powieść rosyjska

Boris Akunin „Nefrytowy różaniec”


Najnowsza książka niezwykle popularnego i w naszym kraju twórcy kryminałów.

Czy jest jakiś miłośnik literatury kryminalnej nieznający przygód Erasta Fandorina, genialnego rosyjskiego detektywa? Śmiem wątpić, sądząc chociażby po stanie „zaczytania” całej serii w mojej bibliotece publicznej. Trudno jednak dziwić się tej popularności, bo powieści z Fandorinem to naprawdę wyjątkowe połączenie literatury z sensacją, nazywaną przez krytyków „literaturą środka”, cokolwiek miałoby to oznaczać. Osobiście jestem wielkim fanem prozy Akunina, przeczytałem całą serię jednym tchem.

„Nefrytowy różaniec” to spory, liczący aż 650 stron, zbiór opowieści o przygodach Fandorina przez całą jego karierę. Znalazły się tu historie rozgrywane w wielu różnych stronach całego globu – od Jokohamy poprzez Moskwę i Dziki Zachód aż po syberyjskie pustkowie. Autor zadedykował cały zbiór wielkim mistrzom gatunku, począwszy od Conan Doyle’a, poprzez Agathę Christie i Georga Simeona aż po Roberta van Gulika, holenderskiego twórcę przygód sędziego Di. Wiele z przedstawionych w tym zbiorze opowiadań, jeśli nie wszystkie, są niejako wyrazami hołdu dla klasycznych już historii, wykorzystując sam szkielet opowieści Akunin tworzy własne rozwinięcia, tworząc bardzo dobre zagadki w świetnie zarysowanych sceneriach. Mnóstwo zabawy dostarcza w ten sposób swoim czytelnikom, bo oprócz podstawowego pytania „kto zabił” nurtuje odbiorcę oryginalne pochodzenie pomysłu. Naprawdę świetne posunięcie, taki literacki hołd złożony mistrzom.

Reklamy

Andriej Bielanin „Moja żona wiedźma”


Kolejna pozycja pochodząca zza wschodniej granicy wydana przez lubelską Fabrykę Słów. Jako namiętny, wręcz maniakalny, miłośnik rosyjskiej literatury fantastycznej, widząc jedynie nazwisko autora nie byłem w stanie oprzeć się pokusie jak najszybszej lektury dość pokaźnego tomu.

Andriej Bielanin to uznany twórca w swoim kraju, u nas dopiero zaczynają wychodzić jego książki. Mi kojarzy się jego sposób pisania z nieodżałowanym Kiryłem Bułyczowem, legendarnym już pisarzem, który wzniósł na wyżyny nurt fantastyki humorystycznej. Zresztą, ten nurt jest niezwykle popularny na całym śwecie, wystarczy wspomnieć znanego i popularnego u nas Prachetta.  Ale wracając do powieści Bielanina muszę stwierdzić, że każdy szukający naprawde dobrej i niebanalnej fantastyki,  na dodatek pełnej humoru, nie zawiedzie się.

„Moja żona wiedźma” to historia poety Sergieja, który tuż po ślubie odkrywa, że wybranka jego życia jest wiedźmą. Przyjmuje to spokojnie, jest przecież artystą, widzi nawet i pozytywne strony tego faktu. Okazuje się jednak, że Natasza wpada w kłopoty, które mogą sprawić koniec jej małżeństwa. Na dodatek zanim zdąży opowiedzieć mężowi całą historię, znika.

Oszołomiony bohater przekonuje się, że nie jest w stanie żyć bez swej ukochanej i postanawia jej szukać za wszelką cenę. W swej kuchni poznaje dwóch osobników, będących jego duszą – jeden to anioł Ancyfer, a drugi, diabeł dla równowagi, nosi wdzięczne imię Farmazon (wszelkie skojarzenia jak najbardziej uprawnione – przecież to za pomocą wykrętnych i nie zawsze uczciwych namów). Cała trójka rozpoczyna swą fantastyczną podróż przez światy równoległe, bardzo niekiedy bliskie naszemu.

Dla opisu fantastycznych podróży bohaterów autor czerpie pełnymi garściami z baśni, legend i mitów wielu krajów. I tak spotkamy tu carewicza Iwana, Odyna i Freję, mówiące szczurony i niedźwiedzie. Pozostawię wam radość samodzielnego odkrywania wszystkich związków z innymi magicznymi opowieściami, których wiele wypełnia karty tej książki. Wszystko zaś w ogromnym tempie i ze sporą dawką humoru, na poziomie mogącym byc dla wielu innych autorów przykładem. Po lekturze powieści rozumiem fenomen popularności autora w jego ojczystym kraju. I z ogromna niecierpliwością oczekuję kolejnych książek.