historia Polski

Paulina Codogoni, Rok 1956


Pamiętacie „czarny czwartek”? Większość ludzi doskonale wie, że było to w roku 1970 na Wybrzeżu, tę wiedzę przekazał przecież film sprzed kilku lat. Prawda jest jednak nieco inna – pierwszy polski „czarny czwartek” wydarzył się 28 czerwca 1956 roku w Poznaniu. Poczytać możecie o tym w książce Pauliny Codogoni Rok 1956, wydana przez wydawnictwo Prószyński i S-ka. Pouczająca to lektura nie tylko dlatego, że obnaża pewien mit. (więcej…)

Reklamy

Rafał A. Ziemkiewicz, Jakie piękne samobójstwo


Nieufnie podchodzę do wydawniczych notek okładkowych. Trudno się w sumie dziwić, bo niemal każda głosi, że trzymana w ręku książka jest arcydziełem, szczytem geniuszu autora i błyskotliwą pozycją, której po prostu wstyd nie znać. Nie winię przy tym wydawców, każdy orze jak morze. Biorę książkę i trzymam, czytam dopóki nie skończę, potem feruję wyroki. Jakie piękne samobójstwo po lekturze jawi się jako odgrzewany kotlet, na dodatek stanowczo zbyt długo przetrzymany w zamrażarce.

Rafał A. Ziemkiewicz, Jakie piękne samobójstwo

Rafał A. Ziemkiewicz, Jakie piękne samobójstwo

Rafał Ziemkiewicz pisze coraz więcej, ilość jednak zupełnie nie przechodzi w jakość. Wręcz odwrotnie – im więcej pisze, tym mniej odkrywczych myśli, mniej czegoś istotnego. Nie chodzi nawet o to, że się z Ziemkiewiczem nie zgadzam. Dotąd, czyli do chwili wydania książki Jakie piękne samobójstwo, nie zgadzałem się, ale przynajmniej pragnąłem poznać poglądy, zmierzyć się na tezy, skonfrontować. Lektura Ziemkiewicza była jakimś intelektualnym wyzwaniem, szukaniem antytez do postawionych przez pisarza tez, zapewniała coś więcej niż tylko parę godzin rozrywki. Już Myśli nowoczesnego endeka mnie zraziły, o czym zresztą pisałem, najnowsza książka w dorobku Ziemkiewicza potwierdza tylko smutny fakt końca tego autora. Trzymane w ręku dzieło znanego przecież publicysty nie jest nawet zjadaniem własnego ogona i pisaniem w kółko na jeden temat. Ziemkiewicz „odkrywa” prawdy dawno już opisane, przemielone, przetrawione nawet przez całe pokolenia Polaków, którzy czytają coś więcej niż tzw. „tygodniki opinii” i pomieszczone w nich cotygodniowe felietony.

Przyjrzymy się tezom Ziemkiewicza bliżej. Oto „niepokorny dziennikarz” obwieszcza nam prawdy nieznane, jakimi są kulisy wrześniowej klęski II RP. Jak sam uczciwie przyznaje, wyczytał te wstrząsające fakty w niezliczonych książkach, zarówno tych pochodzących z okresu krótkotrwałej niepodległości jak i te z czasów późniejszych. Owszem, nie każdy ma – zwłaszcza w dzisiejszych zabieganych czasach – tyle wolnego czasu, by samemu dotrzeć choćby do emigracyjnej prasy lub kilku mniej znanych książek. Trudno jednak uważać się za wykształconą choć trochę jednostkę bez świadomości faktu, że ostatnie lata istnienia II RP to była po prostu degrengolada warstw rządzących. Głosy takie pojawiały się już wówczas, w krytycznej wobec rządu prasie, pochodzącej tak z prawa jak i z lewa. Nie tylko – jak czasami zdaje się to sugerować Ziemkiewicz – krytykowali endecy, krytykowali także ludowcy i socjaliści, krytykowały politykę rządu mniejszości narodowe i komuniści. Podobnie było i później, w czasie wojny. Owszem, wśród wielu tekstów trudno nie zauważyć zwykłego politycznego wyrachowania, wynikającego z potrzeby bieżącej polityki, ale niemniej człowiek inteligentny potrafi sam wyciągnąć wnioski.

