Uncategorized

Joanna Skalska Eremanta


„Eremanta” to powieściowy debiut Joanny Skalskiej, autorki wcześniej publikującej swoje opowiadania w „Esensji”, „Creatio fantastica”, „Fahrenheit” i „Nowej Fantastyce”. Autorka na co dzień mieszka w Anglii, co także znalazło swoje odbicie w powieści. Ale może po kolei.

Eremanta to oddalona od świata wioska, która różni się nieco od otaczających ją osad, choć nikt nie wie tak naprawdę dlaczego. Zagubiona gdzieś w Ameryce Łacińskiej, w nieokreślonym z nazwy królestwie, na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie umierającego miejsca, którego dni świetności dawno minęły. Ponadto ludzie ją zamieszkujący nie rozmawiają w ogóle ze sobą, prowadząc przy tym na pozór normalne życie plantatorów winorośli i producentów wina. Rodzą się, dorastają, żenią i umierają, ciężko pracując i nie mówią praktycznie nic, poza naprawdę wyjątkowymi okazjami lub w mieście na targu. Żyją, ale jakby umarli, nie wydając dźwięku.

Historia ludzi z tej wioski przeplata się z opowieścią o Magdzie, młodej dziewczynie z Polski, która przyjechała do Londynu do pracy. Pilnuje domu rodziny polskich emigrantów, którzy wyjechali na całe lato do Ameryki. Samotnie spędzająca czas Magda zajmuje się tłumaczeniem starej hiszpańskiej książki, opowiadającej dzieje dziwnej wioski o nazwie Eremanta.

Powieść jest bardzo bogata w wątki i wydarzenia, mimo leniwego tempa potrafi przykuć czytelnika do fotela i nie pozwala odłożyć książki przed końcem lektury. Niesie w sobie wiele bardzo trafnych spostrzeżeń o naturze ludzkiej, co stanowi w ogóle nadrzędny cel książki. Bo w tej powieści nie tyle rozwój fabuły jest ważny, a drugi człowiek i jego losy. Autorka stara się pokazać różne historie, widziane często z wielu perspektyw, jako jedną całość, która tworzy ludzką egzystencję. Brak rozmów pomiędzy mieszkańcami Eremanty to alegoryczne przedstawienie wagi istnienia komunikacji pomiędzy ludźmi. Komunikacja, nawet ta najprostsza, to podstawa ludzkiej egzystencji, bo to na niej możemy budować swoje życie, tworzyć coś trwałego.

Reklamy

Ewa Zachara „Cajtfikser”


Któż z nas nie marzył, by choć jeden, jedyny raz móc cofnąć czas? Któż nie wyobrażał sobie, jak wiele mógłby zmienić, coś poprawić, czegoś innego w ogóle nie zrobić? Wyobraźmy sobie więc, że istnieje powszechnie dostępne urządzenie, które potrafi cofnąć – lub przyśpieszyć ! – czas. To właśnie jest cajtfikser ( od niemieckich słów Zeit – czas i fixeren – naprawiać). Dzięki temu wspaniałemu urządzeniu już nie ma wypadków i przestępców, znikają także kłótnie rodzinne i sąsiedzkie. Gdy chcesz coś zmienić, po prostu cofasz czas. Mało tego – będąc skazany/-a na ciężki ośmiogodzinny czas pracy możesz czas przyśpieszyć i juz po chwili jesteś już po pracy. Brzmi jak przyjemna wizja przyszłości ?

Niestety, tak tylko brzmi w naszej głowie, kiedy sięgamy w księgarni po książkę i czytamy zapowiedź z czwartej strony okładki. Sama lektura nie jest już jednak tak przyjemna i w efekcie część czytelników może się poczuć w jakimś tam stopniu zawiedziona. Oczekiwali przecież lekkiej i zabawnej literatury, która pozwoliłaby oderwać się od spraw codziennych, a książka im tego nie zapewniła, wbrew zapowiedzi. Świetny skądinąd pomysł, który naprawdę zaintrygował mnie na tyle, bym powieść zdecydował się przeczytać, został jednak zwyczajnie „zamordowany” przez autorkę podczas pisania. Z założenia lekka i przyjemna, pełna komizmu i żartobliwych dialogów powieść po prostu irytuje zamiast bawić. Mało tam wątków w ogóle jest ze sobą powiązanych, konstrukcja świata przedstawionego strasznie trzeszczy w posadach. Co gorsza, następuje to już w połowie utworu, nieco odstręczając od dalszej lektury.

