Szwecja

3 najlepsze Noble


Kiedy to piszę, wszyscy żyją nagrodą Nike. Nobel jest trochę ważniejszy, więc wydaje się, że komentarz o rodzimej nagrodzie może trochę poczekać. Nie będzie to jednak żadna analiza realnych szans czy wróżenie z fusów na temat tegorocznych nominacji. To tylko bardzo osobista historia moich spotkań z laureatami nagrody Nobla w dziedzinie literatury. Tym razem kolejność chronologiczna.

1. Henryk Sienkiewicz, Quo vadis? – dla dwunastolatka to odrobinę zbyt skomplikowana historia na to, by poznać całą jej głębię. Miłość, wiara, sztuka, szaleństwo, władza to zaledwie główne wątki, a przecież jest tam jeszcze sporo tych mniej ważnych. Niewiele z tego za tym pierwszym czytaniem zrozumiałem, ale lektura tej cieszącej się największym powodzeniem książki Sienkiewicza dała mi rzecz bezcenną. Od tamtej pory przeczytałem wiele innych książek na temat starożytnego Rzymu. Powieści, historie, teksty z epoki (Petroniusz, Seneka!) i tak dalej. I choć po latach książka już nie wywiera na mnie takiego wrażenia, to nie mogę wyprzeć się niegdysiejszego bycia pod jej urokiem.

Hermann Hesse, Siddhartha

Hermann Hesse, Siddhartha

2. Hermann Hesse, Siddhartha – to był kolejny szok, tym razem może bardziej egzystencjalny, może nawet filozoficzny czy też religijny. Ta niewielka książeczka ma ogromną moc, bo pisze o tym wszystkim w sposób prosty i zrozumiały ale nie uproszczony i płytki. Takie pisanie o najważniejszych pytaniach naszej egzystencji to dowód prawdziwego mistrzostwa pisarza. Historia dochodzenia indyjskiego księcia do prawdziwego oświecenia nie daje się streszczać. Trzeba ją po prostu poznać, przeżyć samemu. Nie wątpię, że po jej lekturze nie tylko można zmienić własne podejście do świata. Można także rozpocząć poszukiwania sensu życia na własną rękę. Ciekawym doświadczeniem mogą być lektury innych książek Hessego, w każdej problematyka dotyka najgłębszych pytań naszego życia.

3. Albert Camus, Dżuma – to nie jest moja ulubiona książka Camusa, bo jest nią akurat nie powieść, a zbiór esejów zatytułowany Człowiek zbuntowany,  ale w tym wypadku musi być w tym spisie właśnie powieść. Wiadomo, lektura szkolna, ale spotkanie z nią miało spore skutki. W tej odmianie francuskiego egzystencjalizmu można odnaleźć sens życia najłatwiej. Życie jest Absurdem, nieracjonalnym i niemożliwym do pojęcia systemem. Jedyne co możemy robić to próbować nadać własnemu życiu sens na własną rękę. Wydaje się proste, prawda? Ustalamy po prostu swoje zasady i się ich trzymamy. Problemy pojawiają się na styku naszej egzystencji z innymi albo w punkcie buntu przeciw większości. I wówczas te proste rzeczy stają się najtrudniejsze na świecie. Dopiero wtedy jednak zaczynamy być ludźmi.

Wiele pominąłem, niektórych z noblistów czy noblistek nie cenię, niektórych nawet i nie znam, część mnie zawiodła, a część po prostu znudziła. Z długiej listy na pewno warto poznać wiele nazwisk (na szybko mogę dodać G.B. Shawa, Pasternaka, Yeatsa, Brodskiego czy Grassa, polskie nazwiska też oczywiście można czy nawet wypada), ale zdaję sobie sprawę, że nagrodzone osoby nie zawsze na to zdają się zasługiwać. Tak to już jest, literatura to nie bieg na 100 metrów, gdzie zwycięzca jest łatwy do ustalenia. Niemniej jednak warto czasem popatrzeć na listę osób dotychczas nagrodzonych i postarać się zrozumieć powody tak wielkiego uznania w kapitule szwedzkiej nagrody. To akurat bardzo łatwe – wystarczy wziąć książkę do ręki i zacząć czytać.

Reklamy

Jens Lapidus, Szybki cash


Jak sięgamy po książkę z półki z kryminałami, a jej akcja dzieje się w Sztokholmie, jesteśmy przygotowani na 500 stron opisów psychologicznych rozterek postaci, odrobiny krytyki społecznej i sporej ilości mniej lub bardziej krwawych zwłok. Szybki cash już po kilkunastu stronach przekonuje, że mamy do czynienia z czymś zupełnie odmiennym od tego, do czego zdołali nas przyzwyczaić Mankell i Lackberg. Co wcale nie oznacza, że to zła książka.

Jens Lapidus, Szybki cash

Jens Lapidus, Szybki cash

Dla mnie osobiście powieść Lapidusa to przede wszystkim oddany tryumf globalnej wioski. Jej akcja mogłaby rozgrywać się w każdym większym mieście naszego globu. Wojny gangów, handel kokainą, imigranckie getta biedy to tematy, które pojawiają się zarówno w amerykańskich filmach gangsterskich jak i opowieściach o rosyjskiej czy japońskiej mafii. Szybkie pieniądze, brak możliwości kariery dla dzieci z rodzin imigranckich, wreszcie presja środowiska – wszystko to znamy nawet i z niektórych polskich powieści kryminalnych.

Lapidus pisze tak, jak spodziewają się tego jego odbiorcy, zachęceni słowem thriller na okładce. Zdania są krótkie, dosadne, wiele z nich zapożyczeń z angielszczyzny. W ogóle często miałem wrażenie, że czytam jakąś amerykańską powieść. Albo nawet oglądam amerykański film sensacyjny, bo wszystko jest dokładnie takie, jak w historiach opisanych w filmach typu „Gangster”. Nie twierdzę w tej chwili, że książka zła. Wręcz przeciwnie nawet – zamiast sennej prowincji czy spokojnych przedmieść, do jakich zostaliśmy przyzwyczajeni – dostajemy opis brutalnej rzeczywistości, w której toczy się nieustanna walka na śmierć i życie.

Intryga frapująca, język dobry, ciekawie ujęty temat, szybkie tempo. Dla wszystkich, którzy lubią te elementy literatury akcji, pozycja konieczna. Pozostałym też rekomenduję, bo warto zobaczyć inną twarz szwedzkiego kryminału.