Nikołaj Nikulin, Sołdat

Niemal dokładnie dwadzieścia lat temu spotkałem na chrzcinach w rodzinie kuzyna swojego dziadka. W przeciwieństwie do reszty rodziny, w czasie wojny zbyt młodej by walczyć, on uciekał z zesłania do armii Andersa. Jak wielu innych, nie zdążył, wylądował ostatecznie u Berlinga, który na tle tego, co działo się w Związku Sowieckim, był prawdziwym patriotą i wybawcą dla wielu, bardzo wielu Polaków. Starszy pan nie chciał jednak mi, wówczas w ósmej klasie podstawówki, opowiadać o tym, co widział na szlaku do Berlina. Lektura wspomnień Nikulina wyjaśniła mi ostatecznie dlaczego. Sołdat  to opowieść o tym, że wojna wcale nie jest piękną panią, a chłopcy malowani idą za nią jedynie dlatego, że nie mają innego wyjścia.

Nikołaj Nikulin, Sołdat

Właściwie Sołdat nie powinien szokować, bo to, co opisuje Nikulin, jest powszechnie znane od lat. Rozpoznanie bojem, czyli atak biegiem na karabiny maszynowe, często przez pole minowe, to stały element taktyczny wojsk sowieckich podczas wojny w latach 1941 – 1945. Kto choć raz grał w Call of Duty, ten doskonale zna to uczucie, kiedy pod ostrzałem giną wszyscy dookoła, a jedyne, co dostajesz do walki to karabin bez nabojów lub same naboje. I musisz biec, bo za plecami stoją enkawudziści, którzy strzelają znacznie celniej od Niemców. Co takiego jest zatem we wspomnieniach Nikulina, co nie pozwoli ci odłożyć książki zanim jej nie skończysz?

Sołdat  to również, poza długą litanią błędów dowództwa i skargą na okropieństwa wojny, również opowieść o życiu zwykłego człowieka, który dostał się w tryby historii. W systemie sowieckim trudno było o przyjaźń, ale Nikulin podaje jej przykłady, podobnie jak chyli czoła przed tymi dowódcami, którzy doskonale zdając sobie sprawę z bezsensowności rozkazów płynących z góry, szli na czele swoich oddziałów.

Nikulin uzmysławia też czytelnikowi fakt, że nasze życie tak niewiele zależy od nas samych. Lata ocierania się o śmierć nauczyły rosyjskiego żołnierza jednej podstawowej rzeczy – w życiu rządzi przypadek. Mógł stać akurat w tym miejscu, ale schylił się by zawiązać but lub zapalić papierosa. Miał być w tyralierze biegnącej ku zagładzie, ale nagle okazał się być potrzebny w zupełnie innym miejscu.

Sołdat, obok Na zachodzie bez zmian, powinien być lekturą obowiązkową. Odchodzi już pokolenie naszych dziadków, pamiętających II wojnę światową, nasi rodzice sami stają się dziadkami, których nikt nie chce słuchać, a propaganda mówi, że kamienie rzucane na szaniec powstania szły tam z pieśnią na ustach. Prawda jest zgoła inna – szły, bo nie widziały wyjścia. Póki co, my to wyjście mamy, więc może warto poświęcić trochę czasu na lekturę zamiast poświęcić nasze dzieci za kilka lub kilkanaście lat.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s