skandynawski kryminał

Michael Katz Krefeld, Wykolejony


Starszy, na oko mniej więcej pięćdziesięcioletni mężczyzna, żyjący samotnie na starej łodzi, wyrzucony z policji za jakieś przewinienia, powoli zapijający swoją rozpacz po śmierci ukochanej kobiety. Znacie? No to posłuchajcie.

Michael Katz Krefeld, Wykolejony

Michael Katz Krefeld, Wykolejony

Wykolejony to historia losów trzech osób. Masza zostaje sprzedana za długi własnego chłopaka i próbuje wyrwać się z zaklętego kręgu prostytucji. Każda z tych prób kończy się niepowodzeniem, przez co życie Maszy staje się coraz większym piekłem. Thomas „Ravn” Ravnholdt jest przymusowo urlopowanym detektywem kopenhaskiej policji, załamanym po zabójstwie żony. Nie robi nic poza powolnym zapijaniem się na śmierć. Ostatnią osobą dramatu jest seryjny morderca, opętany stworzeniem idealnej ludzkiej mumii. Ich losy splotą się razem, a my doświadczymy kilku godzin godziwej rozrywki.

Krefeld nie odkrywa nowych terytoriów, nie igra z gatunkiem jak choćby nasz rodzimy poeta Marcin Świetlicki. Autor Wykolejonego pracuje zupełnie inaczej, on po prostu chce opowiedzieć dobrą historię. Jeśli miałbym w tym miejscu wskazać kogoś o podobnym stylu pisania spośród polskich twórców, to byłby to zapewne Marek Krajewski. I nie chodzi tu o to, że duński pisarz również tworzy literaturę kryminalną w stylu retro. Nie, wzajemne podobieństwo tych dwóch – odległych od siebie twórców – polega na czymś zgoła innym. To rzemieślnicy, poważnie podchodzący do swej pracy. Żaden z nich prochu nie wymyśli, ale na pewno postara się nie zawieść swoich czytelników.

Przyzwyczailiśmy się do tego, by w każdej skandynawskiej powieści szukać społecznych wątków, dostrzegać krytykę społeczną, piętnującą wszelkie wady pozornie sprawiedliwej i opiekuńczej socjaldemokratycznej wspólnoty, otwartej na innych i żyjącą we względnym dobrobycie. Michael Krefeld zajmuje się w Wykolejonym problemem prostytucji. Wynik jego starań jest jednakże cokolwiek rozczarowujący.

Duński pisarz postanowił pójść w stronę szokowania swych czytelników. Robi to w sposób dość banalny – epatuje dosadnymi opisami ciężkiego życia prostytutek. Jego bohaterka przechodzi całą drogę kariery typowej dziewczyny sprzedającej swoje ciało – od luksusowej call girl do bycia żywym materacem w najbardziej niebezpiecznym miejscu w Sztokholmie. W jej losie odnajdziemy jednak całą masę stereotypów, uprzedzeń i złośliwości, przedstawionych przez autora mocno schematycznie. Handlem kobietami zajmuje się oczywiście gang imigrantów z południa Europy. To Albańczycy, Serbowie, Chorwaci, żaden z rodzimych gangsterów nie występuje w ogóle na kartach powieści, a brutalnością największą odznacza się grupa byłych żołnierzy z czasów wojny w Jugosławii. Duńczyk nie zauważa również ciemnych stron własnej stolicy, cały brud kierując w stronę pobliskiego Sztokholmu. Nie sposób nie zauważyć, że to coś w rodzaju szpilki wtykanej przez złośliwego chłopca swoim sąsiadom z ławki obok w trakcie nudnej lekcji.

Rezultat końcowy tego szokującego przedstawienia problemu istnienia niewolnictwa seksualnego jakoś niezupełnie przekonuje. Jeśli ktoś chce poznać naprawdę przerażającą powieść kryminalną o losie sprowadzanych z postkomunistycznych krajów dziewczyn, powinien sięgnąć po powieść reporterskiego duetu Andreas Roslund – Börge Hellström zatytułowaną Dziewczyna, która chciała się zemścić. Nie należy przy tym sugerować się polskim tłumaczeniem oryginalnego Box 21, warto natomiast przyjrzeć się opisanym tam metodom i praktykom handlarzy kobiet. Najbardziej pomocny w tym celu jest rozdział ostatni, będący rodzajem odautorskiego posłowia, w którym znajdziemy autentyczne przykłady tego, jak działa seksualny biznes w stolicy Szwecji. Krefeld znajduje się bardzo daleko od uchwycenia istoty rzeczy.

