kryminał

Krystyna Kuhn, Podpis mordercy


Ten miesiąc będzie chyba miesiącem niemieckiego kryminału, jak tak patrzę na półkę książek oczekujących. Dziś druga część cyklu Krystyny Kuhn, o której książce Zimowy morderca pisałem ostatnio. Nowa część śledztw frankfurckiej prokurator jest dziełem znacznie bardziej udanym.  (więcej…)

Reklamy

Krystyna Kuhn, Zimowy morderca


Niemiecki kryminał ma się podobno dobrze. Podobno, bo jakoś w Polsce wybór nie jest oszałamiający, a to co dociera nie zawsze zachwyca, nawet mimo zapewnień, że tam są to hity nie tylko w oczach czytelników, ale i krytyków. Cóż, być może wina spoczywa w odmienności temperamentu. Zimowy morderca powinien jednak Polakom przypaść do gustu. (więcej…)

Carin Gerhardsen, Najmroczniejsza ciemność


Druga powieść o śledztwach komisarza Conny’ego Sjöberga, pod tytułem Najmroczniejsza ciemność, przynosi wszystko to, czego mogli oczekiwać czytelnicy zaznajomieni z częścią pierwszą. Również w tej odsłonie nie zabrakło niczego, co zapewniło popularność cyklu Hammarby. Poza towarzyszeniem policjantom w trakcie śledztwa, czytelnicy będą mieli okazję poznać mieszkańców współczesnego Sztokholmu, gdzie za ułudą normalnego życia czają się demony opanowujące ludzką psychikę.

(więcej…)

PM Nowak, Ani żadnej rzeczy


Co przychodzi nam na myśl, kiedy widzimy gdzieś na półce etykietkę „kryminał klasyczny”? W naszej głowie pojawiają się niemal natychmiast dawne angielskie dwory, detektywi posługujących się jedynie własnym umysłem, fabuła rozpisana na kilka podstawowych wariacji, w której najważniejsze będzie obalenie niepodważalnego alibi. Czy można napisać klasyczny kryminał w zupełnie innych dekoracjach? Na przykład we współczesnej Warszawie? PN Nowak przekonuje, że może się taki dość odważny zamiar powieść z powodzeniem. Ani żadnej rzeczy… to książka klasyczna, choć w nowych dekoracjach. Czyta się ją z pewnym uczuciem dawnej znajomości, co akurat w tym wypadku nie jest zarzutem. Mi osobiście kojarzy się z powieściami kryminalnymi polskich autorów sprzed kilkudziesięciu lat, opisujących zbrodnie wyższych sfer, tak zagranicznych jak i polskich.

PM Nowak, Ani żadnej rzeczy...

PM Nowak, Ani żadnej rzeczy…

Wątek kryminalny jest oczywiście dominujący. Wydaje się znany od lat, a jednak wciąż jest aktualny, tak jak wciąż aktualne są tematy miłości, zdrady, zranionych uczuć. Obcowanie z książką Nowaka to coś w rodzaju przejażdżki wehikułem czasu. Bogaty starszy mąż, atrakcyjna młoda żona, odległy krewniak, młody korepetytor. Trójkąt, czworokąt miłosny, ale czy na pewno? Na dodatek niepodważalne alibi każdego z podejrzanych o zamordowanie kobiety. Zagadka nie jest tak prosta, jakby to wynikało z tego krótkiego opisu, więc czytelnik będzie miał przyjemność z prowadzenia własnego śledztwa.

Faktem jest, że klasyczna intryga, znana nie tylko z angielskich pierwowzorów, ale także i z powieści wydawanych w PRL jeszcze w latach osiemdziesiątych, nie zestarzała się. Dekoracje Nowak zmienił jednak na współczesną Warszawę. Stąd znajdziemy w książce ukrytego homoseksualistę, studentów palących trawkę, wiecznie zakorkowaną stolicę. W tym wszystkim porusza się para detektywów, w której pierwsze skrzypce odgrywa policjant, komisarz Jacek Zakrzeński. Jego współpracownik, młody prokurator Kacper Wilk, jest typowym pomocnikiem mistrza. Niezgrabny, zakompleksiony, posiada jednak rzadką cechę widzenia spraw w sposób niekonwencjonalny. Tym samym staje się niezbędny dla komisarza Zakrzeńskiego. Obaj mają swoje wady i zalety, dzięki czemu nie tylko tworzą ciekawą powieściową parę, ale przede wszystkim budzą sympatię czytelnika.

PM Nowak udanie odświeżył klasykę. Jeśli zatem ktoś posiada – zupełnie tak samo jak ja, a i sam autor pewnie też – dużą słabość do dawnych kryminałów, pokazujących zbrodnie oparte o logiczne myślenie, coś w rodzaju dawnej „Kobry” czy śledztw porucznika Columbo na przykład, nie powinien zwlekać ani chwili i zacząć lekturę Ani żadnej rzeczy… Osobiście rozpoczynam polowanie na część drugą, zatytułowaną Na pokuszenie.

