literatura kryminalna

Krystyna Kuhn, Zimowy morderca


Niemiecki kryminał ma się podobno dobrze. Podobno, bo jakoś w Polsce wybór nie jest oszałamiający, a to co dociera nie zawsze zachwyca, nawet mimo zapewnień, że tam są to hity nie tylko w oczach czytelników, ale i krytyków. Cóż, być może wina spoczywa w odmienności temperamentu. Zimowy morderca powinien jednak Polakom przypaść do gustu. (więcej…)

Reklamy

Czemu retro?


Od dawna już o tym myślałem, ale do konkretnego działania zachęciła mnie poranna informacja o tym, jak Marek Krajewski będzie badał profile psychologiczne swoich czytelników. Postanowiłem i ja napisać kilka słów o tym, dlaczego w naszym kraju od lat panuje moda na retro kryminały. Nikt przecież nie ma wątpliwości, że akurat tego rodzaju zbrodnie sprzedają się najlepiej, by wspomnieć tylko sukcesy Krajewskiego i Wrońskiego.

Kryminalna powieść w stylu retro jest chyba odpowiednikiem serialu, czymś na kształt harlequina lub fantastycznego wehikułu, zabierającego nas z tej planety. Pociąga nas kostium historyczny, nawet jeśli w szkole nienawidziliśmy lekcji przedmiotu traktującego o przeszłości. Łatwo oczarować nas właśnie oddaniem realiów epoki, zdjęciem w sepii, opisem już nieistniejącego miejsca. Z łatwością przychodzi nam czytanie, zapadamy się w świat wykreowany i już reszta nie jest taka istotna. Kryminalna intryga może być i banalna, postaci przypominać woskowe figury lub manekiny, ale jeśli autorowi czy autorce udało się urzec nas wyczarowaniem klimatu opowieści, jesteśmy już straceni dla świata teraźniejszego.

Mam wrażenie, że ta moda – poza typowo merkantylnymi sprawami w rodzaju promowania miast i miasteczek za pomocą literatury kryminalnej – pochodzi z jednego źródła. Nasze życie jest po prostu nudne. I ciężkie. Po pracy najlepiej zatem zająć się fantastyką lub kryminałem retro właśnie, bo tylko tak możemy jak najszybciej uciec od brutalnej i nudnej zarazem rzeczywistości, która po prostu nas przytłacza. Wiedzą o tym również i sami twórcy, którym pisanie też przecież pomaga w radzeniu sobie z własnym żywotem. Wszyscy rzucamy się na te wymyślone historie, bo są po prostu o wiele lepsze od tego, co sami robimy na co dzień.

Jest jeszcze kwestia poczucia dumy narodowej. Mam wrażenie, że równie ważna, co chęć oderwania się od rzeczywistości, z tych samych zresztą przyczyn. Lwów Krajewskiego, osiągnięcia II RP opisywane przez Wrońskiego czy Lewandowskiego są typowymi przykładami gloryfikacji naszej historii, bo to dokładnie to samo. Słaby kraj, w którym tak rzadko mamy powód do radości z dokonań, przytłacza nas zbyt mocno. O wiele lepiej jest wspominać czasy międzywojnia, wyidealizowane i częstokroć polukrowane nawet, przez co jednak w znacznym stopniu oswojone i pomagające przetrwać codzienny trud.

Mam świadomość, że kryminały retro jeszcze długo będą w polskiej sensacji dominować. Nie wiem, czy to dobrze czy źle, ale życzyłbym sobie jednej rzeczy – książek wysokiej jakości. Na pewno skorzystamy na tym wszyscy.

Ostatni sprawiedliwy w Breslau


Jacek Inglot, Wypędzony

Moda na Wrocław trwa. Zwłaszcza na jego pogmatwaną historię. Nie tylko Marek Krajewski pisał o Breslau, powstaje też wiele książek innych autorów, próbujących powtórzyć sukces najbardziej chyba popularnego obecnie autora powieści kryminalnych. Wreszcie to we Wrocławiu przecież odbywa się Festiwal Kryminalny. Książka Jacka Inglota jest jednym z jaśniejszych punktów w opisywaniu stolicy Dolnego Śląska. Choć niekoniecznie z punktu widzenia miłośnika kryminałów.

pobrane (1)Jan Korzycki to były oficer AK, po wojnie aresztowany przez UB i poddany brutalnemu śledztwu. Udaje mu się jednak uciec i za wskazówką byłego współpracownika z czasów wojny postanawia wyjechać do Wrocławia. Zamieszanie panujące w mieście powinno pozwolić mu się łatwiej ukryć przed ponownym uwięzieniem. Po przyjeździe do miasta wstępuje do Milicji Obywatelskiej, bo uznaje, że najciemniej może być pod latarnią. Jako były oficer nie ma większych problemów w mieście, w którym pozornie tylko trwa pokój. Sytuacja się zaostrza, kiedy obok wiecznie pijanych sowieckich żołnierzy i nie cofających się przed niczym szabrowników w mieście pojawia się niemiecki komendant Breslau, który zapowiada wznowienie walki. Korzycki zdecydowany jest go odszukać.

