Nadia Szagdaj

Nadia Szagdaj, Kroniki Klary Schulz. Zniknięcie Sary


Kolejna porcja detektywistycznych przygód Klary Schulz w Breslau sprzed wieku była przeze mnie wyczekiwana, bo część pierwsza przypadła mi do gustu. Niestety, Zniknięcie Sary nie sprawiło, że czekam z jakimś szczególnym utęsknieniem na część kolejną.

Nadia Szagdaj, Kroniki Klary Schulz. Zniknięcie Sary

Nadia Szagdaj, Kroniki Klary Schulz. Zniknięcie Sary

Książkę reklamowano tak, że można było odnieść wrażenie, iż akcja w całości rozgrywa się w Danzig. Jak to często bywa, skrótowe zapowiedzi wydawcy mają się nijak do tego, co znajduje się pomiędzy okładkami. Sam zaś wyjazd zupełnie nie pasuje do tego, co robi nasza bohaterka przez większą część powieści. Robi oczywiście sporo zamieszania, do czego nas już przyzwyczaiła, dzieje się to jednak zupełnie inaczej niż to sobie wyobrażaliśmy.

Właśnie Klara jest dla mnie największym rozczarowaniem. Z wojowniczej feministki, próbującej za wszelką cenę udowodnić światu swoją wartość jako przenikliwy umysł detektywistyczny, nie pozostało nic. Mała i – nie bójmy się tego powiedzieć: nieco próżna – trzpiotka również niemalże zniknęła. Nie kupuje już sukien w słynnych domach handlowych, nie upija koniakiem w chwilach, kiedy jej jest źle. Szagdaj daje w powieści dość racjonalne wytłumaczenie tej zmiany, bo zawiązuje akcję w oparciu o próżność swojej bohaterki, ale jednak czegoś żal. Chyba tego, o czym myślimy często wszyscy – utraconej młodości.

Żal też niewykorzystania potencjału, jaki kryje w sobie przyjęta przez pisarkę stylizacja retro, czyli stworzenia dobrego opisu miejsc odwiedzanych i obserwowanych przez bohaterów powieści. Breslau w Zniknięciu Sary – podobnie zresztą jak Danzig – jest zaledwie zarysowane, jakby autorce wystarczył szkic, na którym rysuje ludzkie charaktery. Jej Sprawa pechowca nie była może pod tym względem idealna, ale jednak znacznie lepiej oddawała atmosferę miasta z początku XX wieku.

Fabuła jest skomplikowana, co się chwali. Znów mamy do czynienia z wieloma różnorodnymi wątkami w sprawie – psychiatria, numerologia, spirytyzm nawet. W tym wszystkim jednak dość łatwo się zorientować, a wyćwiczony w rozwiązywaniu literackich zagadek kryminalnych umysł nie będzie miał żadnego trudu w rozpoznaniu osoby mordercy na kilkadziesiąt stron przed finałem.

Na pewno Zniknięcie Sary jest dojrzalsze. Autorka dorosła nie tylko w kreowaniu postaci głównej bohaterki i sposobie prowadzenia fabuły, zmienił się także język, jakim pisze. Nie ma tu już naiwnych dzienników pensjonarki, mniej też zdań o dziwacznej konstrukcji. Czyta się po prostu lepiej.

Zniknięcie Sary to książka przeciętna, której nie ratują reprodukcje pocztówek z epoki. Ciekawy pomysł i w miarę poprawne wykonanie to nieco za mało, by uznać powieść za wybitną. Niemniej jednak mocne trzy plus w pięciopunktowej skali to i tak osiągnięcie, zwłaszcza jeśli porównać pisarstwo Szagdaj do wielu innych, zupełnie bezpłciowych powiastek  z nadmiernie chyba eksploatowanego gatunku, jakich w naszym kraju pojawia się corocznie kilkanaście. Zatem znać warto, zwłaszcza w gronie wielbicieli tego rodzaju zagadek kryminalnych.

