Craig Russell

Craig Russell, Mistrz karnawału


Cykl hamburski trwa. Ta część jest jednak nieco przewrotna. Jan Fabel wyruszy do Kolonii, by tam ścigać seryjnego mordercę. Przypadkiem całkiem inne śledztwo zaprowadzi tam jedną z jego współpracownic. Jak zwykle będzie się sporo działo, trupów znajdzie się też kilka.

Craig Russell, Mistrz karnawału

Craig Russell, Mistrz karnawału

Muszę przyznać, że Mistrz karnawału nieco mnie rozczarował. Z pozoru jego części składowe odpowiadają innym częściom serii. Fabuła jest wielowątkowa, autor nie ogranicza się do jednego wątku seryjnego mordercy, mamy trochę historii Niemiec i Hamburga, zawsze poruszane tematy społeczne również są łatwe do odnalezienia. Niestety, większość z tych elementów w tej powieści sprawia wrażenie pisanych na szybko i bez większego pomysłu.

Weźmy na przykład historię. Tym razem akcja przenosi się do Kolonii. Niestety, Russell w ogóle nie wykorzystał szansy na to, by dobrze przedstawić swoim czytelnikom miasto opisywanego w powieści śledztwa. Jego opisy ograniczają się do słynnej katedry i kilku przejażdżek policjantów po mieście. Równie dobrze możemy pobawić się Street View od Google’a. A może i nawet lepiej, bo przy odrobinie wysiłku poznamy na pewno więcej z ciekawej historii miasta. Tym razem w tej kwestii pisarz zawodzi.

Podobnie rzecz się ma z kilońskim karnawałem. Szkocki pisarz daje nam garść informacji o tradycjach, ale czyni to w sposób mało satysfakcjonujący czytelnika. Odniosłem wrażenie, jakby głównym celem Russella było epatowanie swych odbiorców skandalem. Stąd najwięcej się mówi o tym, że istnieje noc pełna zdrad małżeńskich, rozpusty i ogólnego rozpasania. Mowa jest także o dniu, w którym kobiety obcinają mężczyznom krawaty na znak wyzwolenia z patriarchalnej opresji, ale znowu w książce Russella jest to raczej egzotyczny prztyczek w męski nos, który za chwilę dostaje pocieszenie dzięki skierowaniu opisu w stronę nachalnego podrywu ze strony tak „wyzwolonych” kobiet.

Ciekawe jest za to połączenie tematyki karnawału i kanibalizmu. Jak informuje nas usłużnie autor, karnawał to przecież nic innego jak łacińskie carne vale, czyli pożegnanie z mięsem na okres nadchodzącego postu. W tym kontekście istnienie seryjnego zabójcy-kanibala, jest czymś dużo bardziej uprawdopodobnionym.

Problem kanibalizmu – zwłaszcza tego dobrowolnego, co stało się przecież rzeczywistym wydarzeniem w Niemczech przed kilku laty – opisany jest obszernie i z całą pewnością zgodnie z najnowszymi badaniami na ten temat. To chyba najjaśniejszy w ogóle moment konstrukcji fabularnej powieści. Postaci jak zwykle słuchają ekspertów, więc czytelnik otrzymuje wykłady na ten temat, ale nie męczą one czytelnika w jakiś szczególny sposób. Co więcej – zaryzykowałbym twierdzenie, że są bardziej niekiedy intrygujące od kryminalnej zagadki, która ciągnie się w sposób momentami niemalże usypiający.

Mistrz karnawału to powieść dwutorowa, choć oczywiście w pewien sposób oba dochodzenia są ze sobą powiązane. O ile jednak tym razem Jan Fabel robi niewiele, jego współpracownica Maria Klee przeżywa przygody godne filmu akcji. Spajający wcześniejsze tomy wątek ukraińskiego przestępcy rządzącego niemalże podziemnym światkiem naszych zachodnich sąsiadów wreszcie nabiera rumieńców. Niemniej jednak ciężko mi się pozbyć wrażenia, że cały ten wątek zbudowany jest w sposób mało zaskakujący czytelnika. W tym wypadku śledztwo dotyczące szalejącego kanibala jest zdecydowanie lepsze.

