Rafał A. Ziemkiewicz

Rafał A. Ziemkiewicz, Jakie piękne samobójstwo


Nieufnie podchodzę do wydawniczych notek okładkowych. Trudno się w sumie dziwić, bo niemal każda głosi, że trzymana w ręku książka jest arcydziełem, szczytem geniuszu autora i błyskotliwą pozycją, której po prostu wstyd nie znać. Nie winię przy tym wydawców, każdy orze jak morze. Biorę książkę i trzymam, czytam dopóki nie skończę, potem feruję wyroki. Jakie piękne samobójstwo po lekturze jawi się jako odgrzewany kotlet, na dodatek stanowczo zbyt długo przetrzymany w zamrażarce.

Rafał A. Ziemkiewicz, Jakie piękne samobójstwo

Rafał A. Ziemkiewicz, Jakie piękne samobójstwo

Rafał Ziemkiewicz pisze coraz więcej, ilość jednak zupełnie nie przechodzi w jakość. Wręcz odwrotnie – im więcej pisze, tym mniej odkrywczych myśli, mniej czegoś istotnego. Nie chodzi nawet o to, że się z Ziemkiewiczem nie zgadzam. Dotąd, czyli do chwili wydania książki Jakie piękne samobójstwo, nie zgadzałem się, ale przynajmniej pragnąłem poznać poglądy, zmierzyć się na tezy, skonfrontować. Lektura Ziemkiewicza była jakimś intelektualnym wyzwaniem, szukaniem antytez do postawionych przez pisarza tez, zapewniała coś więcej niż tylko parę godzin rozrywki. Już Myśli nowoczesnego endeka mnie zraziły, o czym zresztą pisałem, najnowsza książka w dorobku Ziemkiewicza potwierdza tylko smutny fakt końca tego autora. Trzymane w ręku dzieło znanego przecież publicysty nie jest nawet zjadaniem własnego ogona i pisaniem w kółko na jeden temat. Ziemkiewicz „odkrywa” prawdy dawno już opisane, przemielone, przetrawione nawet przez całe pokolenia Polaków, którzy czytają coś więcej niż tzw. „tygodniki opinii” i pomieszczone w nich cotygodniowe felietony.

Przyjrzymy się tezom Ziemkiewicza bliżej. Oto „niepokorny dziennikarz” obwieszcza nam prawdy nieznane, jakimi są kulisy wrześniowej klęski II RP. Jak sam uczciwie przyznaje, wyczytał te wstrząsające fakty w niezliczonych książkach, zarówno tych pochodzących z okresu krótkotrwałej niepodległości jak i te z czasów późniejszych. Owszem, nie każdy ma – zwłaszcza w dzisiejszych zabieganych czasach – tyle wolnego czasu, by samemu dotrzeć choćby do emigracyjnej prasy lub kilku mniej znanych książek. Trudno jednak uważać się za wykształconą choć trochę jednostkę bez świadomości faktu, że ostatnie lata istnienia II RP to była po prostu degrengolada warstw rządzących. Głosy takie pojawiały się już wówczas, w krytycznej wobec rządu prasie, pochodzącej tak z prawa jak i z lewa. Nie tylko – jak czasami zdaje się to sugerować Ziemkiewicz – krytykowali endecy, krytykowali także ludowcy i socjaliści, krytykowały politykę rządu mniejszości narodowe i komuniści. Podobnie było i później, w czasie wojny. Owszem, wśród wielu tekstów trudno nie zauważyć zwykłego politycznego wyrachowania, wynikającego z potrzeby bieżącej polityki, ale niemniej człowiek inteligentny potrafi sam wyciągnąć wnioski.

Właśnie – wnioski, analizy, obalanie mitów. To wszystko miało być w Jakim pięknym samobójstwie, ale jakoś trudno zauważyć choć jedną oryginalną myśl autora. Książka nie jest, jak chce Fabryka Słów, „błyskotliwą analizą”, jest zaledwie poprawną kompilacją faktów, z przedstawienia których nie wynika absolutnie nic. Po zakończonej lekturze mam tylko poczucie zmarnowanego czasu. Słusznie Ziemkiewicz wielokrotnie podkreśla, że nie jest historykiem. To widać wyraźnie właśnie w jego niemożności przeprowadzenia spójnego wywodu, który miałby siłę oddziaływania na czytelnika.

