thriller

Piotr Głuchowski, Umarli tańczą


Seryjni mordercy cieszą się chyba największym uznaniem czytelników. Jest coś fascynującego w człowieku, który zaczyna zabijać innych. Próbujemy zrozumieć motywy, oglądamy dziką bestię z komfortu naszego fotela. Jest fascynacja, jest odraza, jest chęć zrozumienia i chęć odwetu. Silne emocje gwarantują przeżywanie książki. Umarli tańczą Piotra Gołuchowskiego to właśnie taka książka. (więcej…)

Reklamy

Tomasz Sekielski, Obraz kontrolny


Obraz kontrolny to kontynuacja znakomitego Sejfu. Tomasz Sekielski poszedł za ciosem, czy jednak siła uderzenia nadal powala na kolana? Czy udało się powtórzyć wielki sukces?

(więcej…)

Dominik W. Rettinger, Klasa


Thriller polityczny ma się w Polsce całkiem dobrze. Książki Sekielskiego czy Zielke pokazują, że i nad Wisłą można napisać naprawdę dobre książki. Teraz do tej pary twórców dołącza Rettinger ze znakomitą Klasą, wydaną przez wydawnictwo Otwarte (więcej…)

Luke Delaney, Nieuchwytny


Jestem zawsze bardzo sceptyczny wobec literatury sensacyjnej pisanej przez byłych policjantów. Znajomość realiów, technik operacyjnych i całego szeregu kwestii związanych z pracą w policji nie zawsze służy literaturze. Fikcja nie musi przecież wiernie trzymać się szczegółów, musi być jedynie spójną i interesującą wizją. Luke Delaney wychodzi z tej próby z tarczą.

Luke Delaney, Nieuchwytny

Luke Delaney, Nieuchwytny

Nieuchwytny to dość nietypowy thriller. Mnóstwo twórców literatury kryminalnej przyzwyczaiło nas do schematyczności gatunku, do następujących po sobie ciągów zdarzeń, bez których nie wyobrażamy sobie często kryminału. Delaney postawił na oryginalny pomysł, co okazało się strzałem w dziesiątkę. Jego książka to na pozór jedynie ograny mocno pościg za seryjnym mordercą, ale z dodatkiem elementu zaskoczenia. Były policjant robi rzecz arcyciekawą – każe swojemu przestępcy zmieniać swoje modus operandi. W Nieuchwytnym nic nie jest oczywiste, odnajdywanych ciał nic nie łączy, profilerzy nie mają tu nic do roboty (swoją drogą Delaney pisze wprost o tym, że literackie i filmowe przedstawienia ogromnej użyteczności działań profilerów nijak się mają do rzeczywistości policyjnej harówki podczas śledztwa). Pomysł naprawdę robi wrażenie.

Autorski zamysł jest bardzo ciekawy, wykonanie trochę jednak momentami kuleje. Podczas lektury miałem wrażenie, że Delaney jakby nie potrafił udźwignąć dwóch zadań naraz. Skoncentrowany mocno na rozwoju fabularnym zaniedbał nieco wartości literackie, na przykład językowe. Nie czytałem w oryginale, ale raczej trudno tu winić autora. Nieuchwytny jest książką debiutancką, więc potknięcia są dopuszczalne, nie ma ich zresztą tak dużo, by były uciążliwe dla czytelnika.

Nieuchwytny to książka mocna, co chwilę wychodzi z Delaney’a policjant. Nie mam tu na myśli nadmiernej ilości przekleństw czy przemocy, nie ma też (oczywiście) rasistowskich czy seksistowskich żartów. Co kilkanaście stron możemy się jednak natknąć na ciekawe przemyślenia na temat pracy w policji, przeważnie mówiące rzeczy już znane, jak niskie płace, nienormowany czas pracy powodujący rozpad więzi rodzinnych, wreszcie pewnego rodzaju znieczulenie na okropieństwa śmierci czy podrzucanie dowodów na miejsca przestępstwa. Możemy jednak przeczytać i o sierżancie, który najbardziej lubi ten moment, gdy jedzie przez miasto na sygnale, w kilka samochodów po to, by otoczyć jakiś budynek, wkroczyć do środka i aresztować przestępców. Nasz policjant żałuje jedynie, że podobne akcje zdarzają się bardzo rzadko.

Nieuchwytny to świetnie pomyślany thriller o łapaniu seryjnego mordercy. To także dobrze opisane realia londyńskich ulic. Autor pozostawia zakończenie sugerujące dalsze części, czekam więc cierpliwie. A tym, którzy jeszcze nie poznali debiutanckiej książki Luke’a Delaney’a, proponuję szybkie nadrobienie zaległości.