Właśnie – wnioski, analizy, obalanie mitów. To wszystko miało być w Jakim pięknym samobójstwie, ale jakoś trudno zauważyć choć jedną oryginalną myśl autora. Książka nie jest, jak chce Fabryka Słów, „błyskotliwą analizą”, jest zaledwie poprawną kompilacją faktów, z przedstawienia których nie wynika absolutnie nic. Po zakończonej lekturze mam tylko poczucie zmarnowanego czasu. Słusznie Ziemkiewicz wielokrotnie podkreśla, że nie jest historykiem. To widać wyraźnie właśnie w jego niemożności przeprowadzenia spójnego wywodu, który miałby siłę oddziaływania na czytelnika.

Jakie piękne samobójstwo to książka rozczarowująca. Nie ma w niej nic odkrywczego, nic świeżego, nic wywołującego choćby cień zainteresowania. Trudno polemizować z teoriami, których nie ma. Szkoda, bo liczyłem na znacznie więcej. Niestety, tym razem przeliczyłem się mocno. Dywagacje i gdybania, wytrzymujące jakoś tam dziennikarską cotygodniową „bieżączkę” można jeszcze jakoś znieść, ale od książki w twardych okładkach oczekuję czegoś więcej. Być może to naiwność, być może powinienem być realistą i nie spodziewać się błyskotliwych analiz. Jeśli to miała być lekcja udzielona mi jako czytelnikowi przez autora, to w tym zakresie Ziemkiewicz dopiął swego. Szkoda, że tylko tego.

Leszek Miller, Anatomia siły


Przyzwyczajeni jesteśmy do tego, że wielką historię poznajemy z drugiej ręki, a większość jej twórców od dawna nie żyje. Trochę inaczej jest z historią najnowszą. Tym tropem odkurzania dawnych-niedawnych spraw poszedł Robert Krasowski. Forma wywiadu jest naprawdę dobrym pomysłem, być może tylko trochę ściągniętym od śp. Teresy Torańskiej. Czymś oryginalnym jest natomiast napisanie trzech książek – wywiadów rzek z Leszkiem Millerem, Ludwikiem Dornem i Janem Marią Rokitą. Dziś tylko szef SLD, inni (mam nadzieję) niebawem.

Leszek Miller, Anatomia siłyKrasowski podzielił okres III RP na części związane z wyborami. To dobra formuła, bo sprawdza się w wypadku czołowego polityka. Prześledzimy losy Leszka Millera i jego (w sumie przecież kilku) formacji politycznych. Od upadku do zwycięstwa i z powrotem na dół, a potem znów do góry, by zostać strącony w polityczny niebyt. I mozolna, ale skuteczna kolejna droga do szefostwa w SLD. Można Millera nie lubić, ale nie ma chyba innego polskiego polityka, który byłby w stanie pozbierać się po takich ciosach. Dowiemy się trochę o wchodzeniu do Unii Europejskiej i o tym, jak wygląda rządzenie od środka. Będziemy mogli przyjrzeć się też owej słynnej „szorstkiej przyjaźni” między byłym premierem a prezydentem Kwaśniewskim. Zobaczymy trochę tego, czego na co dzień nie widać, czyli kulis sprawowania władzy.

Niestety, nie ma w tej książce tyle, ile by się chciało. Naprawdę sądzę, że można było nieco więcej informacji wydobyć, o wielu sprawach powiedzieć szerzej. Miałem takie wrażenie chwilami, że to Leszek Miller przeprowadza wywiad, mówi właściwie jedynie o tym, o czym chce powiedzieć. Zabrakło mi jakiegoś zwarcia, dziennikarskiego pazura, który by bardziej może dociekał, drążył, przygważdżał interlokutora. Byłoby niewątpliwie ciekawiej. Jest kilka takich momentów, ale to naprawdę zbyt mało.

Każdy, kto chce bądź lubi poczytać sobie o najnowszej historii Polski, powinien zainteresować się Anatomią siły. Tak naprawdę jednak uważam, że o wiele bardziej wartościowa będzie to lektura dla tych, którzy na co dzień z polityką czy historią – choćby najnowszą – nie mają wiele wspólnego. Książka Millera/Krasowskiego pomaga bowiem, mimo wszystkich moich zastrzeżeń, odrobinkę jaśniej postrzegać świat za oknem.