John Maddox Roberts, Śledztwo Decjusza


Od czasu do czasu lubię sięgnąć po kryminał w starych dekoracjach. Tym razem – jak łatwo domyślić się po tytule, czasy rzymskie, a ściślej rzecz biorąc – schyłkowy okres republiki.Książka mocno nierówna, chyba jednak jej lektura jest stratą czasu, chyba że ktoś ma go w nadmiarze. Śledztwo Decjusza jest po prostu zwyczajnie nudne.

John Maddox Roberts, Śledztwo Decjusza

John Maddox Roberts, Śledztwo Decjusza

Autor, jak podaje zamieszczona przez wydawnictwo Bellona notka, to były żołnierz, który pisze książki różne, na przykład opowiadania z Conanem w roli głównej. Lektura jego kryminału rozgrywającego się w starożytności jest dowodem na to, że rzemieślnikom nie zawsze wszystko wychodzi. Na pierwszy rzut oka wszystko wydaje się być na miejscu, jednak im dłużej czytamy, tym więcej słabości widać.

Być może to tylko osobisty odbiór, ale w Śledztwie Decjusza kwestie historyczne są przywoływane z głupia frant, nie wynikają jakoś sensownie z fabuły. Na dodatek autor traktuje czytelników jak idiotów, niejednokrotnie przywołując rzeczy dość chyba znane. Może to nawet zbyt osobiste, bo czytuję regularnie książki o starożytnym Rzymie, coś tam też pamiętam ze studenckich zajęć z historii starożytnej, a ktoś nie zainteresowany historią może się czegoś ciekawego dla siebie dowiedzieć. Choćby tego, że Rzym u szczytu swej potęgi był miastem brudnym i ponurym, że te wszystkie okazałe domy i świątynie stanowiły zaledwie małą część zabudowań. Pod tym względem może być ciekawie, szczególnie dla tych, którzy niewiele wiedzą o starożytnym Rzymie. Muszą mieć jedynie cierpliwość, przyda się przy lekturze wykładów, jakich autor udziela ustami swych bohaterów.

Największą wadą w gronie literatury kryminalnej jest jednak słaba intryga. Śledztwo Decjusza powinno być dużo bardziej interesujące z uwagi na ciekawy pomysł, autor jednak nie udźwignął zadania. W rezultacie w połowie książki wiadomo kto i dlaczego zabił, nie wie tego tylko nasz kochany śledczy Decjusz. Nic też specjalnie się nie dzieje, akcja właściwie niemrawo skacze od wydarzenia do wydarzenia. Zakończenie nie zaskakuje w ogóle.

Śledztwo Decjusza to lekkie czytadełko, które można pochłonąć w 2-3 godziny. I taka lektura czasem jest potrzebna, ale po książkę Robertsa powinni sięgać jedynie ci, którym nie przeszkadza prosta intryga i nieco zbyt duża dawka dydaktyzmu. Szukającym nieco bardziej wyrafinowanej rozrywki wypada polecić coś innego, na przykład doskonałą trylogię Roberta Harrisa, znanego między innymi z takich książek jak Ghostwriter czy Enigma.

Luke Delaney, Nieuchwytny


Jestem zawsze bardzo sceptyczny wobec literatury sensacyjnej pisanej przez byłych policjantów. Znajomość realiów, technik operacyjnych i całego szeregu kwestii związanych z pracą w policji nie zawsze służy literaturze. Fikcja nie musi przecież wiernie trzymać się szczegółów, musi być jedynie spójną i interesującą wizją. Luke Delaney wychodzi z tej próby z tarczą.

Luke Delaney, Nieuchwytny

Luke Delaney, Nieuchwytny

Nieuchwytny to dość nietypowy thriller. Mnóstwo twórców literatury kryminalnej przyzwyczaiło nas do schematyczności gatunku, do następujących po sobie ciągów zdarzeń, bez których nie wyobrażamy sobie często kryminału. Delaney postawił na oryginalny pomysł, co okazało się strzałem w dziesiątkę. Jego książka to na pozór jedynie ograny mocno pościg za seryjnym mordercą, ale z dodatkiem elementu zaskoczenia. Były policjant robi rzecz arcyciekawą – każe swojemu przestępcy zmieniać swoje modus operandi. W Nieuchwytnym nic nie jest oczywiste, odnajdywanych ciał nic nie łączy, profilerzy nie mają tu nic do roboty (swoją drogą Delaney pisze wprost o tym, że literackie i filmowe przedstawienia ogromnej użyteczności działań profilerów nijak się mają do rzeczywistości policyjnej harówki podczas śledztwa). Pomysł naprawdę robi wrażenie.

Autorski zamysł jest bardzo ciekawy, wykonanie trochę jednak momentami kuleje. Podczas lektury miałem wrażenie, że Delaney jakby nie potrafił udźwignąć dwóch zadań naraz. Skoncentrowany mocno na rozwoju fabularnym zaniedbał nieco wartości literackie, na przykład językowe. Nie czytałem w oryginale, ale raczej trudno tu winić autora. Nieuchwytny jest książką debiutancką, więc potknięcia są dopuszczalne, nie ma ich zresztą tak dużo, by były uciążliwe dla czytelnika.

