Max Bentow, Lalkarka

Ostatnio pisałem o debiucie Bentowa, kolejna część jest zatem dość logicznym posunięciem. Lalkarka to książka jednak nieco słabsza niż Ptaszydło. Cała sprawa rozbija się niestety o wtórność. Po raz kolejny okazuje się, że druga powieść może być prawdziwym testem dla twórcy. Z tej walki niemiecki pisarz nie wychodzi zwycięsko, choć nie zaczynał na zupełnie straconej pozycji.

Max Bentow, Lalkarka

Max Bentow, Lalkarka

Bentow, jak się wydaje, poszedł za ciosem, ale wyprowadził w stronę swoich czytelników dokładnie ten sam chwyt co w debiucie. To niestety rozczarowujące, bo o ile można było czuć się nieco podekscytowanym lekturą Ptaszydła, o tyle następczyni nie zaskakuje niczym nowym.

Fabuła przebiega do bólu znajomo – seryjny morderca, strach ofiar, przeplatane to wszystko życiem osobistym pary głównych bohaterów. Pani prokurator uchyla nieco rąbka tajemnic związanych z własną przeszłością, jeszcze więcej dzieje się w życiu komisarza. Niestety, to chyba jedyne odstępstwa od normy, jaką rozpisał sobie Max Bentow w swoim kryminalnym debiucie.

Owszem, są w tej książce pokazane fobie i lęki, są również dość zgrabne zwroty kryminalnej intrygi. Zgrabne, ale jednak osadzone w sztywnym gorsecie, jaki przywdziany został w pierwszej części przygód berlińskich stróżów prawa. Nic nie zaskakuje, zwłaszcza czytelnika takiego jak ja, który poznał obie części w dwa dni i ma treść poprzedniczki świeżo w swojej głowie.  Co więcej, skrywane problemy z przeszłości dwójki głównych protagonistów zostały już tak dobrze opisane w literaturze, ostatnio w praktycznie każdym skandynawskim kryminale, że trudno oczekiwać, by w jakikolwiek sposób wnosiły coś nowego do literatury sensacyjnej. Kryminał jest dziedziną dość hermetyczną, ale czytelnicze doświadczenie uczy, że można na tym polu dokonać czegoś nowego. O ile taki niemiecki miks amerykańskiego pościgu za seryjnym mordercą, który swe czyny usprawiedliwia ciężkimi przeżyciami z przeszłości zupełnie jak co najmniej połowa skandynawskich złoczyńców, był w miarę interesującym początkiem serii, to jednak ciągnięcie tej historii wprost domaga się czegoś więcej. Bezskutecznie jednak.

Trochę mi szkoda, ale naprawdę ciężko coś więcej o tej powieści napisać. Czyta się to dobrze, jeśli ktoś wzorem inżyniera Mamonia lubi rzeczy, które już zna. W takim przypadku może to być wciągająca lektura, poszukiwacze świeżości i zaskoczeń powinni jednak szukać rozrywki zupełnie gdzie indziej.

Reklamy

One comment

  1. Niestety, autorzy opierają się na sprawdzonych schematach. W kryminałach jest to morderca i ofiara; w romansach on i ona, niezwykle piękni i jedna ze stron niesamowicie bogata; w fantastyce musi znaleźć się kraina rodem z Tolkiena…
    Bardzo ciężko w tym „tłoku” wydawniczym wyłuskać naprawdę ciekawą, zupełnie nieschematyczną powieść. Taką, która dodatkowo głęboko zapadnie w pamięć. Mamy za to całe mnóstwo z gatunku paranormal romance, gdzie kochają się w sobie osobniki nie do końca ludzkie 🙂 i olbrzymi wybór wybór erotyków, w których kochają się jeszcze bardzie i to na różne sposoby…
    Pozdrawiam i życzę szczęścia w poszukiwaniu książek wyjątkowych.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s