Martin Pollack, Śmierć w bunkrze. Opowieść o moim ojcu

To książka niezwykła, zupełnie niepodobna do wielu innych, traktujących o tym temacie. Śledztwa próbujące zrozumieć nazistowskich funkcjonariuszy nadal cieszą się ogromną popularnością, ale próżno szukać relacji dzieci tychże piszących w tak otwarty sposób. Owszem, można znaleźć tu i ówdzie dzieła pisane z perspektywy dzieci, choć więcej tego rodzaju opowieści ukazuje się w związku z byłymi komunistycznymi zbrodniarzami żyjącymi w Związku Radzieckim. Nawet wówczas jednak sprawa jest dość oczywista – ktoś ich wysłuchał lub, co znacznie częstsze, napisał za nich jakieś tam wspominki. Pracy takiej jak ta, przeprowadzonej przez znanego reportażystę, próżno szukać. Tym większa radość z lektury, tym znaczniejszy pożytek. Śmierć w bunkrze to bardzo dobrze napisana książka na bardzo ważny temat. 

Martin Pollack, Śmierć w bunkrze. Opowieść o moim ojcu

Istotą literatury naprawdę godnej uwagi jest jej umiejętność powiedzenia czegoś istotnego. Biorąc pod uwagę ten właśnie czynnik nie ma wątpliwości, że książka Pollacka jest dziełem istotnym. Przechodząc płynnie od ogółu historii dawnego sporu narodowego pomiędzy ludami dawnej ck monarchii do jednostkowego spojrzenia na dzieje własnej rodziny i wracając do rozważań ogólnych nad istotą samego nazizmu, autor zatacza krąg, po przejściu którego już nic nie będzie takie same.

Sama kwestia wyśledzenia i uporania się z tak ciężkim dziedzictwem poraża czytelnika, przykuwając wręcz do książki. Pollack postanawia cofnąć się w czasie do austro-węgierskiego dziedzictwa po to, by znaleźć odpowiedź o genezę konfliktu pomiędzy różnymi nacjami. Obszerne rozdziały mówiące o tym, jak wyglądało wspólne życie Niemców i Słoweńców na pograniczu dawnego austro-węgierskiego cesarstwa niosą ze sobą spory ładunek wiedzy, nie obce są im także emocje. Po tych kilkudziesięciu stronach wiemy znacznie więcej i zaczyna w nas, polskich czytelnikach, kiełkować myśl o tym, że nasze dzieje nie są na tle innych prawdziwie wyjątkowe. My, Polacy, przywykliśmy raczej do przykładania miary trudnych zagadnień pogranicza kultur związanego z naszą własną, pogmatwaną historią. Stąd znamy opisy ciężkiej doli mieszkańców Polesia, Wileńszczyzny, Górnego Śląska, nie pamiętając jednocześnie o innych. Przy tym całym historycznym bagażu ciąży na nas również tendencja do uzurpowania sobie pewnej wyjątkowości na tle innych europejskich narodów. A przecież Alzacja i Lotaryngia, niełatwa historia Niderlandów, całe właściwie Bałkany, pogranicza zagubione w alpejskich wioskach czy trudne sąsiedzkie relacje na półwyspie Skandynawskim są właściwie nieodróżnialne, tożsame z doświadczeniami naszych własnych przodków. To największy bodajże pożytek płynący z lektury tej fascynującej książki.

Inną niezwykle istotną sprawą jest, najdobitniej określona przez Hannah Arendt, rzecz o banalności nazistowskiego zła. Większość z ludzi hitlerowskiego reżimu była w życiu prywatnym kochającymi ojcami i matkami, by wspomnieć choćby komendanta największego nazistowskiego obozu zagłady w Auschwitz czy sprawę Eichmanna, od analizy którego Arendt wywiodła swoją opowieść o zwyczajności tak wielu hitlerowskich zbrodniarzy. Owa dwoistość natury nurtuje również autora, karząc mu zajmować się tym niełatwym tematem przez lata, a w końcu wydać książkę będącą tak surowym i bezlitosnym rozliczeniem nie tylko z przeszłością własnej rodziny, ale również z historią własnego narodu. Mało jest w literaturze przykładów podobnego podejścia do tematu, stąd też warto po tę niełatwą książkę sięgnąć.

Reklamy

5 comments

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s