Jolanta Jasińska-Mrukot, Historie z palca niewyssane

Książka przyciągnęła mój wzrok podtytułem. Brzmi on następująco: Reportaże społeczne. Odnoszę wrażenie, że ostatnia moda na reportaż skierowała go w inną stronę. Szeroka publiczność zdaje się niechętnie czytać o polskiej niedoli, bardziej interesujące wydają się być mniej lub bardziej odległe wojny, kataklizmy, opisy życia w ekstremalnych warunkach gdzieś na końcu świata. Bieda, tragedia, choroba z tej samej ulicy czy nawet sąsiedniego miasta atrakcyjna nie jest, widać ją na co dzień i od święta.

Jolanta Jasińska-Mrukot, Historie z palca niewyssane

Jolanta Jasińska-Mrukot, Historie z palca niewyssane

Jasińska udowadnia, że rzeczy dziejące się obok mogą być interesujące, że każdy ma do opowiedzenia ciekawą historię, należy jedynie uważnie słuchać. Informacyjny szum i pośpiech współczesnego życia sprawy nie ułatwiają, ale warto próbować. Owszem, większość zbioru to reportaże na tematy wielokrotnie poruszane – biedni ludzie z pegeerów, więźniowie, narkomani, emeryci i renciści wegetujący za 400-500 złotych miesięcznie lub pogrążający się w spirali długów nie do spłacenia. Małżeńskie walki o dzieci, przemoc domowa, pijaństwo, bezrobocie, beznadzieja i bezradność biednych, niewykształconych, niezaradnych. To wszystko już oczywiście było, znamy to od ćwierćwiecza wolności, dziś już praktycznie niewiele osób pochyla się nad takimi tematami.

Nie tylko nieszczęścia opisuje autorka. Historia więźnia-wynalazcy, opowieść Rosjanki, która zapragnęła wrócić do Polski gdzie się wychowała w radzieckiej bazie wojskowej, wzruszające opowieści o umieraniu w hospicjum i domu spokojnej starości dla aktorów są naprawdę dobrze napisane i pozostawiają sporo dobrej energii. Podobnie jak historia pielęgniarek opolskiego szpitala, które całymi latami mieszkają w „pigulniku”, hotelu zakładowym, czasem z całą rodziną. Te historie w jakiś przewrotny sposób budują, pokazując czytelnikowi, że sporo ludzi nie poddaje się żyjąc w naprawdę trudnych warunkach.

Historie z palca niewyssane mają jednak okropną korektę. A właściwie jej brak. Źle postawione przecinki można od czasu do czasu wybaczyć, ale tutaj wydawnictwo zabiło w znacznym stopniu pracę autorki. Na okładce brak informacji o korekcie, podobno był redaktor w osobie samego szefa wydawnictwa. Błędów jest tak wiele, że trudno mi jakoś w to uwierzyć. W jednym miejscu reportaż po prostu się urywa w połowie zdania, literówki występują na co trzeciej stronie, niekiedy podstawione są złe wyrazy, jakby zadziałały podpowiedzi edytora tekstów i nikt tego nie przeczytał. Trudno winić autorkę, ona też przecież traci na takiej recepcji swoich tekstów.

Historie z palca niewyssane mimo wspomnianych technicznych braków są jednak dość budującą lekturą. Ogrom nieszczęść przytłacza, ale jednocześnie pokazuje, że istnieją jeszcze nawet teraz, w połowie drugiej dekady dwudziestego pierwszego wieku ludzie mediów, dla których ludzka krzywda nie jest jedynie pożywką taniej sensacji, ale nieszczęściem, które wymaga choćby próby naprawienia. I z tego powodu warto tę książkę czytać.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s