Konrad T. Lewandowski, Bursztynowe królestwo

Jesteście sobie w stanie wyobrazić sytuację, w której z rozbiorów wyłania się Druga Rzeczpospolita Obojga Narodów, w której na tronie zasiada Chińczyk i przyjmuje miano Władysława V? Ja osobiście przyznaję, że na coś takiego chyba bym nie wpadł. Zapewne z tego też powodu nie jestem jednym z ciekawszych polskich autorów a krytykiem, który lubi się poznęcać i pomarudzić, choć racji często nie ma. Trudno jednak odmówić książce Lewandowskiego siły, przed którą pokornie chylę czoła, z braku kapelusza oczywiście. 

Konrad T. Lewandowski, Bursztynowe królestwo

Konrad T. Lewandowski, Bursztynowe królestwo

Powieść opisana jest jako „historyczno-przygodowa” i to najlepiej oddaje jej charakter. Trzeba przyznać, że pod tym względem autor nie ustępuje bardziej poczytnym na naszym rynku pisarzom. Swoją drogą to ciekawe, że prościej piszący szybciej odnajdują drogę do serc (i portfeli!) czytelników płci obojga. Lewandowski jakoś pozostaje w cieniu. Zapewne tylko dlatego, że jego powieści mają wiele ukrytych odniesień i smaczków, które często umykają odbiorcom. Zupełnie niesłusznie, bo to właśnie te, niekiedy naprawdę drobne wtrącenia, są żywym dowodem na to, jak sprawnym pisarzem jest Lewandowski.  W Bursztynowym królestwie takim delikatnym smaczkiem jest postać Stanisława Brzozowskiego, mocno dziś zapomnianego filozofa, którego znają bodaj li tylko lewicujący przedstawiciele wielkomiejskiej inteligencji skupiającej się wokół „Krytyki politycznej”. Człowiek, który chciał połączyć romantyczny poryw serca z pozytywistycznym nakazem ciężkiej i żmudnej pracy u podstaw nie mógł jakoś zdobyć szerszej popularności w naszym kraju. Zupełnie jak autor, bawiący się konwencją powieści awanturniczej w tym konkretnym wypadku i konwencją literatury popularnej w ogóle.

Można w odczytaniu Bursztynowego królestwa podążyć jeszcze innym tropem, pokrywającym się w pewnej mierze ze sporem o przyszłość czy też sam sens walki o odrodzenie niepodległej Rzeczpospolitej. W sojuszu z Japończykami pobrzmiewają przecież echa tokijskiej wyprawy towarzysza Wiktora, przywódcy niepodległościowo nastrojonego odłamu polskich socjalistów, terroryzujących carat na ziemiach zaboru rosyjskiego. Można ujrzeć sprawy licznie opisane, choćby u Ossendowskiego, w rodzajach podróży (nie zawsze zresztą dobrowolnych) Polaków na Daleki Wschód i dylematów, przed którymi stawali niemalże codziennie. Polska na zawsze połączona z Rosją kontra walka o niepodległość za wszelką cenę to przecież właściwie historia wszystkich narodowych zrywów.

Bez obaw jednak, Bursztynowe królestwo to prawdziwa literatura rozrywkowa, książka od której nie można się oderwać nawet wówczas, kiedy spór między Borowskim a towiańczykami nie obchodzi nas zanadto. Porwania, potyczki, pościgi i bitwy, czyli elementy gatunkowe są w książce na tyle dobrze opisane, że bez trudu zajmą uwagę każdego. Trudne jest raczej odłożenie lektury na później. Opisy fabularnych perypetii znajdziecie z łatwością gdzie indziej, wszak streszczanie fabuły to znak naszych pięknych czasów.

Lewandowski, moim skromnym zdaniem, po raz kolejny pokazał w sposób dość dobitny, że literatura popularna nie musi być literaturą przeznaczoną jedynie dla kucharek i gimnazjalistów. Nie wierzycie? Sprawdźcie na własne oczy. Jeśli zaś się Bursztynowe królestwo się wam spodoba, czym prędzej sięgnijcie po ciąg dalszy, zatytułowany Afgański Zeus. To powieść jeszcze lepsza, o czym spróbuję przekonać już niebawem.

Advertisements

6 comments

  1. Mam wielkie obawy przed alternatywnymi wersjami historii. Zwykle nie uwzględniają tego, że zmiana jednej rzeczy powoduje nieskończenie wiele konsekwencji, które często sprawiają, że to, co miałoby być przyczynkiem do poprawy, spowoduje jej odwrotność. No, ale napisałeś o Bursztynowym z takim przekonaniem, że może się kiedyś skuszę. Choćby dla porównania wrażeń 😉

    Pozdrowionka 🙂

    1. Może to nie wynika z charakteru mojej recenzji, ale to nie jest książka o alternatywnej historii sensu stricte. Historia jest jak najbardziej prawdziwa – powstanie bokserów z przełomu XIX i XX wieku, a gdzieś zagubione w stepach i górach jednostki próbują zrobić z tego powstanie na którym skorzysta i Polska. I to w niej najlepsze, bo łączy fakty i zmyślenia autora, a to wszystko przy idei ducha historii w wersji Brzozowskiego.
      I fakt, zapomniałem dodać w recenzji, że językowo i fabularnie niekiedy jest – łagodnie mówiąc – niezbyt równo. O tym można jednak przeczytać w każdej recenzji, a o postaci Brzozowskiego w powieści nie 😉
      Pozdrawiam i ja

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s