Zygmunt Miłoszewski, Gniew

Jak stworzyć bestseller literatury kryminalnej? Przepis na to jest bardzo prosty, choć nie ma zbyt wielu książek teoretycznych na ten temat, przynajmniej w języku polskim. Uważna lektura ostatniej części trylogii o prokuratorze Teodorze Szackim powinna wyjaśnić, jak się buduje prawdziwie literacki hit. Miłoszewski zapewne za lat kilkanaście stanie się jednym z akademickich wzorców, omawianych przy okazji zajęć teoretycznych. Gniew z całą pewnością się do tego nadaje najlepiej.

Zygmunt Miłoszewski, Gniew

Fabuła w Gniewie jest tak prosta, że wręcz banalna. Tu wciąż schemat goni schemat, a uważny czytelnik szybko orientuje się, z czego i jak autor zaczerpnął swoją inspirację. Każdy krok prokuratorskiego śledztwa przybliża odbiorcę nie tyle do chęci poznania prawdy, ale do skończenia już męki czytania po raz kolejny o tym, że trzeba wyburzyć budynki powstałe w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku albo o niewydolności systemu sprawiedliwości, jedenastu jeziorach i wiecznych korkach, spowodowanych urzędniczą indolencją. Mimo celności, mimo kilku udanych żartów, na 400 stron zadrukowanych maczkiem (swoją drogą to skandal ze strony wydawnictwa WAB, zmniejszają tę czcionkę coraz bardziej w Mrocznej serii) to stanowczo zbyt wiele, by dało się znieść lekturę bez chwili przerwy. Oczywiście, te wszystkie elementy doskonale wpasowują się w polskie narzekanie na wszystko i wszystkich, ale mimo wszystko od największej obecnie gwiazdy polskiej literatury kryminalnej oczekiwałbym czegoś więcej. Choć pewnie autor jedynie kontynuuje w pewien sposób to, co zaczął i dziś po prostu spełnia oczekiwania swoich odbiorców.

Co z tym przepisem na kryminalny hit? To proste i banalne. Weź modny, mocny temat, wzorując się na skandynawskich próbach. Jak wszyscy doskonale w tym kraju wiedzą, książki czytają przede wszystkim kobiety, więc przemoc domowa będzie strzałem w dziesiątkę. Nie zapominaj przy tym o tym, że jednak to sensacja, więc weź trochę z amerykańskich filmów, choć nie przesadzaj, w końcu to tylko zapyziały Olsztyn, nie San Francisco. Dodaj do tego odrobinę codzienności w postaci kłopotów z nastoletnią córką, zgryźliwe obserwacje życia codziennego, nieco humoru i szczyptę seksu w postaci trzech scen łóżkowych. Sukces murowany, prawda? Tak właśnie z grubsza wygląda właśnie Gniew i dlatego rozczarowuje. Nie ma powiewu świeżości poprzednich dwóch książek. Chyba, że za świeżość uznać pomysł początkowego zabójstwa i teatralnego zakończenia, w którym wszystko jest możliwe, nawet seria kolejnych dziesięciu książek z przygodami ostatniego ze sprawiedliwych prokuratorów III RP.

Miłoszewski przy promocji książki, zresztą jak zawsze głośnej, gdyż tu wydawnictwo WAB nie szczędzi środków, wspominał o tym, że z Teodorem Szackim koniec, że się nim zmęczył. To widać wyraźnie w Gniewie, bo przemyślenia faceta w średnim wieku są tak sztampowe, że momentami przypominają wręcz farsę. Widać tę mękę twórczą i niestety czytelnik też męczy się momentami.

Narzekam i narzekam, bo jest na co, ale uczciwie muszę przyznać, że kilka razy głośno wybuchnąłem śmiechem w trakcie lektury. I to właśnie dla tych nielicznych momentów mimo wszystko warto po tę książkę sięgnąć.

Advertisements

7 comments

  1. Miłoszewski jeszcze przede mną – jakoś się boję rozczarowania jego książkami – po tych wszystkich zachwytach z każdej możliwej strony. Chociaż sam Miłoszewski jest świetnym facetem – byłam na kilku spotkaniach autorskich z jego udziałem i na tychże spotkaniach mnie kupił.

    1. Agnieszka, ja miałam tak samo, ale jakoś przeżyłam 😉 Postaraj się nie nastawiać się na to, że będzie genialnie. Ja się nie zachwycałam, choć były elementy, które bardzo mi się podobały. Ale jak słyszę, że ktoś mówi, że Szacki o ideał faceta, to mnie szlag trafia. No tak, fajnie, że tyle kobiet lubi być poniżane i zdradzane przez jakiegoś dupka w garniturze :/

      Krzysztof, ja właśnie słucham audiobooka Bezcennego, na razie jest okej, ale to zupełnie inny typ książki, może rzeczywiście ma w sobie coś z Browna 😉 Ale słyszałam wiele głosów, że Bezcenny jest najlepszą z jego książek.

      1. Dla mnie „Bezcenny” jest za bardzo amerykański, nie wspominając już o tym, że choć bohaterka jest ekspertką, to jednak musi istnieć postać jej mistrza 😉 Poza tym za dużo czytałem powieści o handlu sztuką i szukaniu dawnych obrazów, by przemawiał do mnie ten opis. Za dużo znam historyków sztuki może 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s