korporacje

Ted Nace, Gangi Ameryki. Współczesne korporacje a demokracja


Wszyscy wiemy, że korporacje to zło. Jak to się jednak stało, możemy dowiedzieć się z książki Teda Nace’a. Gangi Ameryki pozwolą nam prześledzić historię rozwoju korporacji, a ściślej rzecz biorąc historię uzyskiwania praw, które uczyniły z nich niejednokrotnie nietykalne byty.

Ted Nace, Gangi Ameryki. Współczesne korporacje a demokracja

Ted Nace, Gangi Ameryki. Współczesne korporacje a demokracja

Książka skupia się na Ameryce, co jest pewnym mankamentem. Od czasów kolonialnych po dzień dzisiejszy Nace prześledził historię prawnych kruczków, budujących instytucję korporacyjnego bytu w zupełnie niepojęty dla nas sposób. Firmy stały się osobami w sensie prawnym, uzyskały tym samym prawa przysługujące jednostce, między innymi wolność słowa. Staje się arcytrudne lub zupełnie niemożliwe skazanie jakieś wielkiej firmy za kłamstwa rzucane w reklamach, bo przecież wolność słowa dopuszcza także mówienie nieprawdy. Szokujące? Być może, choć takie przecież być nie powinno. Codziennie możemy dostrzec przykłady na działanie tych mechanizmów w praktyce. Oto całkiem niedawno polska odnoga HP przyznała się do wieloletniego wręczania łapówek. Sami sobie wymierzyli finansową karę, zapłaciwszy jakieś tam pieniądze. Biznes as usual, dokładnie tak samo jak w USA, gdzie co jakiś czas toczy się proces, ktoś tam nawet czasem dostaje jakieś pieniądze od korporacji, ale proceder kwitnie nadal. Skoro firmy są potężniejsze od większości istniejących państw, kto zabroni im działania?

Książka Nace’a nie odkrywa zbyt wielu nieznanych dotąd kart, zbyt koncentrując się na istniejących dokumentach prawnych. To czyni ją nieco zbyt hermetyczną, mniej przejrzystą i momentami zwyczajnie nudną. Prawniczy żargon nie należy do szczególnie rozrywkowych form językowych, dlatego długie fragmenty książki Gangi Ameryki po prostu wyczerpują czytelnika, na którego wyobraźnię dużo lepiej działałyby przykłady konkretnych skandali i złych praktyk w miejscu drobiazgowego śledzenia aktów prawnych na przestrzeni wieków.

Ted Nace przekazuje jednakże dość ciekawe wnioski w swej książce. W jego ujęciu wychodzi na to, że walka z korporacjami jest formą walki toczonej przez klasy. Dla nas, zapatrzonych z odległości w „American Dream” i wierzących w realne możliwości kariery od pucybuta do milionera, klasowość w Stanach Zjednoczonych jest czymś zgoła niezrozumiałym. Kto jednak widział, ten wie. To gdzie mieszkasz, dokładnie cię określa. A mieszkać możesz w lepszych dzielnicach tylko wówczas, gdy więcej zarabiasz. Walka kapitału z pracą nie toczy się pod czerwonymi sztandarami, ale to nie znaczy, że nie istnieje w ogóle.

Gangi Ameryki. Współczesne korporacje a demokracja to książka połowicznie spełniająca swoje obietnice. Pokazuje zło korporacji na wybranym odcinku, zupełnie pomijając inne. Na dodatek nie porywa tak, jak mógłby sugerować to dość przecież sensacyjny tytuł. Dobra jako dodatek dla kogoś zainteresowanego bliżej tematem, ale raczej zbędna w chwili, gdy pragniemy po prostu czegoś lżejszego o tym trudnym temacie.

