polska proza

Krzysztof Koziołek, Trzy dni Sokoła


Powieść kryminalna bierze swoje początki z powieści awanturniczych, publikowanych w odcinkach. Jeszcze w latach 60. i 70. ubiegłego wieku swoje utwory dostarczały do gazet ówczesne tuzy tego gatunku, z Zygmuntem Zaydler – Zborowskim na czele. Krzysztof Koziołek przypomina tamte czasy metodą publikacji właśnie. Trzy opowiadania wchodzące w skład tomu Trzy dni Sokoła pierwotnie pojawiały się w pewnej gazecie. Bez obaw, ich pochodzenie nie oznacza jednak, że są słabe. Mnie osobiście autor przekonał.

pobrane (2)Książka to, jak już wspomniałem, zbiór trzech opowiadań. Pierwsze z nich, Trup w winnicy, rozgrywa się w Zielonej Górze. Pewnego dnia o poranku ktoś odkrywa zwłoki wiceprezydenta miasta z kiścią winogron w ustach. Obok ciała leży list z żądaniem okupu i groźbą zakłócenia przebiegu zbliżającego się Światowego Kongresu Winorośli i Wina, który za parę dni odbędzie się w Zielonej Górze. Dziennikarz Andrzej Sokół na spółkę z policją spróbuje wyjaśnić sprawę.

Drugim z opowiadań jest Ostateczna rozgrywka. Przypadek sprawia, że Sokół znajduje się w posiadaniu pamiętnika Franciszki Maciejków, Polki rozstrzelanej w Nowej Soli przez Rosjan tuż po opanowaniu miasta. Podobno kolaborowała z Niemcami. Z lektury pamiętnika wynika jednak, że pracowała na rzecz polskiego wywiadu. Co więcej, teraz budynkami po fabryce nici, związanej z historią kobiety, interesuje się pewien zamożny przedsiębiorca, który nie cofnie się przed łamaniem prawa w drodze do celu. O co tak naprawdę toczy się gra? Dziennikarski nos Sokoła na pewno znajdzie logiczne wytłumaczenie.

Ostatnim z opowiadań jest Zemsta absolutna. Tym razem akcja przenosi się do Wrocławia, do którego wyjeżdża Sokół. Już pierwszego wieczora wypadki potoczą się szybko i nasz bohater nie tylko będzie świadkiem czyjejś śmierci, ale zostanie oskarżony o zabójstwo. Niebawem pojawi się więcej trupów, a wszystkie będą powiązane z dziennikarzem. Ktoś bardzo mocno usiłuje go wrobić. Motywem działania tajemniczego sprawcy jest zemsta. Czy Andrzej Sokół zdoła przekonać policję, że padł ofiarą perfidnej gry?

Andrzej Sokół to nie detektyw czy policjant, to po prostu dziennikarz. Nie przeszkadza mu to jednak w robocie czysto detektywistycznej. Czyni to naprawdę świetnie, działając w stylu chandlerowskich postaci czarnego kryminału. Działa w mniejszych i większych miastach południowo-zachodniej Polski – Zielona Góra, Nowa Sól, Wrocław – co jedynie uwiarygadnia go w oczach czytelnika i sprawia, że naprawdę można poczuć te historie. Obie wymienione przeze mnie cechy śledztw Sokoła są zresztą najjaśniejszymi punktami całości.

Koziołek nie udaje i to mi się podoba. Nie pretenduje do miana odkrywcy, korzysta z historii gatunku w sposób najbardziej dosłowny. Krótkie zdania, szybka akcja, opisy ograniczone do minimum to żelazna podstawa, na której buduje swoje historie. A te są dość ciekawe, poprawnie skonstruowane i trzymające w napięciu. To chyba wszystko, czego oczekuje odbiorca sięgający po tego typu książkę. Jasne, że wprawne oko wychwyci drobne nieścisłości, pewne klisze fabularne czy po prostu potknięcia Koziołka. Być może zabrzmi to paradoksalnie, ale dzięki temu jego pisarstwo jest jeszcze bardziej wiarygodne. Jego opowieść jest bowiem naturalna, z wszelkimi tego konsekwencjami. Mało tego w naszej zbrodniczej literaturze.

