polskie książki

Dariusz Loranty, Spowiedź psa


Jak już wkroczyłem na ścieżkę opowieści policyjnych z życia wziętych, to postanowiłem zrobić kilka innych kroków. I znowu dostałem to samo danie, jedynie nieco przyprawione religijnością i otwartą krytyką „układu pookrągłostołowego”. Niewiele w porównaniu do tego, co zapowiadała szumna okładka, głosząca w podtytule „Brutalna prawda o polskiej policji”. Ani to prawda zbyt szczera ani tym bardziej brutalna. (więcej…)

Reklamy

Wojciech Chmielarz, Podpalacz


Polski kryminał ostatnio raczej retro stoi, mimo książek Czubaja, Hagena czy Miłoszewskiego. Podążanie za modą i próba zaspokojenia czytelniczych gustów mają pewnie podłoże biznesowe. Ciekawiej jest wtedy, gdy ktoś próbuje znaleźć jakąś swoją niszę.  Wojciech Chmielarz postanowił napisać powieść policyjną, co już jest świadectwem sporej odwagi, bo – nie bójmy się tego powiedzieć – temat jest zarówno mocno zużyty jak i pełen tragicznych książek, których nie warto nawet wspominać. Efekt tego zmagania naprawdę zaskakuje, w pozytywnym sensie tego słowa. Jest dobrze, bo mimo pewnych zastrzeżeń, Podpalacz  jest tym, czego oczekujemy, biorąc do ręki książkę z półki z kryminałami.

Wojciech Chmielarz, Podpalacz

Wojciech Chmielarz, Podpalacz

W Warszawie ktoś podpala domy. Pożary są coraz większe, w końcu pojawiają się ofiary śmiertelne. Komisarz Jakub Mortka musi jak najszybciej znaleźć sprawcę. Naciskają na niego szefowie, współpracownicy, a nawet jeden z gangsterskich bossów. Policjant ma do tego całą furę osobistych problemów, niektóre z nich zaczną się splatać z prowadzonym śledztwem. Nie będzie łatwo, ale taki już los policjanta – najpierw praca, potem praca, a na końcu dopiero życie osobiste.

Komisarz Jakub Mortka to figura znana z kart powieści policyjnych. Rozwodnik, jak każdy rasowy detektyw, bo praca okazuje się najważniejsza. Obrazy zwłok nie pozwalają mu spać, więc często sięga po alkohol, by po prostu przespać noc. Popełnia błędy, ale umie się przyznać do porażki. Zwykły facet, a jednocześnie twardy i nieustępliwy glina. I tak dalej i tak dalej, ciągnąć można to długo. Na szczęście dla nas, Chmielarz nie epatuje jednak tragediami życia osobistego Mortki za dużo, akurat tyle, byśmy go polubili.

O wiele ciekawsza jest intryga. Ewoluuje dość niespiesznie, by powoli, ale jednostajnie przyśpieszać, naprawdę zaskakując na samym końcu. Jest w tym, co przeżywamy razem z policjantami, spora dawka dobrej literatury, o którą tak ciężko wśród książek z tego gatunku. Chmielarzowi udaje się pisać bez zadęcia, bez wymuszania „twardości” bohaterów ilością rzucanych bluzgów, co w samo w sobie jest wielką wartością. Dowodzi, że pisarz nie idzie na łatwiznę i chce napisać dobrą książkę po prostu.

Wspomniałem o zastrzeżeniach pewnych – w gruncie rzeczy nie jest ich dużo, ale jednak da się pokazać kilka obszarów, w których mogłoby być lepiej. Postaci drugiego planu często pozostawiają pewien niedosyt, coś jakby dwuwymiarowość jedynie. Są postaciami z obrazów, przedstawicielami typów ludzkich,  nie ludźmi samymi. Być może w następnych książkach – pisarz zapowiedział cały cykl – będzie z tym elementem pisarskiego rzemiosła lepiej.

Podpalacz to kryminał, który ustanawia nową postać w panteonie najlepszych polskich detektywów. Jakub Mortka nie powinien mieć żadnych kompleksów, jest naprawdę dobrym gliną. Przyglądanie się jego pracy jest po prostu przyjemnością. W gruncie rzeczy szkoda, że tak szybko kończy się książka. Dobrze, że jest już część druga.

