie nie jest podobnie? Z tego też względu książka Carofiglio z całą pewnością poza walorem rozrywkowym dostarcza ponadto materiału do przemyśleń. I to stanowi o jej dużej wartości.

Nie chcąc psuć lektury, nie zdradzę więcej szczegółów, mam nadzieję jednak, że te kilka słów zaintryguje kogoś do sięgnięcia po „Świadka mimo woli”.

tekst ukazał się pierwotnie tu: http://www.wiadomosci24.pl/artykul/swiadek_mimo_woli_nowy_kryminal_wloskiego_pisarza_156575.html