Jakie piękne samobójstwo to książka rozczarowująca. Nie ma w niej nic odkrywczego, nic świeżego, nic wywołującego choćby cień zainteresowania. Trudno polemizować z teoriami, których nie ma. Szkoda, bo liczyłem na znacznie więcej. Niestety, tym razem przeliczyłem się mocno. Dywagacje i gdybania, wytrzymujące jakoś tam dziennikarską cotygodniową „bieżączkę” można jeszcze jakoś znieść, ale od książki w twardych okładkach oczekuję czegoś więcej. Być może to naiwność, być może powinienem być realistą i nie spodziewać się błyskotliwych analiz. Jeśli to miała być lekcja udzielona mi jako czytelnikowi przez autora, to w tym zakresie Ziemkiewicz dopiął swego. Szkoda, że tylko tego.

Reklamy

Rafał A. Ziemkiewicz, Myśli nowoczesnego endeka


Rafała Ziemkiewicza przedstawiać pewnie nie trzeba. Po wspaniałych książkach fantastycznych zajął się publicystyką i pisaniem książek w stylu rozbudowanych felietonów na tematy polityczne, tworzy też powieści. Myśli nowoczesnego endeka miały być chyba rodzajem politycznego manifestu, efekt jednak rozczarowuje mocno. Zupełnie niezależnie od tego, czy się z poglądami autora zgadzamy czy nie.

Rafał A. Ziemkiewicz, Myśli nowoczesnego endeka

Rafał A. Ziemkiewicz, Myśli nowoczesnego endeka

Sięgałem po Myśli nowoczesnego endeka ze specyficznym podwójnym nastawieniem. Z jednej strony miałem w pamięci wszystko to, co Ziemkiewicz napisał do tej pory. Widoczny był spadek formy autora Polactwa, więc trochę się obawiałem. Z drugiej zaś strony chciałem wreszcie poczytać o tym, w co pisarz wierzy. Liczyłem na żarliwy manifest, a dostałem mało strawną papkę politycznego opisu rzeczywistości. Zamiast katechizmu – wycinki prasowe i mocno stępione już pióro, niegdyś słynące z ironii i sarkazmu.

Ziemkiewicz przez pięć szóstych książki (250 stron z 300) nie pisze właściwie nic o tym, jak to jest być nowoczesnym endekiem. Szeroko za to zajmuje się Jarosławem Kaczyńskim, Donaldem Tuskiem i – last but not least – Adamem Michnikiem. Dostaje się znowu warszawskiemu salonowi i elitom wszelkiej maści: politycznym, naukowym, celebryckim wreszcie. Niby z czymś można by się i nawet zgodzić, ale problem pojawia się zupełnie inny. Oto trzymana w ręku książka jest zbiorem tematów już poruszanych. Nie ma w niej nic nowego, nic przykuwającego uwagę i nic wartościowego z lektury nie wynika. Zauważa to kilkukrotnie sam autor, kajając się przed czytelnikami wzmiankami o tym, że „już o tym pisałem, ale może ktoś jeszcze nie zna, ktoś nie czytał wcześniejszych moich książek” i tak dalej w tym stylu, pogarszając tylko sprawę.

Wydaje mi się, że Myśli nowoczesnego endeka to ewidentna porażka Ziemkiewicza. Z bardzo ambitnego zamysłu odczarowania klątwy, jaką obarczona jest Narodowa Demokracja od wielu przecież lat, nie pozostało niemalże nic. Ostatnie kilkadziesiąt stron książki to zdecydowanie za mało, by wzbudzić w szerokiej publiczności (wyznawców przecież nie trzeba przekonywać) choćby cień zainteresowania sposobem myślenia i działania Romana Dmowskiego. Nie da się ukryć, że zadanie odkłamania pewnych spraw jest trudne, podobne syzyfowe boje toczą przecież także patriotycznie nastawieni socjaliści, którym komuniści ukradli słowo „socjalizm”. Mimo wszystko szkoda, że się Ziemkiewiczowi nie udało, bo mógłby tym wywołać jakąś głębszą debatę czy refleksję. Niestety, ta książka na to nie zasługuje.

Myśli nowoczesnego endeka mogę polecić tym, którzy Ziemkiewicza znają słabo. Ci podobni do mnie, czytający go kilkanaście już lat, rozczarują się srodze. Pisarski recykling nigdy nie jest dobrym rozwiązaniem, nie pasuje zaś najbardziej w chwili, gdy chcemy coś ważnego powiedzieć. Dobre chęci jednak nie wystarczą, czego najlepszym przykładem jest ta o to książka.