Marcin Ciszewski, Piotr Liedel, Gliniarz

My, czytelnicy, mamy taką dziwną właściwość, nasiloną zwłaszcza w ciągu ostatniego wieku – lubimy podglądać cudze życia. O ile wcześniej zachwycaliśmy się wspaniałymi baśniami zaludnionymi przez różnorodne stwory, dziś potrzebujemy literatury faktu. Dyskusję na temat tego, czym jest (jeżeli jest) fakt, pozostawmy lepiej filozofom. W te nasze potrzeby wpisuje się coraz większa liczba autorów i autorek. Nie inaczej jest z książką sygnowaną przez byłego policjanta Piotra Liedela i pisarza Marcina Ciszewskiego, zatytułowaną jakże oczywiście Gliniarz.

Marcin Ciszewski, Piotr Liedel, Gliniarz

Marcin Ciszewski, Piotr Liedel, Gliniarz

Na okładce facet, który śmierdzi gliną na kilometr. Tytuł jasny, więc zaskoczenia w środku się nie spodziewałem. Faktycznie, każda strona dość oczywista. Jest początek służby na końcu lat 80. i końcu PRL. Jest powolne wspinanie się po ścieżkach kariery w prowincjonalnym miasteczku, gdzie do służby przygotowuje starszy kolega. Są szalone lata dziewięćdziesiąte, gdzie mafia śmiała się w nos policjantom w polonezach i bez naboi. Są działania na granicy prawa, jest relaks przy butelkach wódki. Historia typowa, jakich wiele. Może nie jest nudno, ale przewidywalnie i sztampowo nawet.

Gdzieś od połowy nadchodzi zaskoczenie. Pod powłoką osiłka i twardziela odkrywamy gościa nie tylko z charakterem, ale także używającego głowy. Szkolenia, coraz lepsze wyniki, awanse, wreszcie pobyt  w USA, który wciąż jeszcze jest wyznacznikiem możliwości poznania najlepszych technik do walki z przestępcami. Zwłaszcza z terroryzmem. I tak nasz gliniarz z psa tropiącego rodzimych facetów w czarnych beemkach staje się prawdziwym ekspertem do walki z terroryzmem. Problem jest tylko jeden – w polskiej policji zaczyna brakować dla niego miejsca. Na szczęście mieliśmy Mistrzostwa Europy Euro 2012, gdzie nasz bohater mógł się wykazać jako szef zespołu odpowiedzialnego za bezpieczeństwo.

Gliniarz to jednak nie tylko prosta książeczka o tym, jak przebiegała kariera pewnego policjanta. To także gorzkie podsumowanie pracy policji od środka. Nie chodzi tu nawet o to, że na wszystko brakuje pieniędzy a życie gliniarza często prowadzi do żałosnego życia osobistego. Liedel mówi wielokrotnie i bez ogródek o tym, jak polityka jest ważniejsza od sprawnego działania komisariatów, jak kariery robią urzędnicy z nadania i polecenia, jak niszczeni są wartościowi ludzie. Stąd płynie nauka, która i tak nie zostanie wysłuchana. Owszem, zmieniają się standardy, ale dotyczą raczej maluczkich a nie komendantów wojewódzkich. Lepiej nie będzie, oby tylko nie było gorzej.

Gliniarz to ani powieść ani biografia. Ot, książka jakich ostatnio wiele, tematyka wszak modna. Wieczór z nią spędzony można zaliczyć do udanych, ale bez fajerwerków. Jak ktoś interesuje się tematem, to przeczyta, nie znajdując wiele nowych dla siebie rzeczy. Lektura jedynie potwierdza stereotypy, jakie panują na temat pracy w policji.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s