Antoni Dudek PRL bez makijażu


Autor jest dość znanym i cenionym znawcą historii najnowszej naszego kraju, specjalizuje się w temacie istnienia Polskiej Republiki Ludowej. Publikuje różne prace, nie tylko książkowe. Często można natknąć się na artykuły jego autorstwa w różnych popularnych polskich pismach, jak na przykład „Rzeczpospolita”, „Wprost” czy „Newsweek”. I właśnie ta książka jest zbiorem opublikowanych już w różnych periodykach artykułów, choć część z nich pojawia się w rozszerzonej formie.

Antoni Dudek zamieścił tu teksty z kilku lat, możemy więc prześledzić nie tylko ciekawie opisane losy naszego kraju, ale i dowiedzieć się wiele o czasie już nam współczesnym. Autor często odwołuje się do wydarzeń z ówczesnego życia politycznego wziętych, co wprawdzie nie zawsze wychodzi tekstowi na dobre, ale jest w pewien sposób interesujące. O ile też w początkowych rozdziałach opisywane kwestie mają ogromną ilość faktów, to w miarę lektury jest z tym nieco słabiej. Mimo to, całość utrzymuje wysoki poziom naukowy, co widać zwłaszcza w obiektywnym stosunku do opisywanych wydarzeń, a jednocześnie stanowi zajmującą lekturę.

Trzydzieści cztery teksty poruszają bardzo szerokie spektrum tematów, od tych bardziej znanych – poznański Czerwiec’56, postać kardynała Wyszyńskiego i historia strajków w Sierpniu’80, do tych mniej może znanych, ale świetnie uzupełniających panoramę historii PRL, żeby wspomnieć choćby historię ORMO i ZOMO lub tekst o dzienniku telewizyjnym.

Dzięki tej książce można się na pewno sporo dowiedzieć, choć osoby zainteresowane tematem i posiadające sporą wiedzę mogą poczuć się nieco rozczarowane. Jedynie niektóre z rozdziałów będą dla nich niosły nową wiedzę, inne co najwyżej ujawnią nieco więcej materiału faktograficznego do znanych wydarzeń. Warto jednak książkę przeczytać choćby dlatego, że jest naprawdę dobrze napisana i jej lektura sprawia czytelnikowi dużą przyjemność. Godna polecenia jest zwłaszcza dla młodzieży, która chciałaby się czegoś dowiedzieć o tamtych latach. Ta książka z całą pewnością dostarczy wiedzy każdemu zainteresowanemu.

David Ost Klęska „Solidarności”


Świeżo po lekturze amerykańskiego socjologa i politologa o losach polskiej „Solidarności”. Bardzo dobrze napisana książka, którą czyta się niczym powieść, a jest pozycją stricte naukową, opartą nie tylko o wszechstronne studia literatury na ten temat, ale popartą badaniami w Polsce i rozmowami z członkami „Solidarności” na przestrzeni lat 1989 – 2003. Autor spędził sporo czasu w naszym kraju i zna nasze realia, co zwiększa wiarygodność stawianych przez niego tez.

Wielka wartością tej książki jest także jej wszechstronność. Można ją odczytywać na wiele sposobów, w zależności od zainteresowań i powodów, dla których zdecydowaliśmy się po nią sięgnąć. I dzięki temu dla niektórych będzie to historia transformacji ustrojowej w naszej części Europy, dla innych z kolei dzieje „Solidarności” jako takiej, a dla jeszcze innej grupy może to być spojrzenie na rolę związków zawodowych w społeczeństwie i ich rola w procesie demokratyzacji życia społecznego. Czytając zresztą o poglądach lewicowych autora można nabrać przekonania o pewnej stronniczości jego tez, ale nie można dać się zwieść najprostszym odczuciom. Bo ta książka, mimo swoich, nielicznych na szczęście, wad, jest ważnym głosem na temat naszego kraju i jego kondycji  w sferze polityki. Tym donioślejszym, że napisanym przez Amerykanina i wydanym po raz pierwszy za oceanem właśnie. Być może przysłuży się ona do lepszego zrozumienia zaszłych i wciąż zachodzących przecież przemian, nie tylko zresztą za naszymi granicami, ale i w naszym kraju. Moim skromnym zdaniem powinni ją koniecznie przeczytać wszyscy parający się polityką, a także i wszyscy nią się interesujący, być może wówczas nasze społeczeństwo zacznie zmierzać w kierunku prawdziwego społeczeństwa obywatelskiego.