Nieuchwytny to książka mocna, co chwilę wychodzi z Delaney’a policjant. Nie mam tu na myśli nadmiernej ilości przekleństw czy przemocy, nie ma też (oczywiście) rasistowskich czy seksistowskich żartów. Co kilkanaście stron możemy się jednak natknąć na ciekawe przemyślenia na temat pracy w policji, przeważnie mówiące rzeczy już znane, jak niskie płace, nienormowany czas pracy powodujący rozpad więzi rodzinnych, wreszcie pewnego rodzaju znieczulenie na okropieństwa śmierci czy podrzucanie dowodów na miejsca przestępstwa. Możemy jednak przeczytać i o sierżancie, który najbardziej lubi ten moment, gdy jedzie przez miasto na sygnale, w kilka samochodów po to, by otoczyć jakiś budynek, wkroczyć do środka i aresztować przestępców. Nasz policjant żałuje jedynie, że podobne akcje zdarzają się bardzo rzadko.

Nieuchwytny to świetnie pomyślany thriller o łapaniu seryjnego mordercy. To także dobrze opisane realia londyńskich ulic. Autor pozostawia zakończenie sugerujące dalsze części, czekam więc cierpliwie. A tym, którzy jeszcze nie poznali debiutanckiej książki Luke’a Delaney’a, proponuję szybkie nadrobienie zaległości.

Ian Rankin, Miecz i tarcza


Do zbrodni popychają różne rzeczy – miłość, pieniądze, władza. Coraz częściej w naszych czasach także religia. O tym, co dzieje się w chwili, gdy do podziałów narodowościowych dochodzi jeszcze różnica w wierze przeczytamy w powieści Iana Rankina Miecz i tarcza, wydanej przez wydawnictwo Albatros. Tym razem inspektor Rebus będzie musiał zmierzyć się z protestanckimi fanatykami z organizacji paramilitarnych. Bez obaw jednak – to nadal będzie ten Rebus, którego kochamy.

Ian Rankin, Miecz i tarcza

Ian Rankin, Miecz i tarcza

Akcja książki dużo bardziej przypomina klasyczny thriller niż kryminał. Groźba podłożenia bomby w Edynburgu podczas trwającego tam cały sierpień festiwalu teatralnego elektryzuje wszystkich. Wyobraźcie sobie, że coś takiego byłoby na przykład przy organizacji Euro2012 w którymś z polskich miast. Rankin przedstawia pracę zespołu policjantów trochę mało przekonująco, bo nie ma tu żadnego sztabu zarządzania kryzysowego, nie biegają po mieście antyterroryści. Jest za to inne śledztwo, a właściwie kilka śledztw, które gdzieś się w finale splotą i wyjaśnią.

Najmocniejszym akcentem książki Miecz i tarcza jest właśnie oddanie klimatu wojny w Belfaście. Krótka wizyta Rebusa nie tylko podejmuje ten trudny i nieco w naszym kraju temat z perspektywy dnia dzisiejszego, ale jest punktem wyjścia do rozmowy o historii radykalnego ruchu probrytyjskich protestantów. To temat ciekawy także z punktu widzenia polskiego czytelnika, bo przywykliśmy do tego, że walki toczone w Irlandii są jedynie sprawą działania katolickich bojówkarzy IRA.  Rankin przekonująco i w bardzo atrakcyjnej formie powieściowej pokazuje, że także po drugiej stronie istnieją gotowi na wszystko fanatycy.

Interesujące jest też spojrzenie na biedny Edynburg, na osiedle pełne przemocy, narkotyków, trwałego bezrobocia. Od czasów Trainspotting nikt chyba nie zajmował się w ten sposób mniej zamożną częścią tego pięknego skądinąd miasta. Wcześniejsze śledztwa inspektora Rebusa odbywały się w lepszych miejscach, rzadko zapuszczał się w rejony, gdzie policjanci boją się jeździć i gdzie na chwilę pozostawiony samochód może zamienić się we wrak z małą pomocą młodych chłopaków, którzy nie mają co zrobić z własnym życiem. Owszem, nie ma u Rankina moralizatorstwa w skandynawskim stylu, jest za to kliniczny wręcz opis sytuacji. Dotyka chyba znacznie bardziej niż opisy pochodzące z krajów położonych wokół Bałtyku.

Miecz i tarcza to książka mocna, brutalna, o szybkiej akcji, bardzo powiedziałbym filmowa. Trochę brakuje mi wolniejszego tempa, do jakiego przyzwyczaił nas Rebus, ale to jedyny, bardzo zresztą drobny minus. Innych nie dostrzegłem, za bardzo byłem pochłonięty lekturą. Spróbujcie, a sami się przekonacie.