MEN

Henryk Sienkiewicz i szkoła


Ostatnio znowu pogłoski krążą, że Henryk Sienkiewicz się zużył, lekturą szkolną być nie musi. Z mojej własnej szkolnej obserwacji, poczynionej po obu stronach konfliktu pokoleń w szkolnej klasie, muszę się z tą oceną. zgodzić. Krzyżacy przytłaczają gimnazjalnych pierwszoroczniaków od razu na wstępie, w chwili najgorszej, bo dzieciaki właśnie wyrwano z jednej szkoły i wrzucono do drugiej, przy okazji dzieląc je na lepszych i gorszych. Kto z was chciałby przez to przechodzić? W imię czego, poznania historii jednego z najbardziej niewykorzystanych zwycięstw w naszej historii? Czy może raczej w celu utrwalania nienawiści do zachodnich sąsiadów? Jak ktoś nie lubi Niemców, to Rota jest o wiele lepsza, naprawdę.

Henryk_Sienkiewicz

Henryk_Sienkiewicz

Powie ktoś inny – Trylogia. Chyba nigdy nie przerobiona w całości, męczy znów uczniów przydługimi opisami Dzikich Pól. Ja doskonale rozumiem zachwyty polonistycznej braci i sentyment ludzi z pokolenia moich dziadków czy nawet rodziców. Do tej pory to bestseller, swoisty „must have” polskich domów. W których też nikt do tego nie zagląda. Na półce ładnie wygląda i o polskości zaświadcza, to wystarczy dumnym gospodarzom.

Jest jeszcze Quo vadis, nagrodzone Noblem (po znajomości, jak to literackie nagrody, ale jednak). Bardzo lubię, ale nie widzę sensu w przekonywaniu dzisiejszych pannic w rodzaju Marysi z Gorzowa, która najlepiej wie, że starożytny Rzym upadł przez facetów lubiących uprawiać miłość z innymi facetami. Jak pokazać upadek władzy, walkę z chrześcijaństwem czy choćby wielką miłość ludziom, którzy wszystko już widzieli? A jak nie widzieli, to sobie obejrzą na telefonie na lekcji, nie będą słuchać marudzenia o głupkach (z ich punktu widzenia) dający się zjeść lwom w imię zasad.

No właśnie – widzieli. Młodzież nie zadaje sobie trudu ciężkiej lektury, bo ma ekranizacje wszystkich wymienionych tytułów. Najbardziej ambitni może nawet i zaczną, ale i tak skończą na brykach. I tyle z całej edukacji literackiej zostanie, że zobaczą kulawe polskie opowiastki o tym, jak to biliśmy Germańca, Ukraińca, Szweda i Turka w imię starożytnych ideałów, za które ludzie szli na śmierć przez zagryzienie lub rozerwanie na strzępy. Niby i tyle dobrego, ale czy można znaleźć lepsze dzieła Sienkiewicza? Pewnie, że można. A nawet trzeba, o czym spróbuję przekonać.

Weźmy choćby takie nowele. Kilka z nich mogłoby odmienić życie tych młodych ludzi naprawdę. Ponad połowa polskich uczniów chce wyjechać z Polski. Jakby poczytali w ramach szkolnych zajęć takie Za chlebem, mogliby mieć szansę na to, by uniknąć losu Wawrzona Toporka i jego córki. Znacznie lepiej mogliby zrozumieć swoich nauczycieli, gdyby poczytali zapomnianą już dziś nowelę Z pamiętnika poznańskiego nauczyciela. Byłoby naprawdę milej, gdyby zrozumieli alegorię ucisku biednych nauczycieli przez oprawców z ministerstwa tak zwanej edukacji narodowej. Problem uczenia wedle pruskiej metody obciążania pamięci wciąż jeszcze ma się w polskiej szkole dobrze. Jeśli zaś ktoś chciałby jednak zderzyć młodych z patetyzmem zdań sienkiewiczowskiej prozy w dłuższej, powieściowej formie, to polecam Bez dogmatu. To gorzkie oskarżenie ludzi bez wiary (niekoniecznie tej religijnej) pasuje jak ulał do drugiej dekady XXI wieku w polskiej placówce oświatowej. Naprawdę nie sztuka tym naszym wychowankom pokazać, że mogą istnieć w życiu nieco lepsze wartości niż nowszy telefon przynajmniej raz w roku.

Największą zaletę tych pozycji należy upatrywać w tym, że nie ma ich na ekranie. Być może dzięki temu kilka osób w klasie jednak przeczyta. A to już ogromny sukces. Na razie jednak nie mam większych złudzeń – nikomu w MEN nie przyszło to do głowy. I długo nie przyjdzie, jak znam życie. Na całe szczęście mogą zlikwidować te lektury. Wówczas na pewno młodzież przeczyta, bo co zakazane to dobre. Podobnie jak z nauką historii będzie, co raz więcej wiedzą, choć coraz mniej lekcji. Więc w sumie nie mam się czego czepiać, prawda?

Reklamy