kryminał skandynawski

Carin Gerhardsen, Kołysanka na śmierć


Na początku było zło. Wyrządzone przed laty, czasem nawet niezupełnie świadomie, kładzie cień na całe nasze życie. Jeśli odkryjemy pewnego dnia, że byliśmy pod wpływem koszmaru z przeszłości, możemy zrobić tylko dwie rzeczy. Jakoś się z tym pogodzimy, próbując dalej żyć – oto rozwiązanie pierwsze. Drugim jest krwawa zemsta. Najnowsza książka Carin Gerhardsen zajmuje się opisem zemsty właśnie.

(więcej…)

Reklamy

David Hewson, Dochodzenie


Jestem zazwyczaj bardziej niż sceptyczny wobec książek, które powstały ze scenariuszy, czy to filmowych czy telewizyjnych. Jednak duński serial – amerykańska wersja jest słabiutka bardzo – wciągnął mnie w swój ciemny świat tak bardzo, że nie mogłem się oprzeć pokusie sprawdzenia, jak David Hewson poradził sobie z tym zadaniem. Poradził zaś sobie dość dobrze.

David Hewson, Dochodzenie

David Hewson, Dochodzenie

Dochodzenie w wersji książkowej to w gruncie rzeczy nieco bardziej rozbudowany scenariusz. Opisy są co prawda krótkie, zdania też raczej pojedyncze, a jednak i tak mamy do lektury niemalże 800 stron tekstu. Bez obaw jednak, dialogi popychają cały czas sprawy do przodu w takim tempie, że nie zauważamy nawet przewracania kolejnych stron.

Kto pamięta serial ten pamięta cały korowód podejrzanych. Za każdym razem dowody są właściwie niezbite, a my jesteśmy przekonani, że odkryliśmy sprawcę mordu na młodej dziewczynie. Jednak na tym polega właśnie genialność tej fabuły – kiedy wszystko jest jasne, pojawia się nagle zupełnie inny kąt patrzenia na śledztwo, jakieś nowe fakty i osoby. Znów mamy kogoś innego na celowniku. A samo zakończenie i tak wywiedzie nas w pole.

Owszem, można przyczepić się tu i ówdzie do Hewsona o zbytnią powierzchowność w budowaniu świata powieści. Wydaje się jednak, że to lektura stworzona w gruncie rzeczy dla miłośników serialu, więc oni powinni wybaczyć, tak jak i ja to czynię. Ktoś, kto nie zna zaś żadnej wersji telewizyjnej, może momentami czuć się zagubiony mnogością wątków i postaci. Warto jednak spróbować zanurzyć się w ten mroczny świat, w którym zbrodnia miesza się z władzą, szaleństwem, miłością i przyjaźnią w sposób tak skomplikowany, iż niemalże wierzymy, że opowiada on prawdziwą historię. Niemalże, bo wciąż jednak życie jest ciekawsze od książek. Kto jednak chce odpocząć od rzeczywistości i przeżyć coś ekscytującego, śmiało po Dochodzenie może sięgać.

Carin Gerhardsen, Domek z piernika


Szwedzki kryminał przyzwyczaił nas do różnego rodzaju krytyk społecznych, raz całkiem udanych, często też rażących naiwnością. Domek z piernika lokuje się gdzieś pośrodku tej skali, ani ta krytyka taka dobra ani też najgorsza. Gerhardsen wymyśliła swój własny sposób na pisanie o zbrodni. Pierwsza część jej cyklu o policjantach z Hammarby przedstawia świat w dość uproszczony sposób, ale dający się czytać. Można go nawet polubić.

Carin Gerhardsen, Domek z piernika

Carin Gerhardsen, Domek z piernika

Zaletą książki jest kilkoro bohaterów. Dzięki temu możemy poznać więcej problemów, możemy też odnaleźć różne typy ludzkie. Życie osobiste szefa zespołu Conny’ego Sjöberga i jego ludzi miesza się ze sprawami, jakie prowadzą. Tych spraw też jest kilka, co wzmaga poczucie realności całej sytuacji. Zazwyczaj przecież w powieściach policjanci skupieni są całkowicie na jednej sprawie, a w rzeczywistości rzadko się to zdarza, poza przypadkami powoływania specjalnych jednostek. U Gerhardsen normalne, rodzinne życie biegnie w tym samym czasie, co ściganie seryjnego mordercy. Tym autorka przekonuje do siebie.

Pisarka postawiła sobie za cel psychologizm, dość swoiście rozumiany. Według niej nie ma złych ludzi, zło jest czymś, czego doświadczamy i wówczas możemy sami się stać źli. Jej postaci sieją zło, bo od dziecka nie znają innego życia. W innych warunkach mogliby być zupełnie normalni, niektórzy nawet dążą do tego, ale w końcu coś w nich pęka. Wówczas popełniają zbrodnie, mszcząc się na winnych – a czasem i niewinnych – ludziach. W końcu zostają złapani, ale ocena ich postępowania nie jest w żaden sposób łatwa. Widać to w scenie przesłuchania sprawcy, w której komisarz stara się poznać intencje sprawcy. Próba zrozumienia motywów postępowania drugiego człowieka jest w przypadku policjantów czymś normalnym, ale u szwedzkiej pisarki troszkę te sceny rażą. Zresztą nie tylko to, bo nie ma w powieści osób wypalonych zawodowo. Brak tu cynizmu, nie ma rutyny. Trochę to chyba zbyt wyidealizowany obraz.