Trzy dni Sokoła przeczytać na pewno nie zaszkodzi. Ciekawe przygody dziennikarza są wciągające. Ja już szukam kolejnych książek tego autora. O którym chyba ciągle za mało słychać.

Reklamy

Nadia Szagdaj, Kroniki Klary Schulz. Sprawa pechowca


Chcesz pisać kryminał osadzony w Breslau? Musisz mieć wielką odwagę, bo przecież po książkach Marka Krajewskiego wszyscy rzucą się do porównań. W walce z ogniem komentarzy może uratować cię tylko dobry pomysł. Nadia Szagdaj pokazuje, że można przyjąć wyzwanie. I wyjść z niego obronną ręką. Jej powieść Kroniki Klary Schulz. Sprawa pechowca  nie poraża czytelnika zbyt mocno, ale nie przynosi autorce ujmy.

Kroniki Klary Schulz. Sprawa pechowcaWszystko zaczyna się podczas przedstawienia w operze. Ginie jeden ze śpiewaków, a będąca na przedstawieniu Klara zauważa, że to na pewno nie był wypadek. Nikt, a zwłaszcza policja, nie chce jej słuchać. Nawet mimo tego, że jest córką emerytowanego policjanta, w przeszłości próbującą dostać się do policji. A może właśnie dlatego nikt nie bierze jej poważnie. Nasza bohaterka dostaje jednak swoją szansę – prywatne śledztwo zleca jej operowy sufler, dla którego tragicznie zmarły był partnerem. Gdy zleceniodawca ginie zaledwie dwa dni później, Klara nie ma wątpliwości, że obie śmierci nie były przypadkowe. Zaczyna wyścig z czasem, a liczba ofiar dookoła niej rośnie. To, co odkryje będzie naprawdę przerażające.

Wspomniałem o pomyśle autorki i kwestia ta wymaga uzupełnienia. Książka nie jest w stanie zaskoczyć odbiorcy w warstwie fabularnej – kolejne etapy śledztwa są mniej lub bardziej przewidywalne, a niektóre nawet bardziej oczywiste dla czytelnika niż bohaterki. Nie trzeba być znawcą gatunku, by bez trudu rozpoznać rozwiązania fabularne i klisze, jakimi posługuje się Szagdaj. Opisy miasta Breslau AD 1910 również nie stanowią o jakieś wielkiej sile tej powieści. Są to raczej szkice, tworzące co prawda tło dla rozgrywanych wydarzeń, ale raczej nie są w stanie wykreować jakiegoś klimatu. Stylistycznie jest momentami naprawdę nieporadnie, zwłaszcza w początkowych rozdziałach. Zupełnie nietrafione są fragmenty dziennika Klary pisanego z jakąś manierą egzaltowanej gimnazjalistki, na dodatek opisujące po raz wtóry to, o czym właśnie przeczytaliśmy. Lista zarzutów w sumie dość długa, a jednak książkę czyta się dość dobrze.

Przyczyną jest z całą pewnością osoba Klary Schulz. Można oczywiście dywagować nad tym, na ile postać kobiety detektyw przed I wojną światową ma rację bytu, ale nie można odmówić autorce próby ukazania rodzącej się emancypacji, nawet jeśli owa emancypacja jest połowiczna i trąci momentami naiwnością. Klara wzbudza podziw swoją nieustępliwością, nawet jej nieporadności w śledztwie jesteśmy w stanie wybaczyć dość szybko. Dzieje się tak za sprawą dość wiarygodnej narracji, w której poważne problemy mieszają się z kłopotami w rodzaju doboru sukni czy konieczności zmiany diety w obawie przed utyciem. Główna bohaterka jest wiarygodna, co sprawia, że budzi naszą sympatię i w gruncie rzeczy staje się osobą bliską, której kibicujemy do ostatniej strony.

Tytuł książki sugeruje, że możemy spodziewać się kolejnych śledztw toczonych przez Klarę Schulz. Osobiście jestem ciekaw. Pierwsza część ma w sobie jakiś potencjał, byłoby miło zobaczyć jego dobre rozwinięcie.