Wiktor Hagen

A to Polska właśnie


Wiktor Hagen, Dzień zwycięstwa

Trzecia część przygód komisarza Roberta Nemhausera przynosi to, do czego zdążyliśmy się już przyzwyczaić podczas lektury poprzednich tomów. Książka jest sprawnie napisana, pełna humoru, a przede wszystkim pełnego dystansu realizmu w opisywaniu naszej nadwiślańskiej rzeczywistości. Coś jednak zgrzyta, jakby cudowna formuła na napisanie dobrej powieści detektywistycznej nieco się autorowi wytarła. Chyba zabrakło w tym wszystkim dobrej zagadki kryminalnej. A to grzech w kryminale niewybaczalny, można powiedzieć nawet że śmiertelny.

pobrane (1)Zbliża się rocznica bitwy warszawskiej. W małej miejscowości kilkadziesiąt kilometrów od stolicy organizowane są obchody jednego z elementów wielkiego zwycięstwa polskiego oręża. Atak konnej jazdy miał być decydujący dla tego odcinka frontu, zatem lokalne władze postanawiają wykorzystać to do promowania okolicy w mediach. Huczne obchody, na które składają się między innymi inscenizacje bitwy i artystyczna instalacja, zostają zakłócone zabójstwem. Ofiarą jest kombatant, uczestnik II wojny światowej, mający brać udział w święcie. Szybko okazuje się, że wrogów miał wielu.

Na pozór wszystko w Dniu zwycięstwa jest takie, jakie być powinno. Po raz kolejny czytelnik dostaje bardzo dobry opis realiów polskiego życia. Tym razem Wiktor Hagen przyjrzał się środowiskom kombatanckim, artystom, prowincjonalnym dziennikarzom i ludziom władzy. Postaci malowane przez niego są typowe i nietypowe zarazem. Jeśli mamy przesłuchania dziennikarza, piszącego antysemickie teksty do gazety sprzedawanej w przykościelnym sklepiku, to na ogół wiemy, czego się spodziewać. Hagen pokazuje jednak drugie dno całej sytuacji – z czegoś trzeba przecież żyć, a jak mówi ów dziennikarz „inni kurwią się bardziej”. Podobnych sytuacji i scen znajdziemy w powieści wiele. Nic nie jest jednoznaczne, nic nie jest oczywiste, a świat nie do końca czarno-biały. W momencie rozwiązania całej intrygi przekonujemy się o tym najdobitniej. Znów prawda ustalona w czasie śledztwa jest prawdą znaną jedynie wąskiemu kręgowi wtajemniczonych, a opinia publiczna dostaje wiadomości spreparowane pod kątem ich politycznej wymowy i partykularnych interesów ludzi polityki i biznesu. Jak we wcześniejszych powieściach, pewnych ludzi po prostu ruszyć nie można.

Mam wrażenie, że szaty kryminału, powieści popularnej w gruncie rzeczy, są dla Hagena jedynie kostiumem, w który próbuje ubrać swoje spostrzeżenia na temat polskiej rzeczywistości początku XXI wieku. Dlatego też i konstrukcja fabuły bardziej skupiona jest na opisywaniu niż pokazaniu pracy pary detektywów. Skoro dziś czytane są tylko kryminały, to na pewno dobre posunięcie. Tym bardziej że Wiktor Hagen zna się na rzeczy. Dzięki sięgnięciu po klasyczny już motyw serii przesłuchań mamy do czynienia z szeregiem postaci, zanurzonych w różnorakie środowiska. Obraz, jaki przedstawiają na pierwszy rzut oka te postaci jest jednostronny, ale autor pokazuje nam też ich drugie, najczęściej ciemne oblicza. Każdy ma coś do ukrycia, a jedynym motorem działań jest ludzka żądza pieniądza. Idee i szczytne hasła są głoszone na użytek publiczny, w zaciszu gabinetów trwa zaś brutalna wojna. Jej ofiarami nie są jednak jedynie trupy odnajdywane przez policję. W czas wojny nie tylko giną ludzie, giną także wyższe wartości. I ten wniosek niesie z sobą Dzień zwycięstwa. Ironia zapewne zamierzona.

