Dominik Dán, Czerwony Kapitan

Muszę przyznać, że słowackie kryminały do tej pory stanowiły dla mnie teren zupełnie nieznany. Po lekturze powieści Czerwony kapitan zrozumiałem, że to spory błąd z mojej strony i śpieszę nadrabiać braki w tym zakresie. Co sprawiło, że książka wydana u nas przez wydawnictwo Media Rodzina wywarła na mnie tak dobre wrażenie? To po prostu dobra powieść była, jak można strawestować słowa, jakie wypowiadał niejaki Franz Maurer.

Dominik Dán, Czerwony Kapitan

Ciężkim zadaniem czekającym krytyka jest zawsze osadzenie gatunkowe, jakie trzeba przeprowadzić zawsze w stosunku do przeczytanej powieści. Czerwony kapitan jest powieścią kryminalną w swoim najszerszym znaczeniu. Uważny czytelnik znajdzie tu sporo różnorodnych elementów – powieści proceduralnej, powieści detektywistycznej i thrillera. Wszystkie one występują na równych prawach i wszystkie one łączą się w jedną, naprawdę dobrze napisaną całość. Śledztwo zabójstwa sprzed kilku lat, uważna i kąśliwa obserwacja rzeczywistości początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, spiskowa teoria wszechwładzy byłych funkcjonariuszy czechosłowackiej bezpieki i nawiązanie do jakże popularnej ostatnimi laty literatury na temat poszukiwań legendarnego skarbu templariuszy łączą się pod piórem słowackiego pisarza w zgrabną i przyjemną w lekturze całość.

Intryga jest rzeczywiście wciągająca, potrafi przykuć czytelnika do powieści i sprawić, że pięćset stron powieści można nawet przeczytać bez wstawania z fotela. Niemniej jednak same meandry zagadki stojącej przed śledczymi to nie jest warunek wystarczający do tego, by uznać dzieło za warte uwagi, niekiedy zdarza się przecież, że z ciekawego nawet w zamyśle pomysłu wychodzi książka zupełnie niestrawna, której przeczytać się po prostu nie da. Siłą słowackiego pisarza jest język, w którym – podobnie jak w rzeczywistym życiu – pełno jest niedopowiedzeń, skrótów, zawieszeń głosu. To wszystko jest mocno obecne w powieści, co czyni jej lekturę jeszcze bardziej zajmującą.

Ciekawa intryga i dobre wyczucie języka to wciąż niestety produkt nieco wadliwy. Wedle starożytnej jeszcze nauki, dzieło literackie, podobnie jak i inne dzieła sztuki, swoją perfekcyjność osiągnąć może jedynie wówczas, gdy będzie opierać się na trójkącie, uważanym za najdoskonalszą z figur geometrycznych. Ten trzeci filar w powieści Czerwony kapitan pojawia się w postaci świetnego humoru, będącego wypadkową pomiędzy czarnym humorem znanym z innych policyjnych opowieści i lokalnym, właściwym naszym południowym sąsiadom, wisielczym humorem, służącym do pogodzenia się z tym najlepszych ze światów. Dzięki silnemu pierwiastkowi wspomnianego humoru książka Dominika Dána jest lekturą niemalże doskonałą.

Dawno nie czytałem równie dobrej książki kryminalnej, z tym większą niecierpliwością wyczekuję kolejnych przygód słowackich policjantów, zapowiadanych przez wydawnictwo. Obym nie musiał czekać zbyt długo.

Reklamy

2 comments

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s