Gaja Grzegorzewska, Betonowy pałac

Słyszeliście o czymś takim jak proza kobieca? Zdania akademickie w tym temacie są mocno podzielone. Jedni (i jedne) uważają, że nie istnieje taka twórczość, a takie przypisywanie płci to czysty seksizm, inni (i inne oczywiście) zaś zachwycają się, czytając taśmowo produkowane historie, wychodzące spod palców Olgi Rudnickiej i jej podobnych wyrobnic literatury pięciorzędnej. Niezależnie jednak od tego, co sądzisz o prozie kobiecej, rozpoczęcie lektury jakiejkolwiek książki Gai Grzegorzewskiej sprawi, że szybko dowiesz się, czym jest proza męska. Betonowy pałac jest tak mocny, że niewielu mężczyzn w Polsce potrafiłoby napisać coś takiego. Tym zatem lepiej dla literackiej publiki, że polski kryminał ma taką autorkę.

Gaja Grzegorzewska, Betonowy pałac

Kryminał to gatunek, w którym rządzą rygor, szablon i motyw. Zasady są tu jasne, pole manewru niezbyt wielkie i jedynie można próbować gry z konwencją lub podbijać akcenty w miejscach niekoniecznie ogranych przez innych. Grzegorzewska doskonale o tym wie, dlatego też właśnie czyni to wszystko w swoich książkach. Ze znakomitym rezultatem dodajmy. Przy okazji Betonowego pałacu widać to może nawet wyraźniej niż wcześniej.

Betonowy pałac to z pewnością czarny kryminał, w którym tym dobrym jest ten zły. A raczej próbuje być dobrym, choć kiedyś był zły. A może jednak dobry jest cały czas, ale miał trudne dzieciństwo i wychował się w kiepskiej okolicy? Nieważne, bo to przecież nie o niego w ogóle chodzi. Chodzi o czytelnika przecież, protagonista ma jedynie pokazać coś, co tkwi w odbiorcy. Moim zdaniem, pokazuje nad wyraz dobrze.

Można tę powieść odczytywać jako mocny kryminał, w którym faktycznie tkwi ogromny potencjał filmowy, byłoby to jednak zbyt uproszczone i na pewno zbyt krzywdzące. Bo przecież Betonowy pałac to nie tylko zgrabnie zmontowana fabuła, w której ilość trupów, poszukiwania, montowanie drużyny, zły władca, romans i seks, rozstanie i zwycięstwo nie mające żadnego smaku odpowiada najwyższym światowym standardom kinematografii. To przede wszystkim powieść o naszej rzeczywistości.

U Grzegorzewskiej wszystko jest jasne i klarowne. Kraków to miasto, a Osiedle to Osada. Światy właściwie równoległe, poukładane na inną modłę i starające nie wchodzić sobie w życie. Każde duże miasto ma takie Osiedle, więc historia jest bardzo prawdopodobna, właściwie realistyczna. Z łatwością to można zobaczyć na własne oczy jeśli tylko ktoś chciałby opuścić swoje bezpieczne mieszkanie, wciąż opłacane za szwajcarskie franki i przejść się ulicami, na których nawet policjanci nie czują się bezpiecznie.

Mam takie wrażenie zresztą, że ta powieść jest przeznaczona przede wszystkim dla czytelników przynależących do pokolenia autorki. Śladów na potwierdzenie tej tezy, jak to w literaturze kryminalnej, jest wiele, wystarczy tylko umiejętnie przeczytać i odtworzyć z okruchów, starannie rozsianych po całej powieści. Nie chodzi tylko o kredyty, modne lokale czy krzywe spojrzenie na rzeczywistość. Podobne mamy doświadczenia, my wciąż zaliczani do pokolenia dzisiejszych trzydziestolatków, mający w dziurawej nieco dziś pamięci własne czesanie i zarzucanie, baniowanie i zjeżdżanie. Podobnie też patrzymy z nostalgią na to, co robiliśmy w okolicach matury, odbywanej w cudownej aurze milenijnego zmierzchu, dekadencji i nowych środków odurzających wymieszanych z tradycyjnymi wpływami alkoholu i hormonów.

Ten świat, bardzo namacalny, został na dodatek opisany świetnym językiem, co wzmaga jedynie przyjemność płynącą z lektury. Tu każda postać mówi swoim własnym głosem, rzadkie to dziś w naszej rodzimej produkcji kryminalnej, tłoczonej niemal taśmowo od jednej sztancy. Moim ulubionym fragmentem jest bajera Króla na patrzonku, będąca w moim osobistym rankingu literackim mistrzostwem III RP w dziedzinie kryminalnej kminy. Nikt tak nie dziś nie pisze, coś tam jedynie niektórzy próbują w retro nieudolnie przemycać, bezczelnie przy tym zrzynając z dzieł wydanych w międzywojniu. Grzegorzewska pod tym względem pokazuje to osłuchanie, którego brak tak wielu innym, a które jest przecież jednym z kluczowych warunków powodzenia w zaczernianiu papieru.

Betonowy pałac jest powieścią, która przekonuje, że można pisać kryminały w taki sposób, że nie wstyd o nich rozmawiać na literackich salonach i podczas akademickich dysput.  Ta książka pokazuje, że forma i treść nie muszą być miałkie, sztampowe i zwyczajnie nudne, powtarzające jakieś wydumane fantazje o seryjnych mordercach, których może złapać jedynie mądry szaman lubiący stary rock lub też szamanka bez właściwości, a w ostateczności może to jeszcze być jakiś posiwiały prorok.

Na szczęście mamy Grzegorzewską, więc czytelnicza nuda nie grozi, tym bardziej, że już niebawem wychodzi nowa książka, zatytułowana Kamienna noc. Czas oczekiwania warto sobie skrócić poznając bądź też wracając do lektury Betonowego pałacu.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s