Ian Rankin, Miecz i tarcza


Do zbrodni popychają różne rzeczy – miłość, pieniądze, władza. Coraz częściej w naszych czasach także religia. O tym, co dzieje się w chwili, gdy do podziałów narodowościowych dochodzi jeszcze różnica w wierze przeczytamy w powieści Iana Rankina Miecz i tarcza, wydanej przez wydawnictwo Albatros. Tym razem inspektor Rebus będzie musiał zmierzyć się z protestanckimi fanatykami z organizacji paramilitarnych. Bez obaw jednak – to nadal będzie ten Rebus, którego kochamy.

Ian Rankin, Miecz i tarcza

Ian Rankin, Miecz i tarcza

Akcja książki dużo bardziej przypomina klasyczny thriller niż kryminał. Groźba podłożenia bomby w Edynburgu podczas trwającego tam cały sierpień festiwalu teatralnego elektryzuje wszystkich. Wyobraźcie sobie, że coś takiego byłoby na przykład przy organizacji Euro2012 w którymś z polskich miast. Rankin przedstawia pracę zespołu policjantów trochę mało przekonująco, bo nie ma tu żadnego sztabu zarządzania kryzysowego, nie biegają po mieście antyterroryści. Jest za to inne śledztwo, a właściwie kilka śledztw, które gdzieś się w finale splotą i wyjaśnią.

Najmocniejszym akcentem książki Miecz i tarcza jest właśnie oddanie klimatu wojny w Belfaście. Krótka wizyta Rebusa nie tylko podejmuje ten trudny i nieco w naszym kraju temat z perspektywy dnia dzisiejszego, ale jest punktem wyjścia do rozmowy o historii radykalnego ruchu probrytyjskich protestantów. To temat ciekawy także z punktu widzenia polskiego czytelnika, bo przywykliśmy do tego, że walki toczone w Irlandii są jedynie sprawą działania katolickich bojówkarzy IRA.  Rankin przekonująco i w bardzo atrakcyjnej formie powieściowej pokazuje, że także po drugiej stronie istnieją gotowi na wszystko fanatycy.

Interesujące jest też spojrzenie na biedny Edynburg, na osiedle pełne przemocy, narkotyków, trwałego bezrobocia. Od czasów Trainspotting nikt chyba nie zajmował się w ten sposób mniej zamożną częścią tego pięknego skądinąd miasta. Wcześniejsze śledztwa inspektora Rebusa odbywały się w lepszych miejscach, rzadko zapuszczał się w rejony, gdzie policjanci boją się jeździć i gdzie na chwilę pozostawiony samochód może zamienić się we wrak z małą pomocą młodych chłopaków, którzy nie mają co zrobić z własnym życiem. Owszem, nie ma u Rankina moralizatorstwa w skandynawskim stylu, jest za to kliniczny wręcz opis sytuacji. Dotyka chyba znacznie bardziej niż opisy pochodzące z krajów położonych wokół Bałtyku.

Miecz i tarcza to książka mocna, brutalna, o szybkiej akcji, bardzo powiedziałbym filmowa. Trochę brakuje mi wolniejszego tempa, do jakiego przyzwyczaił nas Rebus, ale to jedyny, bardzo zresztą drobny minus. Innych nie dostrzegłem, za bardzo byłem pochłonięty lekturą. Spróbujcie, a sami się przekonacie.

Jens Lapidus, Szybki cash


Jak sięgamy po książkę z półki z kryminałami, a jej akcja dzieje się w Sztokholmie, jesteśmy przygotowani na 500 stron opisów psychologicznych rozterek postaci, odrobiny krytyki społecznej i sporej ilości mniej lub bardziej krwawych zwłok. Szybki cash już po kilkunastu stronach przekonuje, że mamy do czynienia z czymś zupełnie odmiennym od tego, do czego zdołali nas przyzwyczaić Mankell i Lackberg. Co wcale nie oznacza, że to zła książka.

Jens Lapidus, Szybki cash

Jens Lapidus, Szybki cash

Dla mnie osobiście powieść Lapidusa to przede wszystkim oddany tryumf globalnej wioski. Jej akcja mogłaby rozgrywać się w każdym większym mieście naszego globu. Wojny gangów, handel kokainą, imigranckie getta biedy to tematy, które pojawiają się zarówno w amerykańskich filmach gangsterskich jak i opowieściach o rosyjskiej czy japońskiej mafii. Szybkie pieniądze, brak możliwości kariery dla dzieci z rodzin imigranckich, wreszcie presja środowiska – wszystko to znamy nawet i z niektórych polskich powieści kryminalnych.