Reklamy

Joel Bakan, Dzieciństwo w oblężeniu


O czym myślimy najpierw, gdy pojawia się hasło zagrożenia dzieci ze strony wielkiego biznesu? Przychodzą nam na myśl gry komputerowe, śmieciowe jedzenie, jakieś programy telewizyjne, które nakręcają sprzedaż gadżetów związanych z bohaterami swoich filmów czy bajek. Joel Bakan pokazuje, że te kwestie – bardzo istotne, temu nie przeczy – są tylko jednymi z wielu zagrożeń, jakim podlegają dzieci ze strony korporacji.

Joel Bakan, Dzieciństwo w oblężeniu

Joel Bakan, Dzieciństwo w oblężeniu

Gry komputerowe wydają się być już dawno rozpoznane, zdania są wciąż podzielone. Kiedy jednak Bazan opisuje temat, nie skupia się na grach związanych z przemocą. O wiele bardziej interesują go gry, w których dzieci muszą kupować różne „usprawnienia” swoich postaci, by móc dalej być w grze. Robią to chętnie, bo chcą dalej grać. Nie tylko są uzależnione, w dodatku płacą za to. Czyż można mieć lepszy pomysł na biznes?

Najbardziej wstrząsające są w książce Bakana rozdziały poświęcone przemysłowi farmaceutycznemu. Autor pokazuje, jak całym procesem powstawania i istnienia psychiatrii dziecięcej sterowały korporacje. Nie czyniły tego z dobrej woli rozwoju tej dziedziny medycyny, ale ze zwykłej chęci zysku. Powstały zatem nowe jednostki chorobowe, tylko po to, by być w stanie spełniać jedną rolę – napędzać sprzedaż leków. Schizofrenia u dwulatka? Dlaczego nie, wszak im szybciej zacznie, tym większa szansa na to, by jak najdłużej związać go z określonym specyfikiem. A jeśli mali pacjenci umierają? Wina leży po ich stronie.

Zacząłem od pytania o to, co kojarzy się nam z zagrożeniem dzieci. A co wiąże się w naszych głowach z pojęciem „praca dzieci”? Czy oczyma swej wyobraźni widzimy biedne azjatyckie dzieci, pracujące w nieludzkich warunkach? Skojarzenie słuszne, ale nie do końca. Bakan pisze wprost o tym, że w USA i Kanadzie legalne jest zatrudnianie 12 letnich dzieci. Tak, to nie błąd, pod tym względem Ameryka Północna nadal tkwi w XIX wieku. Pracują najczęściej na farmach, pracują ponad siły, porzucają szkołę i tracą tym samym nadzieję na lepszą przyszłość.

Co do nadziei, związanych z edukacją, Bakan też nie ma jej zbyt wiele. Oczywiście, ufa w potęgę wiedzy, ale zauważa, co zrobiono w USA. Urynkowienie edukacji sprawia, że coraz większa liczba dzieci nie ma możliwości uzyskania edukacji. Jeśli mieszkają w biednej okolicy, to szkoła również jest biedna. Koło się zamyka.

Podtytuł tej książki głosi: „Łatwy cel dla wielkiego biznesu”. Nie chodzi tu – moim zdaniem – nawet o to, że dzieci najłatwiej oszukać. Bardziej istotne jest to, że jednak w większości korporacje żerują na nas, rodzicach. Przecież to my mamy pieniądze, które wydajemy na dziecko. I to my chcemy dla niego jak najlepiej. Dlatego to nas się wykorzystuje, nas ogłupia. Co świetnie pokazuje ta książka.

Warto czytać Bakana choćby z tego jednego powodu, jako ostrzeżenie dla nas samych, tu nad Wisłą i Odrą. Zapatrzenie naszych rodaków w „wolność” obowiązującą w USA jest właściwie zaślepieniem. Kopiujemy rozwiązania, które nie działają, wmuszając w nasze dzieci coraz więcej leków i ucząc je mechanicznego rozwiązywania testów zamiast używania własnej głowy. Być może niebawem obniżymy wiek zatrudnienia. Choć oczywiście wolałbym się mylić.