Trudno napisać dużo więcej o tej odsłonie przygód nadkomisarza Jana Fabla i jego zespołu śledczych. Nie jest to książka całkowicie zła, ale Craig Russell zdążył przyzwyczaić nas do znacznie lepszego poziomu. Z tego też powodu wypada potraktować Mistrza karnawału jako zwyczajny wypadek przy pracy i cierpliwie czekać na ciąg dalszy serii. Miłośnikom mimo wszystko polecam, chcącym dopiero poznać najlepszego śledczego hamburskiej policji Jana Fabla polecałbym jednak inną część serii. Choćby powieść Zmartwychwstały, opisywaną przeze mnie ostatnio na blogu.

Reklamy

Craig Russell, Zmartwychwstały


Craig Russell, brytyjski autor powieści kryminalnych, tworzy dwa cykle. Pierwszy z nich to czarny kryminał rozgrywający się w Glasgow lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku. Drugi to tak zwany „hamburski”, gdzie główną rolę odgrywa Jan Fabel, szef wydziału zabójstw. Zmartwychwstały należy właśnie do tego cyklu. Trzeba przyznać, że z książki na książkę czyta mi się Russella coraz lepiej.

Craig Russell, Zmartwychwstały

Craig Russell, Zmartwychwstały

Zmartwychwstały na pozór jest zwykłym thrillerem policyjnym. Fabel i jego ludzie prowadzą śledztwo w sprawie seryjnego mordercy, który skalpuje swoje ofiary. Z każdą kolejną odkrytą śmiercią strach w mieście narasta, a gazety mianują mordercę przydomkiem Hamburskiego Fryzjera. Jest tak sprytny, że nie pozostawia za sobą śladów. Gra z policją coraz śmielej, posuwając się do bezpośrednich gróźb wobec samego Fabla i członków jego zespołu.

Prawdziwą siłą pisarstwa Russella jest jednak fakt, że stara się on wyjść poza schemat powieści akcji. Ważne dla niego są inne elementy budowania dobrej opowieści. Te starania widoczne są we wszystkich powieściach cyklu, ale w Zmartwychwstałym udało się autorowi połączyć wiele elementów w jedną, spójną historię w sposób bardzo przekonywujący. Od zawsze wielkie znaczenie dla twórcy postaci Jana Fabla ma ukazanie Hamburga i jego historii. Fascynacja tym miastem jest ogromna, niemalże na każdym kroku możemy się o tym przekonać. Opisy całych dzielnic, wspominanie przeszłych wydarzeń, czynią lekturę książki jeszcze bardziej zajmującą. Niezwykle drobiazgowy i emocjonalny opis wielkiego bombardowania miasta z czasów II wojny światowej naprawdę robi wrażenie. Być może niektórzy się zastanowią nad tym, kto naprawdę ponosi winę za to, co się stało, a być może jedynie wzruszą ramionami, stwierdzając, że to wina samych Niemców. Russell nie rozstrzyga, po prostu przedstawia, wnioski pozostawiając czytelnikom.

Kolejną ważną kwestią jest zagadnienie terroryzmu lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Zmartwychwstały staje się w ten sposób powieścią aktualną, podejmującą problemy nurtujące od czasu do czasu niemiecką opinię społeczną. Chodzi o fakt, iż wielu dzisiejszych było przed laty zaangażowanych w radykalne lewicowe ugrupowania, często nie stroniące od przemocy. Części z nich udało się ukryć przeszłość i zrobić kariery zawodowe. Problem jest jednak wciąż żywy, o czym przekonał się przed laty Joschka Fischer, który musiał odejść z rządu po tym, jak opublikowano zdjęcie na którym bije policjanta podczas zamieszek sprzed lat. Russell ponownie przedstawia, nie wartościuje, ocenę pozostawiając innym.

Kolejnym istotnym tematem jest kwestia pamięci genetycznej. Niektórzy uważają, że geny są w stanie przenosić informacje. Na poparcie swojej tezy przytaczają badania, które zawierają informacje dotyczące na przykład zwiększonej podatności na choroby wywołane przez stres lub uraz psychiczny u potomków ofiar Holocaustu. Są też historie ludzi, którzy znajdując się po raz pierwszy w jakimś miejscu, poruszali się po nim zupełnie swobodnie. Teoria ciekawa, a na dodatek udało się Russellowi przedstawić ją w dość interesujący sposób.

