Adam Cioczek, Koniec gry

Kiedy książka, którą otwierasz, rozpoczyna się w następujący sposób: „Odsłonił firankę, by popatrzeć na ogród. Niczym niezmącona cisza kładła się na konarach drzew i krzewach. Upalne popołudniowe słońce jak najlepszy złodziej zwiedzało każdy kąt jego domu. Nie było powodu, by protestować.”, wiesz doskonale, że nici z przyjemności lektury. Droga przez mękę rozpoczyna się dokładnie w pierwszym akapicie i trwa do chwili, w której odkładasz książkę. Koszmar, niestety, nie ma nic wspólnego z kryminałem, podobnie jak ta powieść.

Adam Cioczek, Koniec gry
Na pozór oczywiście wszystko jest jak trzeba – zbrodniarz, prokurator, policjantka, adwokat. Jest zbrodnia, tajemnica sprzed lat i parę kolejnych stereotypów, jakie serwują wszyscy od kursów pisania, którzy mamią swoich podopiecznych sławą i karierą wielkich twórców tego świata. Wszak kryminał jest popularną literaturą dla kucharek i taksówkarzy, przepis na niego jest prosty a i sposób wykonania nie może zawierać zbyt wiele poważnych kwestii w rodzaju zdań wielokrotnie złożonych i słów takich jak „transparentny”. Wszystko niby proste, a jednak niewielu osobom sztuka pisania dobrych kryminałów naprawdę wychodzi. Nawet Gombrowicz nie dał rady, więc i nie do końca Cioska to wina.

Koniec gry zapewne byłby czytał się lepiej gdyby nie było w nim językowych potworków, godnych średnio rozgarniętego gimnazjalisty, który nagle postanowił pisać prozę. Jeśli moment rozstania – a może właściwej byłoby powiedzieć: porzucenia kobiety przez mężczyznę – autor kończy tymi słowy: „Zostawił ją z dwiema pustymi filiżankami. I z jednym marzeniem, przedartym na pół.”, to nieuchronnym jest pojawienie się w umyśle czytelnika pytania o to, po co właściwie czytać takie książki, skoro tych dobrych jest jeszcze tak wiele na świecie.

Jedna rzecz niewątpliwie zasługuje na uznanie. Promocja książki jest właściwie mistrzowska. Na czwartej stronie okładki Koniec gry jest zachwalany przez panią Teresę Kotlarczyk i Bronisława Cieślaka. Nie byłoby w tym nic dziwnego może, gdyby nie następująca po tych pochwałach znanych nazwisk notka biograficzna autora. Dowiedzieć się z niej można, że autor jest scenarzystą, a owoce jego pracy można podziwiać między innymi w takich dokonaniach polskiej telewizji jak Samo życie, Pierwsza miłość i Malanowski i partnerzy. Przestaje nas zatem dziwić, że afektowany język i nadęta do granic możliwości intryga stwarzająca pozory powieści psychologicznej wzbudziła uznanie serialowej reżyserki i aktora znanego z drewnianej gry i jazdy po pijanemu za czasów parlamentarnej służby narodowi. Podobnie zresztą z pozytywnymi recenzjami, a raczej w ogóle z recenzjami, bo znaleźć je można jedynie pod postacią kilku blogów, na których z reguły wychwalane są książki, które nigdy nie powinny trafić do druku. Coś poważniejszego teoretycznie pojawia się na Portalu Kryminalnym, gdzie jednak autorka recenzji dostrzega kiczowatość języka i kiepski pomysł na zakończenie całej historii. W tej sytuacji pozostaje mi jedynie chylić czoła przed działem marketingu. A także przed autorem, który tę samą książkę wydał dwukrotnie, choć pod innymi tytułami.

Czasy są dziś takie, że pisać każdy może. Jak widać choćby po wielu powieściach kryminalnych wydawanych w naszym kraju, wydawać właściwie też może każdy. Na szczęście nikt tego czytać nie musi, zatem omijajcie tę książkę z daleka.

Advertisements

9 comments

  1. No jak „Samo życie” i „Pierwsza miłość” to ja nie rozumiem, czemu się nie zachwycasz 😀 Hahaha 😀
    Zauważyłam ostatnio, że sporo scenarzystów serialowych zabrało się za pisanie – kopiują swoje własne modele serialowe i potem to niebywale zabawnie wychodzi 🙂

      1. Przecież sobie żartuję 😉 Mocy to nie, ale na pewno jakiś wpływ na opinię mają – mimo subiektywnego spojrzenia. Ale innych recenzji nie będę szukać, bo szkoda czasu na coś, o czym wiem, że mnie nie zainteresuje.
        W tym wypadku wystarczą cytaty – najczęściej po nich już wiem, że książka jest nie dla mnie. Może jakbyś wybrał inne, to bym się zastanowiła, mimo niezbyt pochlebnej recenzji. Chyba tylko raz się pomyliłam, w przypadku „Marsjanina” A. Weir – cytaty zamieszone w kilku recenzjach były tak zabawne, że byłam przekonana, że książka mi się spodoba. Okazało się zupełnie inaczej 😦

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s