lektury

5 nigdy niedokończonych hitów


Koniec wakacji jest czasem smutków, więc dziś trochę retrospektywy. Lista książek uznanych za ważne, ważkie, wspaniałe i nawet (niektóre) klasyczne, których nigdy nie udało mi się skończyć czytać. Być może jeszcze podejmę próbę, ale – jak mawiał warszawski cwaniak grany przez Buczkowskiego w serialu „Dom” – „przypuszczam, że wątpię”.
50x751. James Joyce, Ulisses – tu jest wszystko jasne. Próba czytania nastąpiła zdecydowanie zbyt wcześnie. Nie jest to najlepsza rzecz dla siedemnastolatka. Na fali rozpędu po lekturze Portretu artysty z czasów młodości wydawało mi się, że dam radę. Nie dałem, przyznaję bez bicia. I nie wiem, czy kiedyś dam, bo czas się kurczy z każdym rokiem.
2. Marcel Proust, W poszukiwaniu straconego czasu – mam wrażenie, że to nie jest książka na XXI wiek. Próbowałem w wieku szczenięcym, próbowałem na studiach, próbowałem nawet ostatnio. Nic z tego. Czyżby dzisiejszy świat tak pędził, że nie ma czasu na powolną lekturę? A może po prostu to książka dla emerytów, którzy również mają podobne skojarzenia z dzieciństwem, wynikające z jego odległości w czasie? Tak czy inaczej, może jeszcze sprawdzę swoją teorię za kilka dziesiątków lat.
3. Jerzy Pilch, Pod Mocnym Aniołem – jakoś zupełnie nie. Ja rozumiem, że to styl Pilcha jest taki osobny, niepowtarzalny, wspaniały. Jakoś mi jednak nie robi dobrze w sensie czytelniczym. Dałem radę Spisowi cudzołożnic, ale nic więcej już mi się potem nie udało. Narty Ojca Świętego były wspaniałe, ale to dramat, bez tych pokrętnych, zawikłanych, wbijających się w poczucie własnej dumy i hermetycznych żartów, jakie dominują w powieściach Pilcha. Nie mój styl po prostu.
4. Janusz L. Wiśniewski, Samotność w sieci  – to była pomyłka straszna. Uległem reklamie, uległem jakiemuś marketingowemu czarowi roztoczonemu przez wydawnictwo. Samotności tam nie ma, nieszczęśliwe miłości to jednak nie jest to samo. Brak akcji, sztampowi bohaterowie i kompletny brak pomysłu na książkę sprawił, że to chyba pierwsza polska powieść postmodernistyczna, w złym tego słowa znaczeniu. Wiśniewski wziął po prostu wycinki z wielu różnych powieści i skleił w jedną swoją. Czytelnik dzięki temu nie męczy się zbytnio, z góry wiadomo nie tylko co zrobią bohaterowie, ale i co powiedzą. Nuda okropna.225091-60x84
5. Emily Jane Bronte, Wichrowe wzgórza – dwie lub trzy próby, wszystkie nieudane. Jakieś takie drętwe, jakieś takie nijakie. Próbowałem też w oryginale, bo podobno język autorki taki dobry. Mnie nie przekonał. I nie chodzi tu wcale o to, że to romans, więc dla faceta słabe i w ogóle trudne do przyjęcia. Uwielbiam Annę Kareninę, przeczytałem z przyjemnością Przeminęło z wiatrem, w jeden dzień pochłonąłem dwie powieści o Bridget Jones. Jednak z tą klasyką rady nie dałem.
Zamiast sukcesów, porażki. To chyba jednak bardziej interesujące dla czytelników, prawda? Ważne, żeby się umieć podnieść. Albo chociaż umieć przyznać do błędu.
Reklamy