Mariusz Zielke, Człowiek, który musiał umrzeć

Mariusz Zielke podbił rynek polskiej powieści kryminalnej debiutancką powieścią zatytułowaną Wyrok. Kolejne książki nie miały tej samej siły rażenia, wręcz z każdą było coraz słabiej. Najnowsze dokonanie, Człowiek, który musiał umrzeć, pozwala nieco bardziej optymistycznie patrzeć na to, co Zielke może zrobić na polu rodzimej literatury kryminalnej i sensacyjnej.

Mariusz Zielke, Człowiek, który musiał umrzeć

Trudno w trakcie lektury nie odnieść wrażenia, że autor postanowił sprzedać powieść, na którą czeka rynek. Podczas czytania nie wiadomo niekiedy dokładnie, co jest zamierzonym żartem, co grą z konwencją a co zwyczajną próbą schlebiania czytelniczym gustom. Nie ma wątpliwości, że Zielke postanowił napisać książkę, która będzie sankcjonowała jego nazwisko w wyścigu o tytuł „polskiego Stiega Larssona”. Zapożyczeń i mrugnięć do czytelnika jest tak wiele, że ostateczny werdykt nie jest wcale sprawą łatwą.

Znacie postać nieprzystosowanej do życia outsiderki, która jednocześnie świetnie sobie radzi z hakowaniem cudzych komputerów? Kojarzycie skądś szwedzkiego dziennikarza, będącego idealistą wydającym pismo niepokorne i nie schlebiające gustom? To wszystko w tej powieści jest, aż do przesytu i aż do punktu, w którym zaciera się granica pomiędzy grą z gatunkiem, pastiszem a kampem, zdającym sobie sprawę z przedstawienia określonej tematyki w ściśle wytyczonym celu. Wymieszane razem tworzą lekkostrawną potrawę, która jednak dość jednoznacznie przywodzi na myśl papkę, którą raczą nas inni dostarczyciele rozrywki, ukrywający się pod płaszczykiem twórców literatury kryminalnej.

Nie ma potrzeby tworzenia zarysu akcji, przebieg wydarzeń przedstawianych przez Zielkego jest schematem tak mocnym, że zaskoczenie czytelnika nie jest możliwe. To wszystko już było, to wszystko jest i, zapewne, to wszystko jeszcze nie raz będzie, nie tylko w książkach wychodzących spod palców tego konkretnego autora. Prawdopodobnie to znak czasów, w których poważniejsze kwestie muszą być ukryte pod maską zjadliwych dla przeciętnego pożeracza kryminalnych historii. O czym mówił swojego czasu sam autor, przy okazji promowania powieści Formacja trójkąta. Skoro nie ma zapotrzebowania na bardziej ambitne rzeczy, rzemieślnik musi schlebiać gustom gawiedzi. Jak mówi młodzież, hajs musi się zgadzać. Szkoda jedynie, że przy tej okazji polski kryminał stracił naprawdę wartościowe powieści, zyskując w zamian klony modnych bestsellerów.

Nie wszystko w tej powieści jest, oczywiście, kiepskie. Nadal można znaleźć fragmenty, za które pokochaliśmy (a przynajmniej ja) debiutancką książkę Zielkego. Kąśliwe i jednocześnie celne uwagi na temat polskich polityków, rodzimych (?) mediów, biznesu i ich wzajemnych związków nadal potrafią uderzyć swoją celnością, nadal posiadają wartość, której często brak u innych producentów rozrywki spod znaku polskiej literatury sensacyjnej. Tym większy żal, że jest tego rodzaju wstawek tak mało i, jeśli już się zdarzają, uległy tak dużemu spłyceniu. Po autorze Wyroku spodziewać się należy czegoś więcej.

Niestety, książkę zabija też język. Mógłbym się długo pastwić nad tym, co i jak opisuje autor na prawie sześciuset stronach swojej powieści, dlatego ograniczę się jedynie do pojedynczego cytatu: „Pożałujesz. Możesz być przekonany że doprawdy pożałujesz.” Kwestia ta sprawiła, że niemal pożałowałem sięgnięcia po książkę, słyszał ktoś kiedyś takie słowa na żywo w czasie po 1989 roku? Podobnych językowych kwiatków jest więcej, co naprawdę obniża w moich oczach wartość tej książki.

Patrząc jednak obiektywnie, z punktu widzenia autora chcącego po prostu sprzedać swoją powieść jak najszerszej liczbie ludzi, trudno się tak naprawdę czepiać tego lub owego szczegółu. Wszystko jest jasne, tak jak zupełnie jasne było dla nieszczęsnego Larssona – jest popyt, więc należy stworzyć i produkt. Z tego punktu widzenia jest tam wszystko to, za co pokochaliśmy współczesny thriller kryminalny, więc zapewne może to być książka o dobrych wynikach finansowych. Wszak, trawestując słowa z jednego z najbardziej kultowych polskich filmów, podobają nam się książki które już czytaliśmy. I dlatego Człowiek, który musiał umrzeć może, a nawet powinien się podobać.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s