kryminał niemiecki

Krystyna Kuhn, Zimowy morderca


Niemiecki kryminał ma się podobno dobrze. Podobno, bo jakoś w Polsce wybór nie jest oszałamiający, a to co dociera nie zawsze zachwyca, nawet mimo zapewnień, że tam są to hity nie tylko w oczach czytelników, ale i krytyków. Cóż, być może wina spoczywa w odmienności temperamentu. Zimowy morderca powinien jednak Polakom przypaść do gustu. (więcej…)

Reklamy

Bernhard Jaumann, Żmije z Montesecco


Dziś kolejny kryminał prowincjonalny. Tym razem włoski, a ściślej rzecz biorąc toskański. Właściwie zaś można by powiedzieć, że niemiecko-toskański, bo autor spędza w Montesecco kilka miesięcy w roku. Nie przeszkadza mu to jednak w tym, by naprawdę precyzyjnie odmalować życie małej miejscowości, w której wszyscy się znają. I w której decydują o wszystkim. Możemy się tylko z tego cieszyć, bo Żmije z Montesecco to naprawdę dobra literatura, która dostarcza nie tylko rozrywki, ale także materiału do przemyśleń o ludzkiej kondycji.

Bernhard Jaumann Żmije z Montesecco

Bernhard Jaumann,           Żmije z Montesecco

Wszystko zaczyna się od powrotu Matteo Vannoniego do domu. Przed laty zabił zdradzającą go żonę, teraz wyszedł z więzienia. Gdy po dwóch dniach ginie od ukąszenia żmiji Giorgio Lucarelli, wszyscy zdają się myśleć, że oto dokonał ostatecznej zemsty. Mateo próbuje udowodnić swej niewinności, a w międzyczasie w wypadku ginie ojciec Lucarelliego. Mieszkańcy wioski są przekonani, że obie sprawy się łączą nie tylko więzami krwi. Zaczynają podejrzewać niemal wszystkich.

W tej powieści nie sama zbrodnia jest najważniejsza. To przede wszystkim doskonałe studium życia małej społeczności, która decyduje o wszystkim. We współczesnym świecie, odgrodzeni od siebie w wielkich miastach i ich strzeżonych osiedlach, zapomnieliśmy o wspólnotowym życiu, które przez wieki było podstawą ludzkiej egzystencji. Nieprzypadkowo kolejne rozdziały opisane są cytatami z Antygony Sofoklesa. W małej toskańskiej miejscowości również rozgrywa się dramat obowiązku wobec własnych zmarłych a prawem. Tutaj policja nie ma czego szukać, bo mieszkańcy sami podjęli śledztwo. Detektyw jest niepotrzebny, a raczej to wspólnota jest tym detektywem. A także sędzią i katem. Nie może się mylić, bo stoi za nią siła i potęga tradycji.

Można się z wymową książki Żmije z Montesecco nie zgadzać, można się nawet oburzać na opis brutalnego samosądu. Nie sposób jednak zaprzeczyć, że jest to książka wspaniała, odkrywająca przed czytelnikiem nieznane lądy ludzkiej aktywności, nieobecne – zdawałoby się – w XXI wieku. I za opisanie tego należy się nisko pokłonić Jaumannowi. Po czym jak najszybciej przeczytać także kolejne dwa tomy tzw. „trylogii toskańskiej”.