Wypędzony reklamowany jest przez wydawcę jako powieść kryminalna. Osobiście uważam, że jest to raczej klasyczny western. Dziki Zachód tużpowojennego Wrocławia, główny bohater jako ostatni sprawiedliwy w mieście, zakładający posterunek milicji niesie ze sobą skojarzenia z filmami z Johnem Wayne’m raczej. Sposób zbudowania tej postaci oczywiście ma wiele wspólnego z historią. Jest oparty o to, co działo się naprawdę. Autor wykonał dużą pracę faktograficzną, a przy tym zaprezentował własny sposób odczytania historii. I za to należą się Jackowi Inglotowi słowa uznania.

To także – a raczej przede wszystkim – opowieść o wypędzeniach. Wykorzeniony bohater, warszawiak z pochodzenia, nie ma powrotu do dawnego życia. Takiego powrotu nie mają także przesiedleni ze wschodu Polacy. Nie mają go, co oczywiste, Niemcy, którzy muszą opuścić Breslau. Ich sytuacja staje się dla Inglota punktem wyjścia do rozważań o winie i karze. Ustami głównego bohatera, a także innych postaci w powieści, snuje rozważania o sprawiedliwości, odpowiedzialności Niemców za okrucieństwa wojny, zmienne role skazanych i skazujących. Stara się w tym wszystkim pozostać wierny sobie, ale życie konfrontuje go z sytuacjami, które sprawiają zmiany sposobu myślenia. W efekcie książka zyskuje, wychodząc od powieści popularnej w stronę prozy bardziej ambitnej. Staje się rozważaniem nad wieloma istotnymi kwestiami.

Atmosfera miasta jest w powieści kluczowa. Tak naprawdę Breslau-Wrocław staje się pełnoprawnym bohaterem powieści. To miasto, tak przecież zniszczone wojną, żyje. Żyje w stanie zawieszenia, dwuwładzy (a właściwie – trójwładzy, bo oprócz Polaków i Niemców są przecież Rosjanie, czuwający nad wszystkim niejako z góry), w jakimś pęknięciu czasu, na przełomie epok, władz, historii. Żyje i ma się dobrze, odradza mimo pasożytujących na nim szabrowników i żołnierzy sowieckich, żyje jakby na przekór wszystkim. Niemcy wciąż jeszcze trwają, Polacy powoli ale nieubłaganie zdobywają coraz większe obszary zburzonego mocno miasta. Dzięki plastycznym opisom całych dzielnic, obecnych zwłaszcza w pierwszych partiach książki, dowiadujemy się wiele o tym, jak naprawdę wyglądało ówczesne życie. I to także ogromny walor tej powieści.

Warto potowarzyszyć wypędzonym. Bo tak naprawdę to historia o ludziach bezlitośnie wyrwanych z jednego miejsca i wyrzuconych w drugim. Dziś, gdy ekonomia często robi z nami to samo, zmuszając do wykorzenienia z żyjących w nas małych ojczyzn, tym bardziej lektura książki może poruszać. Warto zobaczyć, jak żyć w takich czasach, czerpiąc z przykładu, jaki daje nam historia.

Gianrico Carofiglio Świadek mimo woli


Tym razem kryminał po włosku. Na dodatek to kryminał dość nietypowy, bo nie ma w nim detektywa, nie ma też policjantów znanych z innych książek. Nawet więcej – nie ma w powieści także osoby prokuratora, przynajmniej nie w głównej roli. Nasz bohater jest bowiem adwokatem. Panie i panowie, przed wami mecenas Guerini.

Muszę przyznać, że pomimo takiego, dość przecież niecodziennego zabiegu autora, książka jest znakomita i naprawdę przyjemnie się ją czyta. Cała fabuła rozgrywa się wokół sprawy morderstwa dziewięcioletniego chłopca. Oskarżony o tę zbrodnię czarny imigrant nie ma żadnych szans na uniknięcie dożywocia. Mecenas Guerini, przeżywający trudne chwile po rozwodzie z żoną, decyduje się bronić Senegalczyka.

Jak wspomniałem na wstępie, to książka dość różniąca się od typowych powieści kryminalnych. Nie znajdziemy tu opisu żmudnego śledztwa, nie ma też pościgów, kolejnych zbrodni, nie ma także krwi. To jednak powieść bardzo zajmująca, bowiem mocno zarysowane przeżycia głównego bohatera trzymają w napięciu przez cały czas. Bliżej może tematyce powieści psychologicznej, niż powieści kryminalnej, nie jest to jednak żaden zarzut, wręcz przeciwnie. Im lepiej poznajemy mecenasa Gueriniego, tym bardziej lektura jest wciągająca.

Powieść toczy się dość powoli, niespiesznie. Wśród większych zalet można wskazać szczerość autora, byłego prawnika. Carofiglio nie owija w bawełnę, pisząc o zawodzie adwokata, o wszystkich rozterkach moralnych, o cynizmie towarzyszącym temu zawodowi. W sposób niezwykle uczciwy zajmuje się opisem prawdziwej sytuacji wymiaru sprawiedliwości. Wydaje się, że przedstawione przesłanie tej powieści ma wymiar dość uniwersalny, bo czyż na całym świecie nie jest podobnie? Z tego też względu książka Carofiglio z całą pewnością poza walorem rozrywkowym dostarcza ponadto materiału do przemyśleń. I to stanowi o jej dużej wartości.

Nie chcąc psuć lektury, nie zdradzę więcej szczegółów, mam nadzieję jednak, że te kilka słów zaintryguje kogoś do sięgnięcia po „Świadka mimo woli”.

tekst ukazał się pierwotnie tu: http://www.wiadomosci24.pl/artykul/swiadek_mimo_woli_nowy_kryminal_wloskiego_pisarza_156575.html