Wojciech Chmielarz

Czemu nie kręcimy kryminałów?


Jakiś czas temu niewielki czytelniczy światek zelektryzowała wiadomość o ekranizacji jednej z książek Marka Krajewskiego o Eberhardzie Mocku. Nie przepadam szczególnie, ale chętnie obejrzę. Ta informacja jednak zmusiła mnie do zastanowienia nad tym, dlaczego w Polsce jakoś się nie kręci seriali czy filmów na podstawie rodzimych kryminałów.

W naszej publicznej telewizji szczytem ambicji jest wzięcie licencji. Ojciec Mateusz pochodzi z Włoch, Komisarz Alex zaś został przywieziony z Austrii. Nic innego obecnie nie ma, choć być by mogło. Niegdysiejsze seriale w rodzaju Gliny czy Pitbulla pokazują, że Polak jak chce to potrafi. Niestety, nie ma jakiegoś przełomu, nie ma chęci zarobienia pieniędzy. A jak już podjęto próbę ekranizacji Uwikłania Zygmunta Miłoszewskiego, to zmarnowano ogromny potencjał, majstrując przy książce niemożebnie. Prokurator Szacki cudownie przemienił się w kobietę, a potem było już tylko gorzej, aż po zepsute zakończenie. Bardzo obawiam się chwili premiery Ziarna prawdy, kolejnej z części przygód Szackiego. Uwielbiam powieści i stąd mój niepokój. Choć zwiastun zdaje się zwiastować dobrą nowinę:

Muszę wyznać, że jestem miłośnikiem angielskich (brytyjskich, by być ściślejszym) seriali kryminalnych. Większość z nich jest adaptacjami serii wydawniczych, nierzadko wybitnych, poczynając od wielu ekranizacji dochodzeń Sherlocka HolmesaHerculesa Poirota i  Panny Marple. Mamy możliwość obejrzenia kapitalnych kreacji Johna Thawa jako Morse’a i Kena Stotta jako Rebusa. Mógłbym tak wymieniać i wymieniać, ale to byłoby nudne, bo tych przykładów jest tak wiele, że ich liczba na pewno idzie w dziesiątki.

Postawiłem pytanie w tytule, ale szczerze przyznam, że nie mam pojęcia jak na nie odpowiedzieć. Patrząc na przeszłe dokonania polskich filmowców można przecież być dobrej myśli. Ostatnie lata to jednak głównie obcinanie kosztów i produkcja pseudodokumentalnych programów „z życia wziętych” albo poszukiwań domorosłych talentów. Nikt nie chce zaryzykować swoich pieniędzy, być może nie ma też znajomości dobrych polskich powieści kryminalnych. Przecież poza wspomnianymi wyżej Krajewskim i Miłoszewskim na pewno na uwagę zasługuje parę nazwisk. Osobiście chętnie obejrzałbym na dużym lub małym ekranie postaci wykreowane przez GrzegorzewskąWrońskiego, ĆwirlejaPM NowakaPollaka, Sekielskiego ChmielarzaA kogo wy chcecie zobaczyć?

Reklamy

Wojciech Chmielarz, Podpalacz


Polski kryminał ostatnio raczej retro stoi, mimo książek Czubaja, Hagena czy Miłoszewskiego. Podążanie za modą i próba zaspokojenia czytelniczych gustów mają pewnie podłoże biznesowe. Ciekawiej jest wtedy, gdy ktoś próbuje znaleźć jakąś swoją niszę.  Wojciech Chmielarz postanowił napisać powieść policyjną, co już jest świadectwem sporej odwagi, bo – nie bójmy się tego powiedzieć – temat jest zarówno mocno zużyty jak i pełen tragicznych książek, których nie warto nawet wspominać. Efekt tego zmagania naprawdę zaskakuje, w pozytywnym sensie tego słowa. Jest dobrze, bo mimo pewnych zastrzeżeń, Podpalacz  jest tym, czego oczekujemy, biorąc do ręki książkę z półki z kryminałami.

Wojciech Chmielarz, Podpalacz

Wojciech Chmielarz, Podpalacz

W Warszawie ktoś podpala domy. Pożary są coraz większe, w końcu pojawiają się ofiary śmiertelne. Komisarz Jakub Mortka musi jak najszybciej znaleźć sprawcę. Naciskają na niego szefowie, współpracownicy, a nawet jeden z gangsterskich bossów. Policjant ma do tego całą furę osobistych problemów, niektóre z nich zaczną się splatać z prowadzonym śledztwem. Nie będzie łatwo, ale taki już los policjanta – najpierw praca, potem praca, a na końcu dopiero życie osobiste.

Komisarz Jakub Mortka to figura znana z kart powieści policyjnych. Rozwodnik, jak każdy rasowy detektyw, bo praca okazuje się najważniejsza. Obrazy zwłok nie pozwalają mu spać, więc często sięga po alkohol, by po prostu przespać noc. Popełnia błędy, ale umie się przyznać do porażki. Zwykły facet, a jednocześnie twardy i nieustępliwy glina. I tak dalej i tak dalej, ciągnąć można to długo. Na szczęście dla nas, Chmielarz nie epatuje jednak tragediami życia osobistego Mortki za dużo, akurat tyle, byśmy go polubili.

O wiele ciekawsza jest intryga. Ewoluuje dość niespiesznie, by powoli, ale jednostajnie przyśpieszać, naprawdę zaskakując na samym końcu. Jest w tym, co przeżywamy razem z policjantami, spora dawka dobrej literatury, o którą tak ciężko wśród książek z tego gatunku. Chmielarzowi udaje się pisać bez zadęcia, bez wymuszania „twardości” bohaterów ilością rzucanych bluzgów, co w samo w sobie jest wielką wartością. Dowodzi, że pisarz nie idzie na łatwiznę i chce napisać dobrą książkę po prostu.

Wspomniałem o zastrzeżeniach pewnych – w gruncie rzeczy nie jest ich dużo, ale jednak da się pokazać kilka obszarów, w których mogłoby być lepiej. Postaci drugiego planu często pozostawiają pewien niedosyt, coś jakby dwuwymiarowość jedynie. Są postaciami z obrazów, przedstawicielami typów ludzkich,  nie ludźmi samymi. Być może w następnych książkach – pisarz zapowiedział cały cykl – będzie z tym elementem pisarskiego rzemiosła lepiej.

Podpalacz to kryminał, który ustanawia nową postać w panteonie najlepszych polskich detektywów. Jakub Mortka nie powinien mieć żadnych kompleksów, jest naprawdę dobrym gliną. Przyglądanie się jego pracy jest po prostu przyjemnością. W gruncie rzeczy szkoda, że tak szybko kończy się książka. Dobrze, że jest już część druga.