Koniec z książkami?

Od kilku miesięcy właściwie pisanie o książkach w formie bloga straciło dla mnie większy sens. Morze tak zwanych recenzji ogranicza się do nowości wydawniczych, nikt nie chce czytać o powieści wydanej przed rokiem, nie mówiąc o starszych. Za ilością nie idzie w parze jakość, ale w końcu nie można się spodziewać co miesiąc nowej książki Stasiuka, Twardocha, Chutnik czy Tokarczuk. Listy zaś książek coraz bardziej przypominają o tym, że biznes robi się na ściankach i targach, powieść jest towarem a twórca musi mieć ładną buzię i dobry makijaż. Zupełnie nie ma w tym roli słowa pisanego.

Pisanie o książkach wymaga również styczności z bestsellerami sieci handlowej sprzedającej tandetne świeczniki. To również przekracza moje możliwości, czytanie wypocin Katarzyny Bondy powinno być karą w piekle, podobnie jak zetknięcie się z gimnazjalnym humorem Marty Kisiel albo śmiesznymi do bólu strachami amerykańskich prowincjonalnych strachów serwowanych na kilogramy opasłych tomów Stephena Kinga. Prawdziwa literatura zdaje się być gdzieś indziej.

Można też pisać o tym, co pisarz lub pisarka zjada na śniadanie, dlaczego bieganie wspomaga proces twórczy bądź też analizować zdjęcia biurka. Można nawet pisać o tym, co dana osoba ostatnio napisała na Facebooku lub umieściła na Instagramie. W ten sposób dziś odbiera się literaturę.

Podążanie za modą w tym rejonie mi zupełnie nie wychodzi, niemniej jednak próbuję coś zrobić z kryzysem wieku średniego. I dlatego zacząłem pisać na tematy bardziej modne, a mianowicie o muzyce i serialach. Jeśli dobrze pójdzie, zacznę może blogować o parentingu albo zwyczajnie o lifestyle’u z dużego miasta w naszym kraju. Póki to nie nastąpi polecam poczytać o tym, dlaczego kocham Boba Dylana i uważam, że Nobel należał mu się jak psu buda:

http://www.tysol.pl/a1528-Bob-Dylan-wielkim-poeta-jest

 

A jeśli ktoś nie lubi Dylana, ale za to kocha historyjki opowiadane za pomocą ruchomych obrazków, polecam tekst traktujący o serialach. Nie będzie to jednak kolejny pean zachwytu nad tym, co robi nudny i przewidywalny do granic amerykańskiej popkultury Netflix, a wyprawa w nieznane, do nieodkrytych lądów cywilizacji o podobnym potencjale technicznym, posiadającej jednak zupełnie inny stopień wrażliwości. Jeśli się nie boicie opuszczenia znajomych lądów i porzucenia chwilowych mód, zapraszam do wspólnej podróży tutaj:

View story at Medium.com

Reklamy

2 comments

  1. Panie Krzysztofie, Pan się nie łamie. Można pisać o starociach ograniczonej ilościowo grupy. Takich blogów jest niewiele i słabo je widać, ale kto chce, to dotrze. I szkoda każdego rezygnującego. Recenzji nowości jest wchulion, a recenzji książek starych – mało. A przecież sumarycznie to samych książek starych jest więcej niż nowych, więc jest z czego wybierać. Zawsze warto przypominać o nich, ja na przykład od czasu do czasu uparcie propaguję Rembeka i kilka już osób po „W polu” sięgnęło dzięki temu.A nawet dla jednej takiej osoby – warto.

    Piękny tekst o Dylanie, dziękuję za niego i pozdrawiam.

    1. Dzięki za dobre słowo. O książkach pisać nie przestanę, nawet jeśli od czasu do czasu opuszczam tego bloga to pisuję w innych miejscach. Może faktycznie ostatnio zaniedbałem starocie, ale parę wpisów i pomysłów już mam gotowych, pojawią się pewnie i tutaj.
      Jasne, że warto, nawet dla jednej osoby. Na przykład wspomnianego Rembeka, to faktycznie wart uwagi i zbyt zapomniany autor.
      Pozdrawiam i ja.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s