Tomek Lipiński, Piotr Bratkowski, Dziwny, dziwny, dziwny

Tomek Lipiński to jedna z tych postaci polskiej sceny muzycznej, których nie trzeba nikomu przedstawiać. Od prawie czterech dekad obecny w polskiej muzyce, odpowiedzialny za kilka projektów, które do dziś dnia nie tylko dają się słuchać, ale wciąż jeszcze wyznaczają standardy nowym pokoleniom. Rozmowa ze Stefanem Bratkowskim przywołuje jednak nie tylko muzykę.

Tomek Lipiński, Piotr Bratkowski, Dziwny, dziwny, dziwny

W naszym rodzimym rynku książek o muzyce dominują ostatnio rozmowy, wywiady-rzeki, jak choćby świetny cykl rozmów Rafała Księżyka z Tomaszem Stańką, Tymonem Tymańskim (o której pisałem tutaj) i Robertem Brylewskim, parę innych pozycji też się znajdzie. Wydaje się to zabiegiem dość dobrym, w takiej rozmowie można zahaczyć o wiele tematów. Podobnie dzieje się w wypadku książki Dziwny, dziwny, dziwny.

Konwencja rozmowy dwóch panów w jednym wieku jest tym, co czyni tę książkę czymś wyjątkowym. Oto okazuje się, że ludzie urodzeni i wychowani w tym samym pokoleniu mają tyle samo wspólnego co osobnego, nawet jeśli wychowali się w niedalekiej pod względem geograficznym odległości. Dla mnie osobiście to o tyle ważne, że moi rodzice to w sumie to samo pokolenie, a przecież zupełnie inni ludzie, nie tylko z powodu odmiennych gustów muzycznych.

Inność – oto słowo klucz, słowo wytrych, słowo tłumaczące niezrozumiały na pozór fakt, że jeden z największych wizjonerów polskiej muzyki rockowej jest postacią znaną i nieznaną jednocześnie. Być może nie aż tak zapomnianą przez mainstream jak kolega z Brygady Kryzys, Robert Brylewski, ale jednak. W odpowiedzi na to pytanie skłaniam się zdecydowanie do teorii mówiącej o tym, że ludzie wyprzedzający swój czas mają po prostu pod górkę w życiu, by użyć jedynie wyrażeń parlamentarnych i oględnych.

Tytuł tej książki można odczytywać na dwa różne sposoby. Dziwny jest przecież ten facet, który z uporem maniaka próbuje całkiem nowych rzeczy, nie patrząc na to, co krytycy i fani powiedzą o tym, co ostatnio nagrał. Z drugiej strony ta tytułowa dziwność ma dla mnie posmak artystycznego ciągłego zdziwienia nad rzeczywistością tego najlepszego ze światów. Bez tych dwóch, przecinających się dziwności, pewnego rodzaju odmienności od powszechnie obowiązującej normy, nie da się chyba stworzyć niczego godnego uwagi. Jak zauważa w pewnym momencie sam Lipiński, muzyka jest częścią poszukiwań ogólnego sensu.

Nie jestem bezkrytycznym fanem całej twórczości Lipińskiego, pewnych rzeczy nie zdołałem i pewnie nie zdołam już pojąć. Niemniej jednak nie trzeba wielbić kogoś, by być w stanie docenić jego wpływ na to, jak ta nasza krajowa muzyka, słabiutka i marniutka w gruncie rzeczy, zmieniła się pod wpływem kilku piosenek napisanych i zagranych przez tego pana i paru jego kolegów. Pod tym względem ta książka jest o wiele ważniejsza niż nawet ostatnio wydana płyta To, czego pragniesz, skądinąd zresztą całkiem dobra. Lektura książki pokazuje bardzo wyraźnie, że można (a być może nawet trzeba) być po prostu sobą, bo inaczej zwyczajnie nie da się być artystą. Robienie swojego i, co równie ważne, na swoich warunkach – to dla mnie główne przesłanie i zarazem główna jakość tej książki. Nie bez przyczyny Lipiński nie raz odwołuje się do artystów, którzy po prostu robili swoje, jak choćby Dylan, odsądzany od czci i wiary za wzięcie do ręki gitary podłączonej do prądu.

Nie ma w tej książce zbyt wiele tego, czym napełniają się często autobiograficzne książki zachodnich gwiazd – narkotyków, seksu, ekscesów po pijaku. Jest za to człowiek, który ma własną wizję świata i który umie przyznać się do błędów. Po tych właśnie cechach poznaje się kogoś naprawdę wyjątkowego. I choćby z tego względu warto tę książkę przeczytać.

Video promujące najnowszą płytę:

Advertisements

2 comments

  1. To postać i twórczość Brylewskiego była mi zawsze bliższa. Ostatnia płyta Lipińskiego nie przykuła mojej uwagi na dłużej. Ale tę książkę chętnie bym przeczytał, mam tylko nadzieję, że nie za wiele tam antykomunistycznego kombatanctwa, a więcej o kwestiach muzyczno-artystycznych.

    1. No właśnie zero kombatanctwa, wyśmiewa nawet te wszystkie legendy. O muzyce sporo, ale też np. kaja się za popieranie PO 😉 Brylewskiego książkę przeczytałem, muszę się w końcu zabrać za recenzję.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s