Fascynacja historią jest zresztą u Russella widoczna od początku cyklu. Nieprzypadkowo  komisarz Jan Fabel z wykształcenia jest historykiem. Pozwala to pisarzowi na kreślenie historycznych i archeologicznych dygresji, dość zajmujących, trzeba przyznać. Jego opisy sprawiają, że nawet osoby nielubiące historii od czasów szkolnych mogą zmienić zdanie.

Zmartwychwstały to naprawdę inteligenta rozrywka na dużym poziomie. Fabularnie i językowo świetna, autor nie zapomina o niczym. Nawet jeśli ktoś nie zna poprzednich części cyklu, nie będzie czuł się zagubiony. Zafascynowany – na pewno tak.

Craig Russell, Długi pocałunek z Glasgow


W powodzi skandynawskich powieści kryminalnych, rynek anglosaski jakby nieco osłabł. A niesłusznie, bo dzieją się tam rzeczy istotne. Istnieją ludzie, którzy piszą ciekawe książki, jak choćby dzisiejszy autor – Craig Russell. Jego książki zaczynają się pojawiać w ramach „Mrocznej serii” wydawnictwa WAB, więc jest nadzieja na całość cyklu.  Zwłaszcza, że Długi pocałunek z Glasgow to naprawdę dobra książka. Czarny kryminał rozgrywający się w szkockim mieście w połowie XX wieku – powinno brzmieć wystarczająco zachęcająco, czyż nie?

Craig Russell, Długi pocałunek z Glasgow

Craig Russell, Długi pocałunek z Glasgow

Wszystko zaczyna się w chwili, gdy prywatny detektyw Lennox zastaje zwłoki ojca dziewczyny, z którą spędził wieczór. Ojciec był bukmacherem, związanym interesami z półświatkiem. Zainteresowany prywatnie i zawodowo bohater zaczyna coraz bardziej drążyć temat śmierci „Bilona”, tym głębiej wnika w gąszcz interesów Trzech Króli – trójki gangsterów rządzących miastem. Okazuje się też, że jest jeszcze ktoś inny, znacznie potężniejszy niż wszyscy gangsterzy Glasgow razem wzięci. Jak rozwikłać tę skomplikowaną sytuację i pozostać przy życiu? Lennox ma głowę na karku, więc powinien dać radę.

Czarny kryminał to powieść o dość ściśle określonych zasadach. Russell trzyma się ich w sposób, który nie przynosi mu ujmy. Nie kombinuje, nie gra z tradycją, on ją po prostu odtwarza. Na tyle sprawnie, że czyta się to świetnie.

Lennox to twardziel, jak przystało na gościa, który ma być prywatnym detektywem, działającym na granicy prawa, wykonującym zlecenia dla gangsterów, ciągle gotowym do bójki. Jednocześnie jest miłośnikiem literatury, niejednokrotnie czyniącym literackie aluzje lub rzucającym cytaty. Jest także, jak przystało na ramy gatunku, mistrzem sarkazmu. Jednoosobowa narracja pełna jest osobliwego humoru. Posiada też coś jeszcze – przekonanie, że to udział w wojnie uczynił go właśnie takim twardzielem, zupełnie wbrew jego naturze. Nie tylko jego zresztą.

Glasgow jest tutaj pełnoprawnym bohaterem. Wraz z Lennoxem poznamy je dobrze. Pełne zjadliwej ironii komentarze dotyczące miasta i ludzi w nim mieszkającym nie powinny być jednak mylące – nie da się ukryć wielkiej atencji detektywa do miejsca, w którym zdecydował się spędzić życie. Mimo dymu fabryk, zimna i brudu, to miasto stało się jego i o tym przekonujemy się na każdej stronie.

Długi pocałunek z Glasgow daje dokładnie to, co obiecuje – czarny kryminał w szkockich realiach. Nic więcej, ale także nic mniej. Kto zatem tęskni za podobnym klimatem, powinien wyruszyć na poszukiwania książki Craiga Russella czym prędzej. Łup na pewno będzie wart tej wyprawy.