Marian Pilot, Pióropusz


 Podróż do wnętrza pisarza

Pióropusz książką niezmiernie ważną jest, jak głoszą wielkie autorytety naszego życia literackiego. Zgodzić się czy się nie zgodzić z tą obiegową opinią, oto jest kwestia zasadnicza. Nie raz już bywało tak, że opinie krytyków i znawców zupełnie nie pokrywały się z tym, co w książce odnaleźli czytelnicy. Co można zatem znaleźć w książce Mariana Pilota?

pobrane (1)To książka mówiąca przede wszystkim o dorastaniu. Dorastaniu w trudnych warunkach powojennych, na wielkopolskiej wsi, która znalazła się po raz kolejny w granicach polskiego państwa. Wynikające z tego faktu skutki dotykają wszystkich, tak narratora i jego rodzinę, jak i resztę jego otoczenia. Sprawiają, że świat konstruuje się na nowo, nie tylko w sferze osobistej, ale także szerszej, powszechnej, dotykającą swą istotą każdego. Pióropusz jest próbą uchwycenia tego wszystkiego. To detaliczny, nierzadko brutalny zapis wydarzeń kilku lat życia bohatera-narratora, opowiedziany przy tym językiem trudnym i dość specyficznym. Niełatwa w odbiorze opowieść w miarę swojego rozwoju stanie się jednak coraz bardziej klarowna, by przywieść czytelnika do końcowej konkluzji, z jaką książka pozostawia jeszcze długo. Wszystkie bowiem elementy są konieczne dla zrozumienia jej istoty.

Świat widziany z perspektywy chłopca, pochodzącego z rodziny egzystującej niejako na marginesie wiejskiego życia, nie jest miejscem przyjaznym. Każdy dzień jest właściwie walką. Szkoła i sąsiedzi próbują wtłoczyć bohatera w koleiny normalności, tak jak ona jest postrzegana. Zmiany, zachodzące dookoła nie pomagają w tym procesie, bo szybko okazuje się, że sami dorośli nie są w stanie za nimi nadążyć, a jedność dotychczas znanego świata, doskonałego w swej osobności, rozbijana jest przez skutki wojny, czyli nową, ludową władzę i pojawienie się zabużańskich repatriantów, o zupełnie innym stylu życia. Odnalezienie się w tym wszystkim kilkunastoletniego chłopca nie jest łatwe, a droga do zrozumienia i świata i samego siebie długa i pełna cierpienia.

To także opowieść o dojrzewaniu do życiowego powołania, jakim jest pisarstwo. Z przymusu, wynikającego z obowiązku szkolnego i trudnej sytuacji życiowej, młody chłopak dostrzega pewne zmiany, które się w nim samym dokonały na tyle, że właściwie już dojrzał. Jest w stanie pisać, choć nie jest to ani łatwe ani przyjemne. Godziny spędzane nad zapisywaniem kolejnych kartek papieru jawią się jako niekończąca się tortura, z której nigdy po prostu nie ma wyzwolenia. Dopiero upływ czasu sprawi, że będzie mógł przewartościować swój sposób myślenia. Ten moment inicjacji wreszcie nadchodzi. Świetnie opisana scena założenia okularów przypomina o tym, że dopiero wówczas, gdy zrozumiemy rzeczywistość, będziemy w stanie ją opisać. Zrozumienie to nie jest procesem łatwym i przyjemnym, składa się bowiem z wielu ciężkich i wyczerpujących prób, z wielu uczuć zniechęcenia i rozczarowania, których koniec zwieńczony sukcesem jawi się jako cel osiągalny.

Wreszcie jest to powieść o języku. Wiąże się z pisarstwem, bo przecież pisarstwo jest pracą wykorzystującą język jako tworzywo, które formowane w odpowiedni sposób odda to, co twórca chce przekazać swoim odbiorcom. Język jest żywy, to dość banalne stwierdzenie, ale tym prawdziwsze w chwili, gdy chcemy je przełożyć na martwe znaki liter, zaczerniające papier. Jeśli zatem opowieść ma być przekonująca i działająca na czytelnika, musi być stworzona z odpowiednich słów. Zbyt często zapominamy o tym, zwłaszcza w odniesieniu do prozy. A przecież cała literatura wzięła się z opowiadanych historii, z żywego języka właśnie. Marian Pilot przywraca tę świadomość, ani na chwilę nie pozwalając zapomnieć o tym, czym pisarstwo jest w swojej istocie. Jak sam to określa, pisarz jest „złodziejem”, kradnącym innym ich język. Ze starannej obserwacji rzeczywistości i przebiegu procesu własnego pisarskiego dojrzewania wysnuwa wniosek, że bez owego „podkradania” słów, zwrotów, sposobu mówienia innych ludzi, pisarz nie może tworzyć. Oczywiście, nie jest to w żaden sposób umniejszanie roli twórcy, raczej konstatacja pewnej prawdy, obowiązującej właściwie z taką samą siłą jak prawa natury.

