Jacek Komuda, Krzyżacka zawierucha

Czasami, jak każdy chyba, tęsknię za szczenięcymi latami. Sięgam wówczas po książkę nieco cofającą mnie do czasów słodkiej beztroski i przeżywania przygód bohaterów z wypiekami na twarzy. Krzyżacka zawierucha Jacka Komudy jak najbardziej się do tego celu nadaje. Ot, czytanka dla dzieci w wieku lat co najwyżej dwunastu, która ma podnieść im morale, bo przecież Rzeczpospolita rycerstwem stała i pod Grunwaldem siłę pokazała. Książka przy tym niezbyt obszerna, akurat na dwie godziny podróży czy też innej formy zabijania czasu niewyszukaną rozrywką. Problem mogą mieć ci, którzy szukają książki do czytania w każdym wieku. 

Jacek Komuda, Krzyżacka zawierucha

Jacek Komuda, Krzyżacka zawierucha

Fabuła powieści jest przewidywalna do bólu, wszak naczelni rzemieślnicy literaccy III Rzeczpospolitej, wydawani przez wydawnictwo Fabryka Słów na skalę masową, przyzwyczaili nas do tego, że budowanie narracji słabo im idzie, stąd jedynie kanoniczne zwroty akcji przeprowadzane przez tłumy kanonicznych postaci. Mieści się to wszystko w mocno wytartym schemacie literatury przygodowo-historycznej i jest dobrze. No, ale jak ktoś na tytuł powieści wybiera tak wyświechtany zwrot, to i z zawartością na pewno rozprawi się schematycznie, tu nie ma żadnej dyskusji, widziały gały co brały. Może jakoś gdzie indziej będzie lepiej, może w rysie historycznym?

No właśnie, historia. Nie zawsze zgadzam się z poglądami autora na to, jak „naprawdę” wyglądały czasy szlacheckiej Rzplitej, ale doceniałem zawsze próby popularyzacji niektórych historycznych zwrotów czy określeń. Niestety, wiek XV to nie jest wiek XVII, co bardzo mocno umknęło autorowi Krzyżackiej zawieruchy. Nawet mało uważne oko dostrzeże, że jakoś ci rycerze dziwnie poubierani chadzali. Gorzej jeszcze z językiem, którym mówią, bo mruganie do czytelnika zawsze jest dobre, ale jednak czasami złe. Wtręty w rycerskich rozmowach o „święcie Matki Boskiej Pieniężnej” czy pytanie w karczmie „Co tam, panie w… polityce” zamiast śmieszyć straszą, bo uzmysławiamy sobie, że skoro taki poziom prezentuje jedna z gwiazd tego rodzaju prozy to jaki musi być poziom tych słabszych…

Książka napisana chyba jedynie na siłę, podobno na rocznicę grunwaldzkiej wiktorii. Jeśli tak, to miniony od tej pory czas dowodzi, że nawet i sam autor nie uważa dzieła swego za godne kontynuacji, do której furtkę przezornie pozostawił w ostatnich stronach powieści. Trudno bowiem powiedzieć coś dobrego o książce ponadto, co napisałem w pierwszych linijkach tego tekstu. Jeśli ktoś zatem na chwilę pragnie wrócić do bycia dziesięciolatkiem, to jest to wybór słuszny. Wszyscy inni niech sięgną po Cherezińską.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s