Można w tej powieści dopatrywać się związków z twórczością Jo Nesbø. A to dzięki niewątpliwemu podobieństwu postaci detektywa Ravna do postaci Harry’ego Hole’a. Atutem Michaela Krefelda jest jednakże naprawdę dobre pisanie w znaczeniu językowym. Możemy zżymać się na pewne rozwiązania fabularne czy mało oryginalny sposób konstruowania postaci, ale na pewno nie sposób zarzucić autorowi Wykolejonego nieumiejętności wciągnięcia czytelnika w świat swoich bohaterów. Z ogromną łatwością pisarz odmalowuje rzeczywistość, a jego bohaterowie mówią jak żywi ludzie. Widać w tym wieloletnie doświadczenie w pisaniu scenariuszy, jakie pisze dla telewizji. Szybkość akcji, oszczędność opisu, budowanie napięcia za pomocą zaledwie kilku linijek to najlepiej widoczne cechy dystynktywne duńskiego pisarza. Lektura jego książki jest bez wątpienia przyjemnością i nietrudno zrozumieć przyczyny jego popularności.

Akcja, jak wspomniałem wyżej, toczy się szybko i sprawnie. Wszystkie zwolnienia jej tempa są dobrze umotywowane, służą przede wszystkim pogłębieniu naszej wiedzy o bohaterach, co dzieje się głównie za pomocą licznych retrospekcji i wspomnień. Jako że postaci są dość schematycznie zbudowane, ich koleje losu również nie będą dla nas zaskakujące, przez co książka traci jako całość. Niemniej jednak warto doczytać do końca, bo zakończenie jest w sumie zaskakujące, dalekie od przewidywalności akcji podczas całej powieści.

Wykolejony to książka po prostu dobra, nic więcej ale też i nic mniej. Nie widać w niej przebłysku geniuszu, raczej efekt ciężkiej rzemieślniczej pracy autora. Niemniej jednak jej lektura pozostawia w nas pewien niepokój, zasiany przez Krefelda nie dzięki szokującym opisom szwedzkiej rzeczywistości, ale raczej poprzez niedopowiedzenie historii detektywa Ravna. Mimo wszystko zżyłem się z nim i chętnie poznam dalsze losy tej powykrzywianej przez los postaci.

Tekst ukazał się na stronie Wywrota.pl

Reklamy

Lena Oskarsson, Czarne tango


Jakoś tak się dzieje, że – głównie za sprawą kilku powieści skandynawskiej literatury kryminalnej – bardzo wielu ludzi wierzy, że może odnieść podobny sukces, niczym największe sławy gatunku. Podobnie myślą wydawcy, więc książka kogoś z nordycko brzmiącym nazwiskiem wydaje się być świetnym interesem. Na tym wszystkim tracą zaś czytelnicy, dostający regularnie do rąk koszmary, które nigdy nie powinny przejść redakcyjnego sita w żadnym szanującym się wydawnictwie. Niestety, jak zauważył kiedyś Ian Rankin, fenomen skandynawskich kryminałów opiera się głównie na świetnym PR. Gorzej z samą literaturą, czego najlepszym przykładem jest Czarne tango Leny Oskarsson.

Lena Oskarsson, Czarne tango

Lena Oskarsson, Czarne tango

Książka przypomina bardzo mocno o tym, że do pisania powieści kryminalnych nie wystarczy mieć dobry pomysł. Potrzeba jeszcze posiadać rzemiosło, które pozwoli na to, by autorski zamysł się jakoś bronił, by czytelnika wciągnął. Nic z warsztatu pisarskiego tutaj nie ma, przy Oskarsson książki Camilli Lackberg jawią się jak arcydzieła kunsztu rzemieślniczego. Z dobrego pomysłu – intryga naprawdę ma duży potencjał – wyszedł wielowątkowy potwór, w którym na koniec wszystko zostało wytłumaczone czytelnikom raz jeszcze, jakby sama autorka chciała się przekonać, że nie pominęła żadnego wątku. A łatwo się zgubić, bo jest ich momentami tyle, że w gruncie rzeczy nie sposób dziwić się autorce, która straciła rozeznanie w tym, co napisała.

Do rzemiosła zalicza się też język i umiejętność odpowiedniego nim posługiwania. Nie czytałem oryginału, więc nie wiem, czy to nie przypadkiem „zasługa” tłumacza, ale raczej wątpię. Styl całej książki jest tak topornie drętwy, że chyba jednak należy do wyznaczników autorki. Jej „złote myśli”, mimochodem wtrącane niby-bonmoty, powodują jedynie ból zębów. Nie warto nawet zastanawiać się nad tym, dlaczego. Bo jak rozumieć stwierdzenia typu: „internet to jelito grube bez ujścia”?

Autorka wpisuje – czy też próbuje to czynić – w nurt pisarek, które starają się łączyć powieść obyczajową z kryminalną, jak choćby wspomniana wcześniej Lackberg. Problem w tym, że zupełnie jej to nie wychodzi i na pewno jest znakomitym przykładem osoby, której książki spokojnie można ominąć. Szerokim łukiem najlepiej. To powieść tego rodzaju, przy której nie mam wątpliwości, że „Czarna seria” powinna się raczej nazywać „Czarny koszmar”. Zdecydowany numer jeden wśród gniotów tego miesiąca.