Gdzie pisać o książkach

Dawno, dawno temu, zwłaszcza przykładając internetową miarę czasu, pisałem tutaj o tym, w jaki sposób pisać o książkach. Notka ówczesna była trochę belferska, trochę felietonistyczna, i zapewne zbyt mocno przemądrzała. Ktoś ją jednak przeczytał, niektórzy nawet skomentowali, zgadzając się ze mną bądź nie. Niemniej jednak wyszło z tego, że ile osób tyle różnorakich stylów pisania i w sumie całą sprawę można na tym zakończyć. Dlatego dziś chciałbym się zająć zupełnie innym, równie ważkim problemem w życiu osoby próbującej pisania o cudzym pisaniu. Ten problem jawi się dość banalnie – gdzie pisać?

Na pierwszy rzut oka można pomyśleć, że zwyczajnie bredzę i na tej konstatacji zakończyć lekturę tego wpisu. Zdrowy rozsądek podpowiada najbardziej racjonalne rozwiązanie, któremu właściwie nie sposób się przeciwstawić  – pozostanie przy pisaniu na własnym biurku wydaje się być jedyną szansą. Na szczęście powszechnie wiadomo, że z racjonalnością istoty ludzkie najczęściej nie mają wiele wspólnego. Nikt racjonalny nie chciałby dziś studiować polonistyki, historii czy archeologii, a jednak wciąż zdarzają się takie przypadki szaleństwa. Zresztą, jak racjonalne jest pisanie o książkach w połowie drugiej dekady XXI wieku?

Zostawmy jednak tematy oparte o logikę czy inne stworzone przez rasę ludzką teorie. Dziś chciałbym przyjrzeć się, a właściwie to przedstawić swój punkt widzenia i poznać cudze na temat pisania o książkach. Interesuje mnie MIEJSCE. Chodzi o to, że zaawansowana choroba czytelnicza ma to do siebie, że ludzie na nią cierpiący czytają bardzo dużo i bardzo często, wiele z nich właściwie cały czas. Ten fakt implikuje kolejny wniosek – jeśli ktoś czyta cały czas, to niekiedy robi to w dziwnych miejscach: środkach komunikacji, na zajęciach, w pracy, w toalecie i tak dalej, co w sumie wydaje się wielu osobom oczywiste i właściwie naturalne. Sam zresztą należę do tego zacnego grona. Interesuje mnie przełożenie tej funkcji na pisanie o książkach. Czy wy, piszący swoje blogi, zachowujecie się tak samo w chwili pisania o przeczytanej powieści?

Osobiście mogę pisać wszędzie, wszystko zależy od pomysłu. Moje teksty – niektóre udane a inne niekoniecznie – powstawały na ławkach w centrach handlowych, w pojazdach komunikacji miejskiej, podczas nudnych (lub też ciekawych) zajęć uniwersyteckich, w parkach i bibliotekach, kawiarniach i wszędzie tam, gdzie mogłem w miarę komfortowo usiąść. Najczęściej oczywiście piszę przy biurku, ale to nie jest żadną regułą. Macie tak samo czy to po prostu anomalia mojego małego rozumku?

Advertisements

5 comments

  1. Nie nazwałabym tego anomalią małego rozumku, tylko przypływem weny w rozmaitych miejscach 😉 Ja kiedyś potrafiłam pisać wszędzie, tak jak Ty. Nie wiem, co się we mnie, czy otoczeniu zmieniło, ale teraz potrzebuję własnego biurka i koniecznie własnego komputera. Pożyczony, nawet od męża, się nie nadaje, bo ja muszę mieć wszystko ładnie w odpowiednie foldery zebrane.
    Zdarza się jednak, że nachodzi mnie jakaś myśl, kiedy jestem dajmy na to w autobusie, na przystanku, czy w kolejce do kasy. Jeśli to krótkie, to staram się zapamiętać, jak nie, to mam w kalendarzu przygotowane na takie wypadki kartki. Po tym, jak kiedyś mnie dopadło i zamazałam kulfonami kilka stron kalendarza 😀
    Aha! I jeszcze w łóżku czasem. Na stoliku nocnym koniecznie musi czekać zeszyt i pióro z fioletowym atramentem (nie pytaj – taka fanaberia z tym fioletem ;)). Ale to oczywiści potem, wiernie lub nie, wstukuję potem w klawiaturę.

    1. Przestałem wierzyć w wenę jak zacząłem żyć ze stukania w klawiaturę, po kilkunastu tysiącach znaków dziennie pomysły się oczywiście pojawiają, ale to jakoś nie to. Ja mam zaś odwrotnie – kiedyś nie umiałem pisać inaczej, potem się nauczyłem pisać wszędzie. 10 calowy netbook znakomicie ułatwia sprawę, od jakiegoś czasu łapię się na tym, że moja ręka niekiedy nie trzyma pióra przez tygodnie, chyba że podpisuję jakieś umowy. Co do notatek – czasem jeszcze robię, ale funkcja dyktafonu w telefonie równie znakomicie spełnia swoją rolę 😉

      1. O widzisz, dyktafon by się przydał, szczególnie jeśli chce się uwiecznić cudze słowa, a nie własne. Jakiej aplikacji używasz, bo próbowałam kilka, ale żadna nie spełniała moich oczekiwań (Najczęściej aplikacja się samoczynnie wyłączała).

      2. Wbudowanej w Samsunga, nie mam z nią większych problemów, może po prostu trzeba coś przestawić w opcjach, np. wydłużyć czas dostępnego nagrania. Wszyscy znajomi dziennikarze używają z kolei iPhone do wywiadów. Ja mam największy sentyment do starej Nokii 95, nagrywa świetnie również przez słuchawki, więc można jej używać nawet w rozmowie podczas spaceru.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s