W moim subiektywnym odczuciu debiut ten nastąpił nieco przedwcześnie. Naprawdę świetny pomysł i nieźle wykreowany, niezwykle barwnie urządzony świat to składniki bardzo dobrego opowiadania, według mnie forma powieści zupełnie im nie posłużyła. Szkoda, bo przy odrobinie szczęścia, które jest niezbędne każdemu przedsięwzięciu, mogło być to jedno z tych wspaniałych i szeroko omawianych opowiadań, a wyszło z tego dość mało atrakcyjne dziełko, niezapadające w pamięć. Nie przekreślałbym jednak autorki, która udowodniła posiadanie zmysłu obserwacji i umiejętność wymyślenia ciekawych pomysłów. Jeżeli popracuje nad pisarskim warsztatem, może nas jeszcze zaskoczyć.

Janusz Gross „Sąsiedzi”


Tematyki żydów i Szoah ciąg dalszy. Dziś najbardziej kontrowersyjna książka roku 2000, wywołująca przez dość długi czas spory wśród całego społeczeństwa. Jakoś wtedy zajęty byłem sporymi zmianami w moim życiu, potem sprawa przycichła i dopiero niedawno przypomniałem sobie o tej pozycji, widząc inną już książkę tego autora w księgarniach. Pomyślałem, że warto zapoznać się z czymś, aby wyrobić sobie własne zdanie na ten temat. No i już w dzien po lekturze jestem pewien, że to dla mnie początek długiej drogi zbierania tekstów i prób poznania faktów, a także  zrozumienia tego, co się stało. Ja nie mam wątpliwości co do istnienia antysemityzmu w Polsce, natykam się często na różne tego objawy, choć jakby wśród młodych nieco mniej, ale nie wiem czy moje spostrzeżenia są pełne, nie mam przecież zbyt wiele kontaktów wśród nastolatków.

Sasiedzi-Historia-zaglady-zydowskiego-miasteczka_Jan-Tomasz-Gross,

Odnoszę wrażenie, choć i tu nie jestem (jeszcze) znawcą, że materiał faktograficzny został zebrany przez prof. Grossa bardzo starannie. Nie wyobrażam sobie zresztą, by mogło być inaczej. To przecież naukowiec. No i z całą pewnością, jako jeden z wydalonych z Polski na skutek wydarzeń marcowych, zdawał sobie sprawę z burzy zarzutów, jakie ta książka wywoła. Bo przecież w Polsce o antysemityźmie się zbyt wiele nie pisze, marginalizując temat, sprowadzając go do obecności wśród nielicznych, mimo iż nie ogranicza się do tego. Gross pokazuje to całkiem dobrze w swojej książce, kiedy opisuje przyjazdy ocalałych Żydów do swych dawnych miejscowości, gdzie wszyscy dobrze znają temat pogromu. Tak właśnie jest, i trzeba mieć tą świadomość.

powrót


Nareszcie mam znowu dostęp do sieci. Problem z zaksięgowaniem rachunku w firmie, jakieś inne dziwne rzeczy, ale na szczęście to już przeszłość. Od teraz mam zamiar nieco bardziej się przyłożyć do pisania. Czytam cały czas i tak naprawdę to mam sporo tematów, które we mniesiedzą„. Wprost nie mogę się doczekać, kiedy zacznę naprawdę pisanie i tworzenie tego bloga niejakopełną gębą„.

Hello world!


tak. to mój nowy blog, gdzie spróbuję jakoś skomentować to, co przeczytam. mam nadzieje, że nie bedzie to ani nudne ani pretensjonalne, a może pozwoli komuś znaleźć coś przyjemnego do czytania. albo pożytecznego.

to już moja trzecia próba blogowania, szczerze mówiąc żadna się nie powiodła. nie z powodu lenistwa, bo zapiski na własny użytek prowadzę dość regularne zapiski od 1994 roku… wydaje mi się, że jakoś boję się publiczności. ale może tym razem będzie lepiej, może dorosłem nieco?