Reklamy

Nadia Szagdaj, Kroniki Klary Schulz. Sprawa pechowca


Chcesz pisać kryminał osadzony w Breslau? Musisz mieć wielką odwagę, bo przecież po książkach Marka Krajewskiego wszyscy rzucą się do porównań. W walce z ogniem komentarzy może uratować cię tylko dobry pomysł. Nadia Szagdaj pokazuje, że można przyjąć wyzwanie. I wyjść z niego obronną ręką. Jej powieść Kroniki Klary Schulz. Sprawa pechowca  nie poraża czytelnika zbyt mocno, ale nie przynosi autorce ujmy.

Kroniki Klary Schulz. Sprawa pechowcaWszystko zaczyna się podczas przedstawienia w operze. Ginie jeden ze śpiewaków, a będąca na przedstawieniu Klara zauważa, że to na pewno nie był wypadek. Nikt, a zwłaszcza policja, nie chce jej słuchać. Nawet mimo tego, że jest córką emerytowanego policjanta, w przeszłości próbującą dostać się do policji. A może właśnie dlatego nikt nie bierze jej poważnie. Nasza bohaterka dostaje jednak swoją szansę – prywatne śledztwo zleca jej operowy sufler, dla którego tragicznie zmarły był partnerem. Gdy zleceniodawca ginie zaledwie dwa dni później, Klara nie ma wątpliwości, że obie śmierci nie były przypadkowe. Zaczyna wyścig z czasem, a liczba ofiar dookoła niej rośnie. To, co odkryje będzie naprawdę przerażające.

Wspomniałem o pomyśle autorki i kwestia ta wymaga uzupełnienia. Książka nie jest w stanie zaskoczyć odbiorcy w warstwie fabularnej – kolejne etapy śledztwa są mniej lub bardziej przewidywalne, a niektóre nawet bardziej oczywiste dla czytelnika niż bohaterki. Nie trzeba być znawcą gatunku, by bez trudu rozpoznać rozwiązania fabularne i klisze, jakimi posługuje się Szagdaj. Opisy miasta Breslau AD 1910 również nie stanowią o jakieś wielkiej sile tej powieści. Są to raczej szkice, tworzące co prawda tło dla rozgrywanych wydarzeń, ale raczej nie są w stanie wykreować jakiegoś klimatu. Stylistycznie jest momentami naprawdę nieporadnie, zwłaszcza w początkowych rozdziałach. Zupełnie nietrafione są fragmenty dziennika Klary pisanego z jakąś manierą egzaltowanej gimnazjalistki, na dodatek opisujące po raz wtóry to, o czym właśnie przeczytaliśmy. Lista zarzutów w sumie dość długa, a jednak książkę czyta się dość dobrze.

Przyczyną jest z całą pewnością osoba Klary Schulz. Można oczywiście dywagować nad tym, na ile postać kobiety detektyw przed I wojną światową ma rację bytu, ale nie można odmówić autorce próby ukazania rodzącej się emancypacji, nawet jeśli owa emancypacja jest połowiczna i trąci momentami naiwnością. Klara wzbudza podziw swoją nieustępliwością, nawet jej nieporadności w śledztwie jesteśmy w stanie wybaczyć dość szybko. Dzieje się tak za sprawą dość wiarygodnej narracji, w której poważne problemy mieszają się z kłopotami w rodzaju doboru sukni czy konieczności zmiany diety w obawie przed utyciem. Główna bohaterka jest wiarygodna, co sprawia, że budzi naszą sympatię i w gruncie rzeczy staje się osobą bliską, której kibicujemy do ostatniej strony.

Tytuł książki sugeruje, że możemy spodziewać się kolejnych śledztw toczonych przez Klarę Schulz. Osobiście jestem ciekaw. Pierwsza część ma w sobie jakiś potencjał, byłoby miło zobaczyć jego dobre rozwinięcie.