Lapidus pisze tak, jak spodziewają się tego jego odbiorcy, zachęceni słowem thriller na okładce. Zdania są krótkie, dosadne, wiele z nich zapożyczeń z angielszczyzny. W ogóle często miałem wrażenie, że czytam jakąś amerykańską powieść. Albo nawet oglądam amerykański film sensacyjny, bo wszystko jest dokładnie takie, jak w historiach opisanych w filmach typu „Gangster”. Nie twierdzę w tej chwili, że książka zła. Wręcz przeciwnie nawet – zamiast sennej prowincji czy spokojnych przedmieść, do jakich zostaliśmy przyzwyczajeni – dostajemy opis brutalnej rzeczywistości, w której toczy się nieustanna walka na śmierć i życie.

Intryga frapująca, język dobry, ciekawie ujęty temat, szybkie tempo. Dla wszystkich, którzy lubią te elementy literatury akcji, pozycja konieczna. Pozostałym też rekomenduję, bo warto zobaczyć inną twarz szwedzkiego kryminału.

Walka o prawdę


Kaja Mirecka-Ploss, Kobieta, która widziała za dużo

Kaja Mirecka-Ploss, autorka tej powieści, to istna chodząca powieść sama w sobie. Poznanie zagmatwanych losów jej życia pozwala na jeszcze lepsze zrozumienie tego, co napisała. W jej życiu wydarzyło się tak wiele, że trzeba choć trochę nakreślić główne punkty. W wieku kilkunastu lat znalazła się w obozie koncentracyjnym dla „mieszańców”, bo jej babka była Żydówką. Przeżyła, by po wojnie wyjechać do Wielkiej Brytanii. Po studiach i wyjściu za mąż zdecydowała się na powrót do Polski. Jako projektantka mody starała się przez kilka lat ubarwić choć trochę kobietom życie w Polsce ludowej. W końcu miała dość szykan ze strony milicji i UB, znalazła się znowu na Zachodzie, tym razem w USA. Wyszła powtórnie za mąż za waszyngtońskiego sowietologa. Była w końcu ostatnią towarzyszką życia Jana Karskiego, słynnego kuriera czasów II wojny. Można by jeszcze wiele dodać, bo życie miała bogate w wydarzenia, ale warto pozostawić odkrywanie szczegółów czytelnikowi.

Kobieta, która widziała za dużoKobieta, która widziała za dużo opowiada właśnie o waszyngtońskich czasach w jej życiu. Przypadkowo wplątana w sprawę zabójstwa pary narzeczonych – o morderstwo oskarżono człowieka, który był jej agentem mieszkaniowym – nie może zaznać spokoju. Coś jej mówi, że podejrzany o morderstwo kłamie. Posiada coś w rodzaju wizji, które mówią jej o przeszłych zdarzeniach. Wierzy głęboko w życie pozagrobowe, więc nie ma dla niej żadnych wątpliwości w to, co pokazują jej wizje.

Bezpośrednim impulsem do kontynuowania sprawy po uniewinnieniu podejrzanego stała się prośba wypuszczonego z aresztu niedoszłego pośrednika nieruchomości. Poprosił on bohaterkę o napisanie książki o nim. Drobny złodziejaszek i włamywacz, będący na bakier z prawem od czasów szkolnych, postanowił opowiedzieć emigrantce z Polski swoją historię. I to o tym jest ta powieść. A raczej przede wszystkim o tym. Jej głównym tematem jest dotarcie do prawdy i ukazanie długiej, trwającej ponad 2 lata, drogi do zaprowadzenia mordercy pod sąd. W tym okresie bohaterka narażała swoje życie, próbując dotrzeć do prawdy o tym, co się wydarzyło. Wyszła z niej obronną ręką, choć policja i prokuratura odwróciły się od niej, a jej życie rodzinne praktycznie przestało istnieć. I, choć ówcześnie książka nie powstała, po latach możemy poznać całość wydarzeń.

Sytuacje zagrożenia życia budziły w narratorce także wspomnienia z czasów, o których wolałaby nie pamiętać, jak na przykład okres pobytu w obozie. Wszystko to wplata w narrację naturalnie, opowiadając po prostu o tym, co wydarzyło się w jej życiu. W połączeniu z historią kryminalną całość wychodzi naprawdę przejmująco.

Jeśli ktoś szuka dobrego thrillera psychologicznego, to na pewno Kobieta, która widziała za dużo jest dla niego. Także ci, którzy zainteresowani są pogmatwanymi losami Polaków rozproszonych po świecie po II wojnie światowej znajdą coś dla siebie. A także wszyscy ci, którzy poszukują ciekawej lektury. Książka ma bowiem uniwersalne przesłanie – prawda zawsze zwycięża.