Dotąd mówiliśmy o sprawach osobistych, jednostkowych. Nie należy jednak sądzić, że jedynie do nich ogranicza się Pilot. Jego książka bowiem jest jednocześnie czymś więcej. To niezwykle udany zapis pewnego okresu życia ściśle określonej społeczności, ograniczonej terytorialnie i chronologicznie do pewnych ram, które nadają konkretny kształt całości. Rozpatrywany pod tym kątem Pióropusz stanowi bardzo wyraźne zapis dotyczący regionalnej, małej ojczyzny, która na zawsze już pozostawia ślad we wszystkich poczynaniach dorosłego już bohatera. Być może to dziedzictwo trudne i z całą pewnością obciążające, ale niemniej wciąż istotne. Co więcej, zerwanie z nim oznaczałoby katastrofę, jaką byłoby odrzucenie swojej osoby jako pisarza. Pilot wybrał jednak swój zawód i, związany z nim na dobre i na złe, nie zamierza wycofywać się z obranej niegdyś ścieżki. Dla nas, czytelników, to pocieszająca wiadomość. Oznacza bowiem, że jeszcze nie raz będziemy mogli stanąć przed możliwością poznania rzeczywistości na co dzień ukrytej przed naszymi oczyma.

Kobiecy kryminał


Joanna Jodełka, Grzechotka

W nowej polskiej literaturze kryminalnej pojawia się coraz więcej książek pisanych przez kobiety. Nie mamy jeszcze gwiazd na skalę Agathy Christie czy Aleksandry Marininy, ale jest kilka nazwisk, które warto zapamiętać. Obok książek Gai Grzegorzewskiej na pewno wypada poznać także te sygnowane przez Joannę Jodełkę. Grzechotka to jej druga powieść.

Grzechotka_Joanna-Jodelka,images_big,19,978-83-7414-901-3Edyta Skomorowska budzi się z koszmarnego snu. Śniło się jej, że ktoś wykradł jej dziecko, dokonując porodu, którego zupełnie nie pamięta. Chwilę potem konstatuje, że to wcale nie był sen. Co więcej, policja podejrzewa ją o dzieciobójstwo, wszak znane są takie przypadki działania w szoku okołoporodowym. Wezwana w celu konsultacji psycholog Weronika Król również podziela to zdanie. Kłopot ma jedynie z ustaleniem, czy podejrzana była w pełni poczytalna. Kiedy jednak poznaje Edytę i kilka faktów z jej przeszłości, zaczyna prowadzić swoje własne śledztwo.

Grzechotka to bardzo kobieca powieść. I to nie tylko ze względu na temat przestępstwa dzieciobójstwa, zabiegów aborcji dokonywanych w podziemiu, miłości do własnego dziecka i bólu po jego stracie. Również na pewno nie z powodu opisów rozterek egzystencjalnych doświadczanych przez singielki w średnim wieku albo scenom brutalnej przemocy wobec kobiet, zmuszanych do prostytucji i aborcji przez swoich „opiekunów”. Zaryzykuję nawet tezę, że sam temat mógłby być zupełnie inny, a nadal książka byłaby zdecydowanie żeńską odmianą prozy. Dzieje się tak ze względu na osobisty ton narracji. Wszechwiedzący narrator – a ściślej rzecz biorąc narratorka – opisuje świat w sposób właściwy głównie kobietom. Detal ubrania, wyczuwanie nastroju chwili, refleksje nad ludzkim zachowaniem to elementy, które tworzą spójną całość, którą czyta się po prostu świetnie. Dodajmy do tego mocno ironiczny i momentami czarny wręcz humor, a uzyskany obraz będzie i tak namiastką tego, co na kartach książki Jodełki przeczytać można. Być może dla niektórych wejście w ten świat będzie czymś trudnym na początku, gwarantuję jednak, że o wiele trudniej będzie się z nim rozstać po skończonej lekturze. Zwyczajnie nie chce się opuszczać Weroniki Król, psychologa z osobistymi problemami.

