We mgle

Marek Ołdakowski, We mgle


Powieść milicyjna w XXI wieku? Dlaczego nie, jak dowodzą coraz liczniejsze przypadki. Po książkach między innymi Ryszarda Ćwirleja czy Tadeusza Cegielskiego, także i Marek Ołdakowski sięga po tę stylistykę. I – przynajmniej wśród tych wyżej wymienionych – najbardziej trzyma się od dawna już ustalonych reguł kanonu gatunku. Co rzecz jasna wcale nie znaczy, że jego książka jest kiepska.

we-mgle-b-iext22022304Porucznik Piotr Skonar cieszy się na nadchodzący urlop i możliwość wyrwania się z codziennej harówki w stołecznej komendzie. Jak to jednak w życiu oficera Milicji Obywatelskiej bywa, zbrodnia towarzyszy mu wszędzie, gdziekolwiek by się nie udał. Mała nadmorska wioska nawet pod koniec sezonu pełna jest ludzi. Gdy ginie jedna z wczasowiczek wszystko zdaje się wskazywać na jej adoratora, studenta z Warszawy. Chcąc nie chcąc porucznik pomaga miejscowym milicjantom w śledztwie. Kiedy zostaje zamordowany jeden z potencjalnych świadków a podejrzany student znika, rozwiązanie zagadki wydaje się oczywiste. Porucznik Skonar ma jednak coraz większe wątpliwości. Postanawia sprawdzić jeszcze inne wątki tej sprawy.

Ten krótki opis mówi chyba wystarczająco wiele. Marek Ołdakowski żadnego prochu nie wymyśla. Robi za to przegląd najczęstszych motywów obecnych w powieści milicyjnej i miksuje je ze sobą tak, by uczynić strawnym dla czytelnika mu współczesnego. Rezultat końcowy ma niewątpliwie pewien urok. Zwłaszcza, że sprawna żonglerka nie wszystko, czym dysponuje pisarz. Każdy miłośnik milicyjnych śledztw bez trudu zauważy nie tylko sprawne posługiwanie się motywami. Najbardziej udaną częścią autorskiej roboty jest bowiem specyficzny język powieści, wręcz wprost zaczerpnięty z klasyków gatunku w rodzaju Edigey’a czy Zborowskiego. Język, fabuła, bohaterowie – wszystko tak, jak dawniej, a przecież jednak jakoś fascynują. Być może właśnie dzięki temu drobiazgowemu oddaniu realiów minionej epoki, czytelnik może trzymać w ręce naprawdę interesującą książkę.

Polecam nie tylko fanom gatunku. We mgle to po prostu dobry polski kryminał, nie przynoszący ujmy autorowi i zdecydowanie lepszy od wielu innych na naszym rynku. Aby się nim delektować nie trzeba też unosić się na – narastającej od jakiegoś czasu przecież – fali nostalgicznego obrazu PRL, w którym było fajnie. Nie było, ale śledztwa na pewno wydawały się łatwiejsze. Wszak nad wszystkim czuwała ludowa władza.

Reklamy