Domek z piernika powieścią szczególnie wybitną nie jest, nie ma też chyba takich ambicji. Ot, kryminał z pewnym przesłaniem, dość poprawnie napisany. W sam raz na lipcową kanikułę.

Jens Lapidus, Szybki cash


Jak sięgamy po książkę z półki z kryminałami, a jej akcja dzieje się w Sztokholmie, jesteśmy przygotowani na 500 stron opisów psychologicznych rozterek postaci, odrobiny krytyki społecznej i sporej ilości mniej lub bardziej krwawych zwłok. Szybki cash już po kilkunastu stronach przekonuje, że mamy do czynienia z czymś zupełnie odmiennym od tego, do czego zdołali nas przyzwyczaić Mankell i Lackberg. Co wcale nie oznacza, że to zła książka.

Jens Lapidus, Szybki cash

Jens Lapidus, Szybki cash

Dla mnie osobiście powieść Lapidusa to przede wszystkim oddany tryumf globalnej wioski. Jej akcja mogłaby rozgrywać się w każdym większym mieście naszego globu. Wojny gangów, handel kokainą, imigranckie getta biedy to tematy, które pojawiają się zarówno w amerykańskich filmach gangsterskich jak i opowieściach o rosyjskiej czy japońskiej mafii. Szybkie pieniądze, brak możliwości kariery dla dzieci z rodzin imigranckich, wreszcie presja środowiska – wszystko to znamy nawet i z niektórych polskich powieści kryminalnych.

Lapidus pisze tak, jak spodziewają się tego jego odbiorcy, zachęceni słowem thriller na okładce. Zdania są krótkie, dosadne, wiele z nich zapożyczeń z angielszczyzny. W ogóle często miałem wrażenie, że czytam jakąś amerykańską powieść. Albo nawet oglądam amerykański film sensacyjny, bo wszystko jest dokładnie takie, jak w historiach opisanych w filmach typu „Gangster”. Nie twierdzę w tej chwili, że książka zła. Wręcz przeciwnie nawet – zamiast sennej prowincji czy spokojnych przedmieść, do jakich zostaliśmy przyzwyczajeni – dostajemy opis brutalnej rzeczywistości, w której toczy się nieustanna walka na śmierć i życie.

Intryga frapująca, język dobry, ciekawie ujęty temat, szybkie tempo. Dla wszystkich, którzy lubią te elementy literatury akcji, pozycja konieczna. Pozostałym też rekomenduję, bo warto zobaczyć inną twarz szwedzkiego kryminału.

Camilla Grebe, Åsa Träff, Bardziej gorzka niż śmierć


W skandynawskiej literaturze kryminalnej nie chodzi często o samą zbrodnię. Kostium sensacji używany jest przez autorki i autorów do pokazania jakichś społecznych problemów, do szukania nowych dróg dotarcia do czytelników z niewygodną prawdą o społeczeństwie, w którym żyją. Taką właśnie książką jest Bardziej gorzka niż śmierć. Autorki skupiły się w tej powieści na przemocy wobec kobiet.

Camilla Grebe, Åsa Träff, Bardziej gorzka niż śmierć

Camilla Grebe, Åsa Träff, Bardziej gorzka niż śmierć

Para terapeutek rozpoczyna prowadzenie terapii grupowej dla ofiar przemocy domowej. Jedna z uczestniczek programu ucieka przed partnerem, uważając, że ten chce ją zabić. I że zabił już swoją poprzednią dziewczynę. Kobiety postanawiają się bronić, jedna z nich chce odkryć prawdę na własną rękę. Przy okazji będzie musiała się uporać ze swoim własnym życiem, rozstrzygając o zakończeniu żałoby po stracie męża, nowym związku i macierzyństwie.

Książka to traktująca wątek kryminalny dość luźno. Para autorek napisała powieść w stylu Camilli Lackberg raczej, w której nie ma policyjnych procedur, nie ma samotnego detektywa-rozwodnika, nie ma nawet wielu brutalnych scen. Powieść nakierowana jest do środka, na opisy przeżyć wewnętrznych bohaterek. Te stany to w sumie coś w rodzaju psychologicznych rozterek, klinicznych niemalże przypadków zachowań odbiegających od normy. Wstrząsające słowa kobiet, ofiar przemocy niekiedy wieloletniej, łagodzone są miłosnymi rozterkami Siri, jednej z terapeutek, będącej zarazem narratorką powieści.

W tej książce prawie nie ma mężczyzn. Partner narratorki, choć policjant, praktycznie nie występuje w tej roli. Ważne są tylko wątki osobiste. Poza nim jest też czarny charakter, czyli agresywny brutal i profesor-gej, który zaplanował cały program terapii. Trudno jakoś było mi oprzeć się wrażeniu, że to książka napisana specjalnie dla pań. W tym sensie to na pewno literatura kobieca. Jeśli zatem ktoś szuka powieści obyczajowej z wątkiem kryminalnym i historią miłosną w tle, na pewno się lekturą powieści Bardziej gorzka niż śmierć nie zawiodą. Ci, którzy szukają w książkach kryminalnych szybkiej akcji, śmiało mogą sobie darować.