Napisałem na wstępie, że książka nie jest tak dobra, jak jej poprzedniczki. Mimo to i tak Hagen w średniej formie jest o klasę lepszy od wielu autorów polskiej literatury kryminalnej. I dlatego też warto poświęcić mu czas.

Reklamy

Ostatni sprawiedliwy


Wiktor Hagen, Długi weekend

Jaki jest stereotyp postaci detektywa? Samotny mężczyzna w średnim wieku, nadużywający alkoholu i poświęcający się swojej pracy całkowicie. Często dziwak lub ekscentryk, wyróżnia się z tłumu posiadaniem jakieś cechy osobowości, która rzutuje na odbiór jego osoby. Bywają jednak wyjątki, potwierdzające tę regułę. Takim wyjątkiem jest Robert Nemhauser, komisarz stołecznej policji. Historyk z wykształcenia, kucharz z zamiłowania, detektyw z racji wykonywanej pracy. Do tego szczęśliwy mąż i ojciec dwóch synów, bliźniaków w wieku przedszkolnym. Czy można sobie wyobrazić w jaki sposób prowadzi śledztwa?

imagesKiedy ginie znany działacz ekologiczny, właśnie rozpoczyna się długi majowy weekend. Brak ludzi sprawia, że śledztwo toczy się powoli, a kolejne wątki wyjaśniane są żmudną policyjną pracą, którą komisarz Nemhauser wykonuje w pojedynkę. W chwili, gdy zamordowany zostaje znany profesor archeologii, sprawy się komplikują. Zwłaszcza, iż profesor był także szefem firmy zajmującej się udzielaniem ekspertyz przy budowie autostrady. Sprawa zatacza coraz szersze kręgi. A także wyższe, bo przecież zbliża się Euro2012 i oczy wszystkich skierowane będą na nasz kraj. Komisarz musi się śpieszyć.

Długi weekend to nie tylko niestereotypowy komisarz. To także – a może nawet przede wszystkim – celne i bezlitosne obserwacje polskiego życia, tak publicznego jak i prywatnego. Niezależnie gdzie prowadzi policjantów trop – fundacje ekologiczne, uniwersytet, firmy deweloperskie czy biura poselskie – wszędzie widać korupcję, chciwość i brak jakichkolwiek zasad. Liczy się tylko własny interes. Dla osiągnięcia celu wielu zrobi wszystko. W tym wszystkim trudno odnaleźć sprawiedliwych.

Największą zaletą tej książki jest właśnie jej osadzenie w rzeczywistości. Hagen nie idzie drogą wielu innych twórców polskiego kryminału. Nie ucieka w retro stylizację lub opisy bohaterskiej walki z układem wymyślonym przez Służbę Bezpieczeństwa. Widzi za to kraj, w którym jedyną wartością jest brak wartości. Do tego należy dodać przedstawienie współczesnej Warszawy, wedle których na pewno można zwiedzać miasto. Skojarzenia z czarnym kryminałem są tutaj jak najbardziej na miejscu. Zwłaszcza, że autor pisze świetnie także w sferze języka, co było przecież domeną Hammetta czy Chandlera. Niektóre dialogi bądź opisy są przykładem mistrzowskiego wykorzystania mówionej frazy, w której na dodatek odnajdziemy pełno zjadliwej ironii, bezlitośnie wyśmiewającej wszystko, co w naszym kraju na to zasługuje. Czyli naprawdę sporo.

Najważniejsze jest jednak na końcu. Prawda, jak odpowiada komisarz Nemhauser żonie w ostatnim zdaniu książki, nie istnieje. I ta lakoniczna, bardzo celna pointa sprawia, że do książek Hagena na pewno będę wracał. Czarny kryminał ma w naszym kraju mistrza. Nazywa się Wiktor Hagen.