Książka niewątpliwie niełatwa, ale w moim odczuciu owa trudność jedynie wzmaga przyjemność płynącą z jej lektury. Wszyscy ci, którzy w kryminale szukają opisu rzeczywistości w krytycznym zwierciadle, na pewno się nie zawiodą. Bo głównym przesłaniem tej powieści jest to, że tego typu historie dzieją się cały czas. Tuż obok nas.

 

Stefan Darda „Dom na Wyrębach”


Na naszym rynku powieści grozy i horrory autorstwa rodzimych twórców dopiero zaczynają pojawiać się w większej ilości. Z niewielu tytułów już dostępnych książek jedynie niewielka część zasługuje na uwagę. Taką powieścią, której przegapić po prostu nie można, jest prozatorski debiut Stefana Dyrdy „Dom na Wyrębach”.

Autor opowiada historię Marka Leśniewskiego, doktora prawa, który po rozwodzie postanawia kupić dom na odludziu, z jednym tylko sąsiadem, chcąc oderwać się od wielkomiejskiego życia i przybliżyć do natury. Szuka nowego miejsca do życia, próbując rozpocząć życie na nowo. Jednak mimo poczucia wolności, sielankę zakłóca dość niemiły sąsiad. W miarę upływu czasu dwaj samotnie żyjący mężczyźni przełamują lody. Na horyzoncie pojawiają się jednak inne kłopoty.

To naprawdę świetna książka, mimo pozornie nieskomplikowanej fabuły. Można tu oczywiście odnaleźć literackie nawiązania do prozy mistrza gatunku, Stephena Kinga, ale w tym wypadku nie jest to zarzut. Dyrda umiejętnie rozkłada akcenty, miesza momenty prawdziwej grozy z opisem zwykłego życia, które potrafi nie tylko świetnie obserwować, ale także przelać swe myśli na papier. W moim odczuciu ta umiejętność stanowi największą wartość tej książki. Język powieści ma oddziaływanie tak silne, iż na pewno nie pozostawi żadnego czytelnika obojętnym. Pozornie, ale tylko pozornie, zwyczajna historia zamienia się w trzymającą w napięciu opowieść, od której nie sposób się oderwać. Wszystko to opisane potocznym językiem, dzięki czemu zachowany jest realizm opisywanych zdarzeń. A jednocześnie język potrafi emanować grozą naprawdę silnie. Takie pisarstwo znamionuje naprawdę wielki talent. I sprawia, że niecierpliwie oczekuję kolejnych książek tego autora.

Artur Górski „Al Capone w Berlinie”


Druga część przygód pary pary komisarzy Polskiej Policji Państwowej w międzywojennej Warszawie. Tym razem komisarz Wars i podkomisarz Sawicka przypadkowo trafiają na ślad handlarzy żywym towarem. Akcja znowu toczy się wartko, dialogi nadal skrzą się od dowcipnych i ciętych ripost, a dodatkowo dostajemy i opis niemieckiej stolicy, do której udaje się komisarz Wars, a jako specjalny dodatek, reklamowany na czwartej stronie okładki, książka zawiera przedruki oryginalnych reklam prasowych epoki, co faktycznie „czyni lekturę jeszcze przyjemniejszą”.Artur Górski "Al Capone w Berlinie"

Faktem jest, że znów pojawiają się drobne nieścisłości historycznych realiów, ale nie rażą one zbytnio w trakcie lektury. Dla miłośników akcji książka ta, podobnie zresztą jak i pierwsza część tomu, może wydać się mało atrakcyjna, a to z uwagi na brak strzelanin i pościgów. Zamysł twórcy, jeżeli mogę cokolwiek uznać za pewnik, wydaje się podążać bardziej w stronę odmalowania atmosfery miasta stołecznego Anno Domini 1938 niż budowania akcji rodem z thrillerów. I muszę przyznać, że temu zadaniu Górski podołał w stopniu zadowalającym nawet najbardziej wytrawnych koneserów kryminałów w stylu retro. Umiejętne budowanie zachowania postaci, w połączeniu z ich wewnętrznym monologiem nie tylko ożywia bohaterów, ale nadaje im cechy autentyzmu, co przecież nie każdemu autorowi wychodzi. Dla miłośników gatunku konieczność, a i osoby nie przepadające za kryminalnymi historiami mogą przeżyć naprawdę miły wieczór w towarzystwie pary policjantów. I dopiero po zamknięciu ostatniej strony odkryć największą wadę powieści – jej niewielki rozmiar.